sobota, 20 kwietnia 2013

Sixty One.



Kelsey’s POV

- Kelsey! – usłyszałam krzyk mamy, dochodzący z dołu.
Uniosłam wysoko brwi, odkładając książkę, którą właśnie czytałam na bok, po czym zsunęłam się z łóżka. Otworzyłam drzwi od pokoju i wytknęłam głowę na zewnątrz.
- Zejdź na dół, twój ojciec chciałby z tobą porozmawiać – powiedzenie tego jakby sprawiało jej wysiłek, ze względu na to, jaki stosunek miałam do niego w tej sytuacji.
Tylko ze względu na nią, postanowiłam odstawić swoją nienawiść na bok.
- Dobrze, zaraz zejdę – zamknęłam drzwi, zakładając sweter na swój ciasny top.
Następnie z powrotem je otworzyłam i zbiegłam po schodach, zastając moich rodziców pogrążonych w cichej rozmowie.
- Cześć tato – mruknęłam dość niezręcznie, niepewna czy wciąż był na mnie zły, czy nie.
- Kelsey – wziął głęboki oddech wyraźnie zdziwiony, że postanowiłam zejść na dół. – Jak się czujesz?
- Dobrze – odpowiedziałam. Jeśli myślał, że mu wybaczyłam, będzie bardzo zdziwiony.
- Wiem, że jesteś na mnie zła.. ale chciałbym z tobą porozmawiać.
- Okej – wzruszyłam ramionami. – Mów.
- Kelsey.. – zaczęła moja mama, potrząsając głową, ale zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, mój tata jej przerwał.
- Nic się nie stało, Melissa – przeniósł wzrok na mnie. – Ona ma prawo, żeby być na mnie zła.
Zacisnęłam usta, nie wiedząc jak się zachować. Oczekiwałam krzyku, kłótni, a tymczasem na jego ustach pojawił się wyrozumiały uśmiech. Odwróciłam wzrok
- Możemy usiąść i porozmawiać? – zapytał, zajmując miejsce na kanapie i wskazując na mnie ręką. Pokiwałam głową i usiadłam w niewielkiej odległości od niego, kładąc dłonie na kolanach.
Mama patrzyła na nas ze swojego miejsca, licząc na to, że się pogodzimy.
Część mnie również miała taką nadzieję.
- O czym chcesz porozmawiać? – mruknęłam, przerywając ciszę i chcąc już mieć to wszystko za sobą. Nienawidziłam tego oczekiwania na to, co powie druga osoba.
To była strata czasu.
- Chcę porozmawiać o zeszłej nocy.
- Tato.. – zaczęłam, ale szybko uniósł dłoń żeby mnie uciszyć.
- Nie.. Kelsey – potrząsnął głową. – Muszę to powiedzieć.
Skinęłam pokazując mu, że słucham.
- Nie powinienem podnieść na ciebie ręki. Jesteś moją córką i cię kocham. Nic tego nie zmieni. Popełniamy naiwnie decyzje ale przecież.. jesteś moim dzieckiem, częścią mnie a ja nie powinienem zrobić tego… co zrobiłem – smutek pojawił się w jego oczach. – Przepraszam.. – szepnął, patrząc na swoje dłonie.
Mama spojrzała na nas ze łzami w oczach. Uniosłam brwi.
- Przepraszam – położyłam swoją rękę na jego. – Gdybym nie zaczęła krzyczeć, to byś mnie nie uderzył. Byłam oszołomiona tym wszystkim i nie myślałam, co robię.
- Skarbie – przykrył moją dłoń tak, że teraz znajdowała się ona w jego uścisku. – Nie masz za co przepraszać. Broniłaś tego, w co wierzysz. Gdybym był na twoim miejscu i ktoś powiedziałby mi, że nie mogę się widywać z twoją mamą, zwariowałbym – lekko się zaśmiał.
Uśmiechnęłam się, zakładając kosmyk włosów za ucho i wzięłam głęboki oddech.
- Wiem, że to co stało się w czasie obiadu.. to było zbyt wiele. Uwierz mi, na waszym miejscu dostałabym ataku serca, widząc swoją córkę na czyimś celowniku. Ale musicie zrozumieć, że Justin mnie chronił.
Mój tata nic nie powiedział. Zamiast tego słuchał, co miałam mu do powiedzenia a ja uśmiechnęłam się, czując, że do niego przemówiłam.
