poniedziałek, 17 grudnia 2012

Ten.


Wreszcie, po czasie, który wydawał się ciągnąć godzinami, samochód zatrzymał się na parkingu. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam jasny, jarzący się napis ‘Pałac Perry’ego’, który odcinał się na tle wszystkiego innego, mimo pojawiających się pierwszych promieni słońca.
Jak to było możliwe? Nie mam pojęcia.
Odpinając pas, odwróciłam się w stronę Justina i zmarszczyłam brwi.
Wychodzimy czy…?
Czując na sobie mój wzrok, w końcu na mnie spojrzał.
-Co? –syknął.  A już myślałam, że wreszcie przestaje być bipolarny…
Powstrzymałam chęć wywrócenia oczami.
-Idziemy czy nie? – wymamrotałam. Jeśli mogłabym go uderzyć bez ponoszenia konsekwencji, zdecydowanie bym to teraz zrobiła.
-Ta – zabrał ze mnie wzrok, po czym wyjął kluczyki ze stacyjki, wrzucił je do kieszeni. Otworzył drzwi i wyszedł z papierosem wciąż w ustach.
Wzdychając, zrobiłam to samo, po czym zatrzasnęłam drzwi trochę mocnej, niż planowałam.
-Uważaj – warknął. – Ten samochód kosztował więcej niż wszystko, co masz.
Podniosłam brew.
-Dobrze wiedzieć – sarknęłam, wkładając ręce do kieszeni swetra.
Spojrzał na mnie kątem oka.
-Postawa – ostrzegł, machając w moim kierunku palcem.
Wywróciłam oczami.
-Cokolwiek – odwróciłam wzrok.
Chwycił papierosa, po czym rzucił go na ziemię i przydeptał butem. Odwracając się w kierunku restauracji, zaczął iść w jej kierunku, oczekując, że ruszę za nim.
Zrobiłam to, pewnie ze strachu.
Kiedy tylko weszliśmy do środka, skierowaliśmy się w stronę drugiego końca pomieszczenia, gdy nagle Justin się z kimś zderzył, przez co uderzyłam w jego plecy. Jęknęłam, pocierając swoje czoło.
-Co do… - chciałam przeklnąć, ale urwałam, czując jak atmosfera wokół robi się napięta. Zorientowałam się, że chłopak wciąż tu stoi.
Był wysoki, nieco wyższy od Justina lub tego samego wzrostu. Miał ciemno brązowe, krótkie włosy i magnetyzujące zielone oczy.  Takie, które potrafią zahipnotyzoawac, gdy tylko w nie spojrzysz. Był dosyć umięśniony i miał tyłek, za który można zabić.
Głupio przyznać, ale był lepszy niż mój.
Zdecydowanie nie fair.
Przeniosłam usta na jedną stronę twarzy, patrząc to na Justina, to na tajemniczego chłopaka i od razu wyczułam napięcie.
-Danger – na twarzy mężczyzny pojawił się kpiący uśmiech. – Miłe spotkanie, nie prawdaż?
- Nie teraz – Justin syknął niskim głosem przez zaciśnięte zęby. Mogłam przyrzec, że przez chwilę widziałam w jego oczach chęć mordu.
Momentalnie dostałam gęsiej skórki.
-Jeśli nie teraz, to kiedy, chłopie? Kiedy będziesz miał wokół swoich chłoptasi, którzy obronią twoją dupę? – wyprostował się, podchodząc bliżej, próbując wyglądać groźniej.
Może by mu się to udało, gdyby Justin nie przysunął się jeszcze bliżej, likwidując przestrzeń między nimi. Napięły mu się wszystkie mięśnie, a na szyi pokazały się żyły.
Chłopak sztucznie się zaśmiał.
-Obaj dobrze wiemy, że gołymi rękami  rozerwałbym cię na kawałeczki – zciszył głos do szeptu.
Jeszcze przez chwilę prowadzili niemą konwersację, po czym facet odszedł, a Justin chwycił mnie za łokieć  i podszedł do stolika, przy którym moglibyśmy usiąść.
Wrywając się z uścisku, siadłam na skórzanej kanapie naprzeciwko niego. Gdy opadł na swoje miejsce, zauważyłam, że mocno ściska szczękę. Położył pięści na stole, ukazując wręcz białe kostki.