- Czy to było niebezpieczne? Oczywiście. Czy mogłam umrzeć? Możliwe, ale liczy się fakt, że tutaj jestem – westchnęłam, przypominając sobie to wydarzenie. – Jedyne co widzieliście to Justina ze swoją bronią. Przyznajcie, nie widzieliście jej u Luka.
- Byłem w szoku, Kelsey. Carly powiedziała nam, że Justin jest kryminalistą, ale stwierdziliśmy z mamą, że nie możemy go osądzać, skoro go nawet nie widzieliśmy. Wyobraź sobie jak czuliśmy się kiedy okazało się, że Carly miała rację.
- Ale to nie jest prawda! – wyrwałam rękę z jego uścisku. – Justin robi głupie rzeczy, owszem, ale nie jest kryminalistą. Ma broń dla obrony bo tak, ma wrogów. Wyciągnął ją nie dlatego, że jest bandytą ale po to, żeby mnie obronić – potrząsnęłam głową. – Nie rozumiecie go tak, jak ja.
- Więc wytłumacz nam to, Kelsey, bo ja i twoja mama chcielibyśmy o tym wiedzieć – powiedział tata, marszcząc brwi.
Przygryzłam wnętrze policzka i wzięłam głęboki oddech.
– Justin przeszedł przez wiele rzeczy, które nie są moją sprawą i o których nie powinnam wam mówić. Robi to, co robi bo tego uczył się rosnąc. Był okłamywany przez wiele lat przez tych, których kochał i którym ufał, przez co było mu trudno zaufać komukolwiek innemu. Ja to zmieniłam. Był oschły, bo nie chciał nikogo wpuścić do środka, ale udało mi się zburzyć jego mur. Bo zobaczyłam w nim troskliwego chłopaka, który później stał się mój.
- Wszyscy popełniamy błędy, robimy rzeczy, które chcielibyśmy cofnąć – dokończyłam. – Ale nikt nie jest idealny. Łącznie z Justinem.
To chyba go uciszyło, bo zdawał się to przetwarzać.
- Na obiedzie zobaczyliście prawdziwego Justina. Opiekującego się, słodkiego chłopaka, którego nauczyłam się kochać – potrząsnęłam głową. – Jeśli nie widzicie go takim, jakim jest naprawdę to ja już nie wiem co zrobić – podniosłam się, gotowa do wyjścia.
- Zaczekaj – odezwał się mój tata, zatrzymując mnie.
Odwróciłam się, krzyżując ręce na klatce piersiowej, z grymasem na twarzy.
- Co?
Westchnął i podniósł się.
- Przepraszam.
Uniosłam wysoko brwi.
- Masz rację. Nikt nie jest idealny i nie powinienem go oceniać za te złe rzeczy – ocierając dłonie w swoje dresy, mój tata spojrzał na mnie. – Powinienem być mu wdzięczny – uśmiechnął się. – Wdzięczny za to, że wciąż tutaj jesteś a nie planujesz swój własny pogrzeb.
- Boże, tato. Mogłeś to powiedzieć inaczej – zaśmiałam się, potrząsając głową.
Wzruszył ramionami, uśmiechając się, po czym otworzył szeroko ręce.
Podeszłam do niego odwzajemniając ten gest i obejmując go wokół szyi.
- Kocham cię.
Przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej.
- Ja ciebie też tato.

Justin’s POV

Po podrzuceniu Kelsey wróciłem do domu. Zatrzaskując za sobą drzwi od auta wszedłem do mieszkania i opadłem ciężko na kanapę. Wyciągając przed siebie nogi i zakładając dłonie za głowę, zamknąłem oczy.
Nie minęło długo zanim chłopcy weszli do salonu, rozmawiając ze sobą – głośno, jeśli mogę dodać. Warknąłem zirytowany.
- Czy możecie przestać zachowywać się jak banda dziewczyn i się zamknąć? – wyrzuciłem ręce w powietrze.
Automatycznie się uciszyli, patrząc na mnie w szoku.
- Bieber? Skąd ty się tu wziąłeś? – spytał Bruce.
- Z waginy mojej mamy – odpowiedziałem sarkastycznie, wywracając oczami.
Chłopcy parsknęli śmiechem.
- Najwyraźniej – odpowiedział Bruce. – Mam na myśli to, kiedy wróciłeś? Nie było cię tu przed tym jak wyszliśmy.