-Kto to był? –szepnęłam, nie chcąc go denerwować. Ostatnią rzeczą, jakiej chciałam , było rozzłoszczenie go jeszcze bardziej.
-Ktoś, z kim pracowałem – odpowiedział krótko, nie wdając się w szczegóły.
Przygryzłam wargę, nie chcąc brnąć dalej.
Podniosłam wzrok akurat, aby zobaczyć kelnerkę, mającą zebrać nasze zamówienia, podchodzącą do naszego stolika.
-Witam, co mogę podać? – spojrzała na nas z szerokim  uśmiechem.
Odwzajemniłam się tym samym. Nawet nie musiałam patrzeć w menu, od razu wiedziałam, co chciałam.
-Poproszę kurczaka z frytkami  - czułam, jak burczy mi w brzuchu.
Justin zachichotał, prawie się opluwając.
Przelotnie na niego zerknęłam.
Parsknął, po czym skupił się spowrotem na kelnerce.
-Chciałbym cheesburbera i kręcone frytki – posłał jej swój sławny uśmiech.
Dziewczyna odeszła, cała czerwona.
Wywróciłam oczami.
-Męska dziwka –mruknęłam.
-Słucham? – przysunął głowę bliżej, kładąc dłoń przy uchu.
Podniosłam brew, wypychając usta.
-Powiedziałam, że jesteś męską dziwką – sztucznie się do niego uśmiechnęłam. – Tym razem usłyszałeś?
Zaśmiał się.
-Niby w jaki sposób jestem męską dziwką?
-Flirtujesz z jakąś dziewczyną podczas randki! To po prostu czyste-
-Woah, woah, woah shawty – Justin wyciągnął ręce przed siebie, żebym przestała mówić.
Spojrzałam na niego zirytowana.
-Kto powiedział, że to jest randka? – patrzył na mnie z łobuzerskim uśmiechem.
Moje policzki momentalnie zapłonęły.
-Cóż, ty, ja, ale… - jęknęłam. – Nie ważne.
Chłopak cicho się zaśmiał, kręcąc głową.
Czy możliwe było znienawidzenie kogoś w ciągu sekundy?
Nie?
Cóż, zgaduję, że właśnie pobiłam jakis rekord, bo miałam ochotę zmiażdżyć mu twarz pięścią.
Siedzieliśmy w ciszy do czasu, aż kelnerka wróciła z jedzeniem. Postawiła przed nami talerze i dwie szklanki wody, po czym odeszła.
‘Właśnie tak, idź stąd, suko’ warknęłam w swojej głowie.
Chwyciłam frytkę i włożyłam ją do buzi, po czym zrobiłam to samo z kolejną i kolejną, aż nie zostało mi ich prawie wcale.
Justin potrząsnął głową, z tym drażniącym uśmiechem na ustach.
Westchnęłam, odkładając frytkę, którą miałam w ręku.
-Co tym razem cię tak bawi?
Zaśmiał się, widząc, że jestem zła, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
-Jesteś cholernie denerwujący – skrzyżowałam ręce na piersi.
-Przepraszam, po prostu… nie mogę uwierzyć, że zamówiłaś kurczaka i frytki – zaśmiał się jeszcze bardziej. – Jadłem to, kiedy miałem pięć lat – wydusił, przed kolejnym napadem śmiechu.
Okej, kolego, to nie jest aż tak śmieszne. Po raz setny tego dnia, wywróciłam oczami.
W tym momencie najlepszą opcją było ignorowanie go.
Wyciągnęłam rękę i zauważyłam, że on też wziął frytki.
-Jesteś hipokrytą! – wytknęłam w jego stronę palec.
-Co? – spojrzał na mnie, jakby nie do końca zrozumiał.
-Też zamówiłeś frytki! – wskazałam na nie palcem.
Chłopak tylko pokręcił głową.
-Nie, to są kręcone  frytki. Zdecydwanie różniące się od normalnych.
-Co? Wcale nie! Mogą mieć inny kształt, ale to wciąż frytki!
Lekceważąco machnął ręką.
-Dla mnie nie.
Próbowałam się uspokoić, zanim zrobiłabym temu dzieciakowi coś złego. Ostatnim, czego potrzebowałam, było aresztowanie za morderstwo.
Przerzuwając kawałek kurczaka, wzięłam łyka wody i zauważyłam, że Justin ledwo ruszył swoje jedzenie.
-Hej.
Spojrzał na mnie.
-Masz zamiar jeść? – zmarszczyłam brwi, biorąc do ust kolejną frytkę.
-Nie jestem głodny – odpowiedział monotonnym głosem, wzruszając ramionami.
Faceci i ilość ich słów – jedna z najbardziej irytujących rzeczy na świecie.
-W takim razie, po co zamawiałeś? – przekrzywiłam głowę.
Chłopak oblizał usta.
-Bo myślałem, że jestem głodny. Słuchaj, skończyłaś już? – wskazał na mój talerz.
Powoli powiodłam wzrokiem od niego, do jego palca, potem na talerz, aż wreszcie spowrotem na niego.
-Ja...
-To dobrze – przerwał mi, po czym wstał i wyjął z kieszeni portfel. Wziął kilka banknotów i włożył je pod moją szklankę z wodą. Złapał mnie za nadgarstek i skierował w kierunku wyjścia.
Jęknęłam.
-Po co ten pośpiech? – spojrzałam na niego z niedowierzaniem, ale on zwyczajnie mnie olał, wychodząc z restauracji i podchodząc do samochodu.
-Ziemia do Justina! – zawołałam trochę głośniej.
Odwrócił głowę, żeby na mnie popatrzeć.
-Co?
-Nie skończyłam jeść  - jęknęłam jak pięcioletnie dziecko. Wiem, to żenujące, ale nie wińcie mnie!Odkąd ostatnio jadłam minęła, cóż, wieczność!
-Więc? Kupię ci coś po drodze – puścił moją rękę i wślizgnął się do samochodu.
Wchodząc od strony pasażera, po znalezieniu tego cholernego guzika otwierającego drzwi, szybko je zamknęłam.
-Po drodze gdzie?
-Siadaj i się przymknij, nie mam czasu na twoje wkurwiające pytania – burknął, po czym wyjechał z parkingu.
Zrobiłam co mi kazano, opierając się o skórzane siedzenie.  Strasznie chciałam się go spytać co miał na myśli i co robił, ale wiedziałam, że to go jedynie zdenerwuje, więc – po raz pierwszy w życiu – siedziałam cicho.
Po kilku minutach jazdy, Justin wreszcie się zatrzymał.
Marszcząc brwi, wyjrzałam przez okno i zobczyłam, że zatrzymał się przed starym, zniszczonym magazynem.
Nie wiedziałam, czy powinnam:
a)Być przestraszona.
b) Uciec stąd, kiedy nadarzy się okazja.
c)Czekać, żeby zobaczyć co zaplanował.

~~~~~~~~~~~~~

skajdbsjakdfbiaufb ile emocji :O Jelsey są uroczy, potrafią się kłócić o taką pierdołę, ale robią to w taki sposób, że się człowiek nie oderwie. hahah

Powtarzam się, ale nie ważne. BARDZO dziękuję za wszystkie komentarze, miłe słowa zarówno tu jak i na twitterze. Nawet nie wiecie, jak to cieszy :')

sobota, 15 grudnia 2012

Nine.

Justin stał rozbawiony z ustami po jednej stronie.
-Jestem pod wrażeniem, shawty. Nie wiedziałem, że masz w sobie coś takiego - odszedł od samochodu, aż stanął ze mną twarzą w twarz. Na jego ustach malował się ten sam przebiegły, kpiący uśmieszek.
-Cóż teraz już wiesz - posłałam mu sztuczny uśmiech.
Zerknęłam na niego, pozwalając swoim oczom przelecieć po całym jego ciele. Wreszcie zobaczyłam, w co był ubrany i nie będę kłamać, wyglądał dobrze. Miał na sobie białą koszulkę, na którą narzucił skórzaną kurtką, do tego ciemne, wąskie spodnie i czarne supry.
-Gapisz się na mnie - napotkałam jego wzrok. Droczył się ze mną.
Wywróciłam oczami.