- Prawdopodobnie poszedł do jej domu kontynuować to, co zaczęli tutaj – zachichotał Marcus, a ja od razu na niego popatrzyłem.
- Zamknij się. Po prostu ją odwiozłem do domu. A gdzie wy byliście? Nie było was tu rano.
- Poszliśmy się trochę przewietrzyć – Marco zajął miejsce naprzeciwko mnie. – Nie byliście wczoraj najcichszymi osobami na świecie – uśmiechnął się.
Wzruszyłem ramionami.
- Nikt nie powiedział, że mieliście słuchać.
Bruce również usiadł, z uśmiechem na twarzy.
- To było ciężkie biorąc pod uwagę, że jedyne co byliśmy w stanie usłyszeć, to Kelsey krzyczącą twoje imię, jakby jej tyłek był w ogniu.
- Nie bądź zły tylko dlatego, że ty nie możesz tego dostać.
- W każdym razie – John przerwał naszą rozmowę. – Po tych dźwiękach z wczoraj wnioskuję.. że dalej jesteście razem.
- Chyba tak.
- Co znaczy „chyba”? – spojrzał na mnie zdezorientowany nie wiedząc, o co mi chodziło.
- Co jest z tobą? Wydajesz się spięty – zauważył Bruce.
- Znów jesteśmy w punkcie, w którym nie możemy się tak często widywać – mruknąłem.
- A to co znaczy? – uniósł brwi.
- Ona nie może ciągle wymykać się z domu, a ja nie jestem w najlepszych stosunkach z jej rodzicami.
- Przejdzie im – uspokoił mnie Marco.
- Wątpię. Nienawidzą mnie i szczerze, nie winię ich za to. Ja też nienawidziłbym chłopaka, przed którego prawie zginęłaby moja córka.
- Prędzej byś go zabił niż tylko nienawidził – zaśmiał się Marco. – Ale to tak poza tym.
Zaśmiałem się wiedząc, że ma rację.
- Zapewne byli wtedy w szoku ale uwierz mi, wcześniej czy później zdadzą sobie sprawę, że tylko ją chroniłeś.
- Mam nadzieję – mruknąłem. – Możecie pomyśleć, że jestem szalony, ale nie mogę bez niej żyć. Tylko ona utrzymuje mnie przy zdrowym umyśle.
Chłopcy zaśmiali się, zgodnie kiwając głową.
- Czy Bieber staje się miękki?
- Dla mojej dziewczyny? Tak. W innych sprawach? Nie.
Bruce zachichotał.
- Cieszę się, że w końcu się ustatkowałeś, Bieber.
- Z kimś normalnym – dodał Marco ze śmiechem.
Uśmiechnąłem się.
- Cieszę się, że się z tym zgadzacie.
- Zgadzałem się z tym od początku – zapewnił Josh dumnie.
- A z tego co słyszałem wczoraj jestem pewien, że jest też dobra w łóżku – powiedział Marco, lekko uderzając mnie w ramię.
- Mam związane ręce, chłopcy – uśmiechnąłem się, a oni jęknęli.
- Oh no dawaj, musisz nam coś powiedzieć.
Właśnie miałem coś odpowiedzieć, kiedy dźwięk mojego telefonu wszystkich uciszył. Wysunąłem go z kieszeni spodni i zerknąłem na ekran, na którym wyświetlił się numer Kelsey.
- Niech zgadnę, twoja dziewczyna? -  Marco podniósł się, patrząc na mnie z uśmiechem.
Odwzajemniłem ten gest, przesuwając kciukiem po ekranie i odblokowując telefon po czym przyłożyłem go do ucha.
- Halo?
Marco uniósł jedną brew w górę.
- Okej – podniósł dłonie. – Widzę, Bieber. Wybierasz dziewczynę zamiast swoich kumpli. Dobrze.
Odsunął się ode mnie a Bruce, John i Marcus wstali, wychodząc z pokoju.
Marcus poruszył sugestywnie brwiami, a ja pokazałem mu środkowy palec. Parsknął śmiechem i opuścił pomieszczenie.
- Co robisz? – spytała.
- Nic, odpoczywam. A ty? – wyciągnąłem nogi na stół, który kupiliśmy tydzień temu, bo ostatni udało mi się zepsuć.
Mogłem wyczuć jej radość przez ciszę, która między nami zapadła. Zachichotałem i oblizałem usta.