-Nie - spojrzałam w inną stronę, zażenowana, że mnie przyłapał.
Chłopak oblizał usta, przesuwając po mnie wzrokiem.
-Też nie wyglądasz źle.
Zerknęłam w dół i zorientowałam się, że miałam na sobie rurki, koszulkę, na którą narzuciłam sweter, a do tego wszystkiego baletki.
Nie wiedziałam, czy mówił serio, czy robił sobie jaja, ale przyjęłam komplement, dziękując mu pod nosem.
Ten tylko się zaśmiał, sprawiając, że przeszedł mnie dreszcz.
-Wskakuj do samochodu, kotku - kiwnął głową w stronę swojego samochodu, który wyglądał nieco jak batmobile. Dopiero teraz to zauważyłam. Zmienił auto, a od naszego ostatniego spotkania nie minęła nawet godzina.
Miałam zamiar spytać się, gdzie go kupił, ale coś w środku mnie powstrzymało.
Nie zorientowałam się, że Danger wsiadł już do samochodu, dopóki nie nacisnął klaksonu, wyrywając mnie z zadumy.
Wytknął głowę z samochodu, pozwalając jednej ręce zwisać przez okno.
-Wchodzisz czy nie?
Spojrzałam na niego, jego samochód, po czym na swój dom. To nie była zbyt trudna decyzja. Przenosząc wzrok spowrotem na chłopaka, podeszłam do drzwi od strony pasażera. Wyciągając rękę, żeby je odtworzyć, zorientowałam się, że nie mam za co chwycić.
-Co aż tyle trwa? - zawołał przez okno.
-Zamknij się! Nie bądź tak głośno, rodzice cię usłyszą. Poza tym, nie wiem jak to coś otworzyć! - cicho krzyknęłam. Szatyn zachichotał.
-Po prostu naciśnij na ten guzik.
Spojrzałam w dół, próbując go znaleźć. Gdy już mi się to udało, wywróciłam oczyma, po czym weszłam do środka.
-Już myślałem, że się nie doczekam - żartobiwie zaczął się kłócić.
-To nie moja wina, że masz taki skomplikowany samochód - syknęłam w obronie.
Ten tylko łobuzersko się uśmiechnął, wycofując samochód i przyśpieszając na drodze.
Minęło kilka minut, podczas których kołysałam się we własnym rytmie, wybijając palcami rytm. Zerknęłam przez okno, zastanawiając się, gdzie jesteśmy. Wtedy zorientowałam się, ze nawet nie wiem gdzie jedziemy.
-Gdzie jedziemy? - odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć.
Justin lekko się zaśmiał, potrząsając głową.
Zmarszczyłam brwi.
-Co jest takie zabawne?
Zignorował mnie. Zamiast odpowiadać, śmiał się dalej. Kiedy mu przeszło, przeniósł na mnie wzrok.
-Nauczyłaś się czekogolwiek od ostatniego razu, gdy mnie o to zapytałaś? - patrzył teraz spowrotem na drogę.
Przebłyski dzisiejszego dnia przewinęły mi się w głowie i przypomniałam sobie, że kiedy zadałam mu to samo pytanie, zachował się jak gnojek i mi nie odpowiedział. Wzruszyłam  ramionami.
-Nie, wciąż jestem tak samo ciekawska - dumnie się uśmiechnęłam, ponownie go rozbawiając.
Przytrzymał kierownicę kolanem, odchylając się lekko w siedzeniu. Trzema palcami lewej ręki pilnował, żeby kierownica nie wymknęła się spod kontroli, podczas gdy drugą dłoń zanurkował w kieszeni kurtki. Wyciągając paczkę papierosów i zapalniczkę, włożył jednego z nich do ust i go odpalił. Wypuścił z ust dym i wrzucił pudełko spowrotem do kieszeni.
Biorąc fajkę między dwa palce, spowrotem wziął w rękę kierownicę, wyciągając spod niej kolano. Przez chwilę przytrzymał dym w ustach, po czym wypuścił perfecyjne kółko, które momentalnie rozeszło się po całym samochodzie.
Potrząsnęłam głową. Ten dzieciak nas zabije jeśli będzie poświęcał tak mało uwagi prowadzeniu, a tak dużo temu cholernemu papierosowi.
Skłamałabym, mówiąc, że nie wyglądało to seksownie. Nie chciałam tego przyznać, ale wszystko, co robił, automatycznie stawało się pociągające. Naturalnie, przerażało mnie to.  Właśnie wtedy po raz kolejny uświadomiłam sobie, że byłam w aucie z mordercą.
-Skąd mam wiedzieć? Jestem w samochodzie z mordercą – wywróciłam oczami, krzyżując ręce na piersi.
-Masz zamiar mi to wypominać za każdym razem, gdy spróbuję coś powiedzieć? – warknął, a jego oczy zrobiły się ciemne.
Mój brzuch skręcił się z poczucia winy. Wydaje mi się, że zbyt szybko go oceniłam. Wiem, że kogoś zabił i był prawdopodobniej najbardziej bipolarną osobą, jaką znam, ale wciąż nie miałam prawa go osądzać, bo nie wiedziałam czemu robił to, co robił.
Można powiedzieć, że byłam nim zaintrygowana, a w dodatku pod wrażeniem, że dotrzymał słowa i rzeczywiście pozwolił mi wrócić do domu.
Spojrzałam na niego, podziwiając brak jakiejkolwiek niedoskonałości na jego twarzy
- Na co się patrzysz? – jego ramiona zatrzęsły się od śmiechu.
Pokręciłam głową.
-Na nic – zawstydzona, odwróciłam wzrok.
-Wiesz, zawsze możesz zrobić zdjęcie, skarbie. Zostanie na dłużej.
Jedynie wywróciłam oczami.
Chłopak uśmiechnął się, zaciągając się po raz kolejny.
Jeśli  ktoś by się spytał, dlaczego zgodziłam się gdziekolwiek z nim pójść, to szczerze mówiąc nie potrafiłabym odpowiedzieć, bo najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam.
-Idziemy coś zjeść – powiedział Justin, odpowiadając na pytanie, które zadałam mu wcześniej. Patrzył na drogę, ale mogłam wyczuć, że się uśmiecha. – Pasuje ci to? – zerknął na mnie.
Mój brzuch wykonał kilka fikołków.
-Pewnie – wzruszyłam ramionami, udając, że wszystko mi jedno, ale w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie.
Przyszła mi do głowy kolejna rzecz i , jak zwykle, moje gadulstwo dało o sobie znać, więc się odezwałam, zanim zdążyłam zakodować co robię.
-Czy to jest randka? – mentalnie się przeklnęłam, gdy tylko te słowa opuściły moje usta.
Chłopak jedynie łobuzersko się uśmiechnął.
-Tylko, jeśli tego chcesz, skarbie.

~~~~

Asdfghjkl, czy Danger nie jest wręcz idealny? *-*

Znacie taką przypadłość jak bezsenność? Cóż, mnie dopadło coś groszego, a mianowicie Natalcia błagająca o rozdział 9 na dobranoc. lol
I tak wam obiecałam, więc oto i jest ;)

Eight.

Nienawidzę swojego życia.
Dokładnie, gdy odzyskałam swoją wolnośc, ponownie mi ją zabrano, tym razem przez moich rodziców.
Skoro myślałam, że wreszcie będę miała chwilę przerwy i zapomę o wszystkim, co się stało, coś jak przyłapanie przez rodziców było nieuniknione.
Przysięgam, mam problem z dobrym ukrywaniem się. Najpierw zobaczył mnie Justin, a teraz oni.
Moje. Popierdolone. Życie.
Teraz zapewne zastanawiacie się, co się stało. Cóż, żeby nie przeciągać, powiedzmy, że... jestem w głębokim gównie.
-Gdzie byłaś młoda damo?
Te słowa rozbrzmiały mi w głowie sprawiając, że ścisnął mi się żołądek. Zaciskając powieki, w duchu się przeklnęłam. Otwierając jedno oko, odwróciłam się i zobaczyłam swoich rodziców siedzących w piżamach na kanapie.
Mentalnie kopnęłam się w twarz.
-Ja, cóż - przerwałam. - Widzicie... To całkiem zabawna historia - delikatnie się zaśmiałam, próbując rozładować napięcie. Nie udało się. Zamiast tego, na ich twarzach wymalowana była złość.