- Skarbie?
- Zgadnij co? – pisnęła, a ja nie mogłem powstrzymać wybuchu śmiechu.
- Co?
- Zgaduj! – mogłem sobie tylko wyobrazić, że się szeroko uśmiechała.
Przebiegłem dłonią po włosach, zastanawiając się przez chwilę.
- Nie wiem, skarbie.
Kelsey wydała z siebie sfrustrowane westchnięcie.
- Psujesz całą zabawę – mruknęła.
Zachichotałem.
- Naprawdę, skarbie? Nie mam pojęcia o co mogłoby chodzić.
- Zabijasz cały dobry humor.
- Jakim cudem? To ty zadajesz niedorzeczne pytania.
- To nawet nie było pytanie – odpowiedziała. – Próbowałam zrobić tylko coś zabawnego no ale nie ważne – westchnęła. – Powiem Ci następnym razem...
- Nie – przerwałem jej. – Powiedz mi teraz.
- Nie.
- Kelsey – jęknąłem. – Nie rób tego. Nie kłóć się ze mną.
- Nie kłócę się.
- Kłócisz – odpowiedziałem. – Nie chcę z tobą walczyć. Mamy już wystarczająco tego.
Między nami zapadła cisza, a Kelsey wzięła głęboki oddech.
- Masz rację.. Przepraszam.
Potrząsnąłem głową.
- Nic się nie stało, po prostu powiedz mi o co chodzi.
- Cóóóóż… - zaczęła. – Rozmawiałam dzisiaj z moimi rodzicami.. właściwie, oni rozmawiali ze mną.. w każdym razie..
Usiadłem prosto zaciekawiony.
- Co powiedzieli?
- Już mówię, spokojnie – zaśmiała się. – Po tym jak mnie podrzuciłeś, mama przyszła do mojego pokoju. Myślałam, że chce na mnie nakrzyczeć, ale ona przeprosiła.
Moje oczy otworzyły się szeroko, a ja szczerze mówiąc byłem bardzo zdziwiony. Z jej mamą się nie zadziera. Byłem zaskoczony, że nie zabiła Kelsey. Gdyby to zrobiła, to czy jest jej mamą czy nie, zabiłbym ją, za położenie ręki na mojej dziewczynie. Ale to tak poza tym.
- Powiedziała, że tego nie chciała – zatrzymała się. – Że bez względu na to, co o tobie sądzi, nie może zignorować faktu, że mnie kochasz.
Zastygłem, nie wiedząc co zrobić, czy powiedzieć.
- Ona co?
Kelsey zachichotała.
- Powiedziała, że widziała, w jaki na mnie patrzyłeś, kiedy Luke mnie przetrzymywał. Widziała, że się o mnie bałeś.
Ciężko było mi w to uwierzyć. Dlaczego nie widziała tego wcześniej?
- A co z twoim tatą?
- Oh – Kelsey zatrzymała się, dając jeszcze bardziej dramatyczne wrażenie. – On też przeprosił.
Praktycznie zakrztusiłem się swoją własną śliną.
- Żartujesz sobie ze mnie, skarbie?
- Nie – zaśmiała się. – Przeprosił, że mnie uderzył i..
- Zaczekaj, co? – zapytałem, niepewny czy dobrze ją usłyszałem.
- Nic – odpowiedziała szybko.
- Kiedy zamierzałaś powiedzieć mi o tej małej informacji? – syknąłem nie wierząc, że jej ojciec byłby w stanie podnieść na nią rękę.
- Ja.. zapomniałam.
- Jak do cholery mogłaś zapomnieć?
- Justin – westchnęła. – Proszę, on tego nie chciał. Okej? Nie bądź zły.
- Jak mam nie być zły, Kelsey? On położył na tobie swoje ręce! – miałem ogromną ochotę pojechać do jej domu i przyłożyć mu w twarz.
- Justin.. uspokój się, proszę – szepnęła.
Potrząsnąłem głową.
- Nie ważne. Masz szczęście, że cię kocham, bo inaczej pojechałbym tam i skopał jego żałosną dupę.
- Justin! – skarciła mnie. – To wciąż mój ojciec.
- No właśnie! Twój ojciec! Jaki mężczyzna kładzie rękę na kobiecie, a zwłaszcza, kiedy jest jego córką? – potrząsnąłem głową. – Zwykły skurwysyn.
- Justin – Kelsey westchnęła. – Przestań. Wiem, że to co zrobił jest złe, ale to wciąż mój ojciec i gdyby nie on, to dzisiaj by mnie tu nie było.
- Technicznie to twoja mama cię urodziła, więc jeśli chcesz komuś podziękować to powinnaś to zrobić właśnie jej.
- Cóż.. on przy tym pomógł.
- Za dużo informacji na raz – zachichotałem. – Więc.. co więcej stało się poza tym, że przeprosił, za coś czego nie powinien zrobić?
Mogłem sobie wyobrazić, że Kelsey właśnie wywróciła oczami.
- Rozmawiałam z nim i w końcu udało mi się do niego dotrzeć. Nie podoba mu się fakt, że nosisz broń i robisz rzeczy, które są niebezpieczne ale.. on to rozumie.
- Co? Czy to znaczy… że możemy…
- Widzieć się bez wymykania? – dokończyła za mnie.
- Tak.
Kelsey znów zamilkła i właśnie miałem to przerwać, kiedy przemówiła.
- Powiedział, że nie czuje się z tym do końca dobrze ale akceptuje fakt, że jesteśmy razem.
Uśmiech pojawił się na moich ustach.
- Mówisz poważnie?
- Mhm. Powiedział też, że chciałby, żebyś do nas przyszedł. Na prawdziwy obiad, bez żadnych dramatów.
Zaśmiałem się. Dramat wokół mnie i Kelsey zdawał się nigdy nie kończyć.
- Upewnij się, że nic się nie stanie. Na przykład, że nie spali się dom, bo jestem pewien, że zostałbym o to obwiniony nawet jeśli byłbym wtedy w łazience – zacząłem się drażnić, a Kelsey zaśmiała się.
- Zamknij się.
- Wiesz, że to prawda.
- Wiem, że to śmieszne.
Otworzyłem usta, żeby coś powiedzieć, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Czekałem chwilę licząc, że otworzy któryś z chłopców, ale tak się nie stało. Wywróciłem oczami i podniosłem się.
- Zaczekaj chwilę, skarbie. Ktoś dzwoni do drzwi.
- Okej.
Zajrzałem przez wizjer i zdziwiłem się, że nikogo tam nie było. Nacisnąłem kalmkę i otworzyłem drzwi, ale nie zauważyłem wokół niczego dziwnego.
Wzruszając ramionami miałem właśnie zamknąć je z powrotem, kiedy zobaczyłem ciało.
- Justin? – usłyszałem głos Kelsey.
Nie będąc w stanie oderwać od niego oczu, przyłożyłem telefon do ucha.
- Skarbie, oddzwonię do ciebie.
Zakańczając rozmowę zanim miała szansę się odezwać, schowałem komórkę i zakryłem usta. Pochyliłem się, odgarniając jej włosy.
Wstrzymałem oddech w szoku, kiedy zobaczyłem tam bladą twarz Kayli.
- Kurwa.
Wstając, wyciągnąłem broń i rozejrzałem się dookoła. Jeszcze raz spojrzałem w dół i zauważyłem kartkę przyczepioną do jej klatki piersiowej.
Złapałem ją do ręki i przebiegłem wzrokiem po literach, a moja twarz automatycznie zbladła.
Twoja dziewczyna będzie następna.

____________________________________

@DameBieber

środa, 17 kwietnia 2013

Sixty.



Kelsey’s POV

Zostałam obudzona przez kilka pocałunków, wzdłuż mojej ręki i ramienia, a następnie wokół szyi. Lekko ssąc moją szyję, Justin delikatnie przejeżdżał po niej zębami. Mruknęłam lekko, pilnując, żeby nie być zbyt głośno.
Poczułam jego uśmiech przy swojej szyi, zanim chichot wydobył się z jego gardła.
- Dobry, skarbie – skubnął mój policzek, po czym się odsunął.
Przysunął twarz do moich włosów, ramieniem obejmując mnie wokół talii i przyciskając do siebie.
Zachichotałam, kładąc swoją dłoń na jego i krzyżując nasze palce razem.
- Która godzina? – mruknęłam niewyraźnie, z tego powodu, że dopiero się obudziłam.
- Odpowiednia na to, żebyś się odwróciła i mnie pocałowała – odpowiedział sprytnie, a ja tylko mogłam sobie wyobrazić, że się przy tym uśmiechał.