-Czyżby? - moja mama wysoko podniosła brew. - Oświeć nas - złączyła palce, kładąc je na skrzyżowanych nogach.
Przygryzłam wargę, przenosząc wzrok na tatę, z którym zazwyczaj łatwiej się dyskutowało.
Spojrzał na mnie, machając w moim kierunku ręką.
-Dalej, twoja matka i ja czekamy.
Przygryzłam środek policzka. Nie łudziłam się już, że mi pomoże.
Biorąc głęboki wdech, wysiliłam mózg, żeby wymyslić kłamstwo, które mogłabym ich powiedzieć. Nie mogłam powiedzieć im prawdy. Jeśli bym to zrobiła, byłabym martwa w przeciągu pięciu sekund. Poza tym, obiecałam, że nie pisnę ani słówka.
-Byłam u Carly.
Twarz mojej matki nieco złagodniała, ale wciąż była na niej widoczna złość.
-A co ty robiłaś w domu Carly tak późno w nocy?
Oblizałam usta.
-Potrzebowała przyjaciółki, z którą mogłaby porozmawiać. Jej chłopak z nią zerwał i potrzebowała kogoś, kto by ją pocieszył.
Niezłe kłamstwo. Sprawdźmy czy mi uwierzy.
-Rozumiem - przebiegłam dłonią po włosach. - Ale od kiedy Carly ma chłopaka?
-Teraz byłby miesiąc. Nigdy nie mieliście okazji go zobaczyć Carly planowała znapoznać z nim wszystkich, ale zerwał z nią, zanim miała szansę.
Przysięgam, powinnam dostać za to Oscara. Jestem za dobra.
-Dlaczego to pocieszanie nie mogło poczekać do rana? Rozumiem, że jest przyjaciółką-
-Najlepsza przyjaciółką - poprawiłam.
Tata wywrócił oczami.
-Rozumiem, że jest twoją najlepszą przyjaciółką, ale żeby wychodzić w środku nocy?Jak bezmyślna byłaś, Kelsey? Wychowaliśmy cię lepiej - rozczarowany pokręcił głową.
-Mogłaś zostać porwana, albo gorzej. - moja mama wyrzuciła ręce w górę - Zabita! - wrzasnęła.
O, ironio.
-Mamo - westchnęłam. - Carly mieszka kilka domów stąd, a nie na drugim końcu miasta. Poza tym, biegłam. Więc nie było możliwości, żeby ktokolwiek chociażby mnie dotknął. Nawet jeśli by chcieli - pokręciła głową, wiedząc, że po części miałam rację, ale jednocześnie, według niej, myliłam się.
-Ale wciąż, Kelsey - pomachała na mnie palcem. - Specjalnie wychowałam cię tak, żebyś umiała się zachować. Czy w takim raziem uważasz, że wychodzenie z domu w środku nocy, bez zostawiania nam zwykłej karteczki lub obudzenia nas, aby powiedzieć gdzie idziesz, było w porządku?
Westchnęłam. Chciałam tylko iść do łóżka i zapomnieć o wydarzeniach z tej nocy, ale, oczywiście, moi święci rodzice musieli zrobić mi długi wykład na temat, który gówno mnie obchodził.
-Wiem, mamo, i przepraszam - zrobiłam smutne oczka. Westchnęła.
-To nie wystarczy, Kelsey. Przez swoją bezmyślność mogłaś dziś umrzeć! - potrząsnęła głową.
-Obiecuję, że to się nie powtórzy - desperacko się tłumaczyłam. Wiedziałam, do czego to prowadzi i naprawdę nie chciałam, żeby to się wydarzyło.
-Oh, jesteśmy tego pewni - powiedział tata, siadając prosto na kanapie. - Ponieważ masz szlaban na 
tydzień.
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. To znaczy, byłam pewna, że będę miała kłopoty, ale szlaban? 
Na tydzień?!
-Co? - krzyknęłam zszkowana. - To nie fair!
-To jest fair - fuknęła moja mama. - Powinnaś się cieszyć, że jesteśmy pobłażliwi. To mógł być miesiąc.
Jęknęłam.