Zaśmiałam się i obróciłam, pilnując aby nie rozluźnić naszego uścisku. Próbując się nie uśmiechać, spojrzałam na niego stanowczo, po czym parsknęłam śmiechem.
- Co jest takiego zabawnego? – spytał Justin, patrząc na mnie spod uniesionych brwi.
Potrząsnęłam głową i ukryłam twarz w jego klatce piersiowej, czując jej wibracje kiedy się zaśmiał.
Przyciskając mnie do swojego ciepłego ciała, pochylił się nade mną tak, żeby jego usta znajdowały się tuż przy moim uchu.
- Czyżby to z tego powodu, co zrobiliśmy wczoraj? – szepnął, sprawiając, że moje policzki pokryły się rumieńcem.
Zaśmiałam się, jeszcze bardziej zatapiając twarz w jego klatce piersiowej.
- Skarbie – zachichotał, przebiegając ręką po moich włosach. – Spójrz na mnie.
Potrząsnęłam głową, czując jak moja twarz płonie od gorąca.
Odsunął się ode mnie, a ja jęknęłam, kiedy złapał moją twarz w dłonie, zmuszając mnie do spojrzenia na niego. Z uśmiechem pochylił się i przycisnął swoje usta do moich.
Oddałam pocałunek, łapiąc go za nadgarstek, nie chcąc żeby ta chwila dobiegła końca.
Justin przejechał kciukami po moich policzkach.
- Jesteś urocza, kiedy czujesz się zakłopotana – popatrzył na mnie.
Skrzywiłam się, zaciskając usta.
Justin ściągnął brwi, zdziwiony moją nagłą zmianą zachowania, kiedy nagle zdał sobie z czegoś sprawę, a na jego ustach pojawił się uśmiech.
- Oops, przepraszam skarbie – zaśmiał się. – Miałem na myśli seksowna. Jesteś bardzo, bardzo seksowna – poruszył sugestywnie brwiami, zanim znów przysunął się do pocałunku.
- Mmmm – oblizałam usta. – Kocham kiedy mnie tak całujesz.
Uniósł brew.
- Naprawdę?
Zachichotałam i pokiwałam głową. Pochylając się nade mną, złożył na moich ustach jeszcze kilka pocałunków, po czym objął mnie ramieniem wokół talii.
- Tak o?
- Dokładnie tak – zaśmiałam się, przykładając głowę z powrotem do poduszki i wzdychając.
- Jak się czujesz? – spytał, odgarniając mi z twarzy kosmyki włosów.
Uniosłam brwi w zdziwieniu.
- Co masz na myśli? – oparłam się na jednej ręce, a drugą zaczęłam bawić się jego włosami.
Zamykając oczy pod moim dotykiem, otworzył je z powrotem chwilę później.
- Boli cię coś?
Zmarszczyłam się, zastanawiając się o co mu chodzi, kiedy poczułam jego palce na swoim udzie.
- Oh – przygryzłam wargę, rumieniąc się. – Ja.. ugh.. wszystko jest w porządku. Tak myślę.
Chichocząc, Justin złożył pocałunek na moim czole.
- Jesteś strasznie niewinna. To takie słodk.. um.. seksowne – poprawił się, puszczając mi oko.
- Zamknij się – mruknęłam, lekko uderzając go w ramię.
- To nie jest nic złego, wiesz. W zasadzie cieszę się, że jesteś zmieszana, jeśli chodzi o takie rzeczy.
- Nie jestem – fuknęłam.
Justin ściągnął brwi.
- Dlaczego?
Wzruszyłam ramionami, bawiąc się kawałkiem prześcieradła.
- Nienawidzę nie wiedzieć.. co zrobić – popatrzyłam na niego. – Wtedy czuję się.. dziwnie. Nie wiem jak to wyjaśnić.
- Skarbie.. – Justin potrząsnął głową. – To nic złego – uśmiechnął się. – To znaczy, że masz dla siebie szacunek. Nawet gdybyś wiedziała, co zrobić, niczego by to nie zmieniło, bo tu nie o to chodzi. Próbuję powiedzieć – przesunął się tak, żeby być nade mną i podparł się obiema rękami po moich bokach. – Cieszę się, że nikt więcej cię nie dotykał.
Uśmiechnęłam się, postanawiając z nim trochę pograć.
- Co sprawia, że myślisz, że nikt więcej mnie nie dotykał?
Jego oczy otworzyły się szeroko.
- Co ty próbujesz powiedzieć, Kelsey? Że ktoś miał twoje ciało w swoich rękach przede mną?
Wzruszyłam ramionami odwracając wzrok i próbując się nie śmiać.
- Może.
Chichocząc, Justin pochylił się i przycisnął usta do mojej szyi. Przechyliłam głowę na prawo, dając mu do niej lepszy dostęp. Przesuwając usta wzdłuż mojej szczęki i całując skórę obok moich ust, przysunął się do mojego ucha.
- Nie oszukasz mnie skarbie – pocałował miejsce pod moim uchem. – Wiem, kiedy kłamiesz – odsunął się z uśmiechem. – Poza tym, po sposobie w jakim wczoraj krzyczałaś moje imię, i jak spięta czułaś się kiedy zdjąłem spodnie, od razu mogłem stwierdzić, że to był pierwszy raz kiedy ktoś cię dotknął.
- O mój Boże – pisnęłam, ponownie chowając twarz w jego klatce piersiowej, rumieniąc się jeszcze bardziej. – Przestań.
Śmiejąc się, pochylił się, łącząc nasze usta razem.
- Nie możesz sobie ze mnie żartować, skarbie.
- To był tylko niewinny żart – otworzyłam szeroko oczy. – Nie musiałeś wchodzić w takie szczegóły.
- To było nic. Jeśli chcesz szczegóły, skarbie, mogę ci je wymienić właśnie w tym momencie. Jak to, kiedy robiłaś się mokra, w czasie kiedy cię..
- Justin! – krzyknęłam, uderzając go. – Zamknij się.
Śmiejąc się, Justin zszedł ze mnie i objął mnie ramieniem, przyciągając mnie mocno do siebie.
- Kocham cię – pocałował moją skroń.
- Ja ciebie też – uśmiechnęłam się.
- Prawdopodobnie powinniśmy wziąć prysznic i zjeść śniadanie – oznajmił Justin, po kilku minutach leżenia w ciszy, z naszymi palcami złączonymi razem.
Opuściłam ramiona z grymasem na twarzy.
- Nie chcę wstawać.
- Ja też nie, ale musimy się umyć – opierając się na łokciu, pocałował mnie. – Chodź, skarbie. Wstawaj – odrzucając koc, Justin podniósł się na nogi, a ja wzięłam głęboki oddech i szybko zakryłam oczy.
- Co się stało?
Machnęłam dłonią w jego kierunku.
- Jesteś nagi. Zakryj się!
Justin zaśmiał się głośno a ja tylko wyobraziłam sobie, że zapewne potrząsnął głową.
- To nie jest nic, czego byś wcześniej nie widziała.
Skrzywiłam się.
- Wiem, ale nie czuję się komfortowo.
- Ostatnim razem kiedy sprawdzałem, byłaś z tym twarzą w twarz nie tak dawno temu.
- Jesteś dupkiem – warknęłam.
Chichocząc, Justin oderwał dłonie od mojej twarzy.
- Wyluzuj, skarbie. Tylko żartowałem – pocałował mnie w policzek. – A teraz wstawaj.
Wzięłam głęboki oddech po czym usiadłam i od razu tego pożałowałam, kiedy poczułam ból, który wystrzelił wzdłuż moich nóg.
- Cholera – syknęłam do siebie, lekko przenosząc każdą z nich na skraj łóżka.
- Wszystko dobrze? – Justin podszedł do mnie, z konsternacją wypisaną na twarzy.
Przygryzłam wargę, nie chcąc powiedzieć głośno faktu, że ledwo byłam w stanie poruszać nogami.
- W-Wszystko w porządku..
- Jesteś pewna? – pochylił się, żeby mieć twarz na wysokości mojej. – Mam ci pomóc?
Potrząsnęłam głową. Nie byłam słaba. Jeżeli mogłam przetrwać dzień z wrogami Justina, mogłam też przetrwać pójście do łazienki.
- Wszystko dobrze tylko.. nie jestem przyzwyczajona do tego uczucia.
Justin pokiwał głową i odsunął się, obserwując moje ruchy.
- Widzisz, zrobiłam to. Nie jest źle – uśmiechnęłam się do siebie.
- Teraz twoje wyzwanie, to przejście do łazienki – wskazał kciukiem miejsce za sobą, a ja jęknęłam.