-To jest bardzo nie fair! - uderzyłam nogą w podłogę.
Nie obchodziło mnie, że zachowywałam się jak dziecko. Naprawdę miałam to gdzieś. Wywracając oczami, odwróciłam się i weszłam po schodach do swojego pokoju.
I tu teraz byłam. Nieszczęśliwa i zamknięta w pokoju.
Ile bym zrobiła dla kogoś, kto wyciągnąłby mnie z tej dziury.
Właśnie w tym momencie mój telefon zawibrował. Szybko odwróciłam głowę, żeby zobaczyć kto to.
Spojrzałam na sufit, zamykając oczy. 'Dzięki ci, Boże' wymamrotałam, po czym podbiegłam do telefonu. Odblokowałam go i zerknęłam w dół, mając nadzieję zobaczyć Carly na wyświetlaczu, ale pokazał się jedynie nieznany numer.
Wzdychając, nacisnęłam na wiadomość. To, co zobaczyłam, zwaliło mnie z nóg.
Od: Nieznany
Jak poszło? - Justin
Naprawdę do mnie napisał? Co do...?
Wpisałam kilka słów, po czym kliknęłam wyślij.
Do:Creeper
Co masz na myśli?
Łobuzersko się uśmiechnęłam, patrząc na nazwę, pod jaką go zapisałam.
Po kilku sekundach komórka znów zawibrowała.
Od: Justin
Z twoimi rodzicami. Byli źli?
Do:Creeper
Tydzień kary.
Od:Justin
Ups, mój błąd.
Do:Creeper
Tak, tak.
Od:Justin
Więc.
Do:Creeper
?
Od:Justin
Masz ochotę znów złamać zasady?
Podniosłam brew, zastanawiając się czy mówił poważnie, czy robił sobie ze mnie jaja.
Do:Creeper
Zależy o co chodzi.
Od:Justin
Wyjżyj przez okno, skarbie.
Zmarszczyłam brwi, zdezorientowana. Odkładając telefon, ostrożnie podeszłam do okna. Gdy je otworzyłam i się wychyliłam, zobaczyłam, że chłopak tam jest i opiera się o swój samochód.
Kiedy zauważył, że go widzę, uśmiechnął się łobuzersko i do mnie pomachał.
Wywróciłam oczami, podchodząc spowrotem do telefonu. To zabawne, jak bardzo jego nazwa w moich kontaktach pasuje do aktualnej sytuacji.
Do:Creeper
Jeśli moi rodzice cię zobaczą, jesteś martwy, wiesz o tym?
Od:Justin
Jeśli obachodziłoby mnie, co myślą inni, nie byłoby mnie tu teraz. Poza tym, nie chciałaś 
przypadkiem żyć pełnią życia i inne pierdoły? Udowodnij. Pokaż, z czego jesteś zrobiona, kotku.
Moje policzki zrobiły się czerwone przez to, jak mnie nazwał.
Uśmiechnęłam się, czytając wiadomość jeszcze raz. Jeśli chciaż przez sekundę myślał, że robię tego,
o czym mówię, czeka go kolejna niespodzianka. Wzięłam kurtkę i podeszłam do okna. Otwierając je 
szeroko, przerzuciłam obie nogi na drugą stronę i skoczyłam na daszek pod nim. Chwytając rynnę tuż obok, ostrożnie po niej zjechałam, po czym skoczyłam i wylądowałam na ziemii w jednym kawałku. Otrzepując swoje ubrania, podeszłam do rozbawionego Justina.
Uśmiechnęłam się łobuzersko.
-Mówiłeś coś?

~~~

Przepraszam, przepraszam, PRZEPRASZAM.
Bardzo mi przykro, że musieliście tyle czekać na kolejny rodział, ale niestety miałam problemy z laptopem i nie było możliwości dodania kolejnego rozdziału. Bardzo mi przykro :(
 
ALE! W tym czasie udało mi się przetłumaczyć jeszcze kilka rozdziałów, więc jutro na 90% dostaniecie rozdział 9 ♥
 
A tym czasem... Jak wrażenia po ósemeczce? :D Kelsey została przyłapana, ale hej, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;) Jak sądzicie, co się dalej stanie z nią i Dangerem?