- To jest tortura.
Justin machnął dłonią, a ja zauważyłam, że wciągnął na siebie bokserki, dokładnie tak jak prosiłam.
- To twój pierwszy raz. Przyzwyczaisz się do tego.
- Z pewnością – mruknęłam do siebie i westchnęłam. – Cóż, to idziemy – ominęłam go i ostrożnie zaczęłam przemieszczać się w stronę łazienki. Z każdym korkiem było coraz łatwiej, ale ból był coraz ostrzejszy.
Justin zachichotał a ja nie mogłam powstrzymać się przed sprawdzeniem, co go tak rozbawiło.
- Co?
Wzruszył ramionami, powstrzymując śmiech.
- Nic.
Zwęziłam oczy, nie do końca mu wierząc.
- Po prostu.. chodzisz teraz jak pingwin – parsknął śmiechem, łapiąc się za brzuch.
- Cóż.. przepraszam, że nie mogę iść prosto – odpowiedziałam z irytacją, odwracając się do niego tyłem i wchodząc do łazienki.
- Skarbie ja…
Zatrzasnęłam drzwi, nie pozwalając mu na dokończenie zdania.
Ostro? Cóż, poradzi sobie z tym.
Ściągając z siebie kawałek materiału, którym się przykrywałam, weszłam pod prysznic i puściłam wodę, pozwalając jej spływać po całym moim ciele.
Namydlając każdą część swojego ciała, nałożyłam na włosy truskawkowy szampon Justina. Zamknęłam oczy, kiedy poczułam obejmującą mnie parę ramion.
Praktycznie wyskakując ze swojej skóry, obróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Justinem.
- Co do cholery, Justin? – uderzyłam go ramię. – Przestraszyłeś mnie!
- Przepraszam – zachichotał, wpatrując się we mnie. – Nie mogłem po prostu znieść tego, że jesteś na mnie zła.
Westchnęłam, próbując przywrócić sobie normalny oddech.
- Boże, Justin. Nie mogłeś zapukać, przeprosić z zewnątrz? – popatrzyłam na niego. – Albo chociaż ostrzec, że wchodzisz.
- Zapamiętam – uśmiechnął się, całując mnie w usta. – A teraz.. przechodząc do ważniejszych rzeczy – złapał mnie za dłonie. – Wybaczysz mi?
- Nie.
Justin uniósł wysoko brwi.
- Co?
- Słyszałeś. A teraz wyłaź. Chciałabym dokończyć prysznic w spokoju, dziękuję – odwróciłam się i kontynuowałam namydlanie skóry, mając nadzieję, że chociaż raz mnie posłucha i wyjdzie. On jednak zrobił odwrotnie.
Podszedł do mnie od tyłu, kładąc dłonie na moich biodrach.
- Kelsey.. – mruknął mi do ucha.
 Wzięłam głęboki oddech, kiedy jego usta zaczęły przemieszczać się wzdłuż mojej szyi.
Zaciskając uścisk, zaczął lekko ssać moją mokrą skórę.
Jęknęłam, opierając głowę na jego ramieniu, jedną ręką łapiąc go za szyję.
Całując mnie wzdłuż ramienia, odsunął mnie i odwrócił przodem do siebie, po czym popchnął mnie lekko na ścianę wpijając się w moje usta, a ja przyciągnęłam go bliżej do siebie.
Łapiąc mnie za biodra przyciągnął mnie tak, żebym obejmowała go nimi w pasie, przybliżając mnie do siebie jeszcze bardziej.
Jęknęłam, wplątując rękę w jego włosy.
- Justin.. – mruknęłam.
Jeszcze raz całując mnie w szyję, Justin odsunął się oddychając ciężko. Złączył nasze czoła razem, a jego klatka piersiowa powoli poruszała się w górę i w dół. Oblizał usta.
- Przepraszam..
- Wybaczam ci – szepnęłam, po czym ponownie wpiłam się w jego usta.
Całując mnie wzdłuż klatki piersiowej, Justin wziął jedną z moich piersi do ust, lekko ją ssąc.
- Justin.. – jęknęłam.
- Tak bardzo cię teraz pragnę – mruknął, pozbawiony oddechu. – Chcę cię poczuć..
Przysunęłam się do niego, przygryzając wargę.
- Proszę..
- Skarbie.. – szepnął Justin. – To za wcześnie..
Potrząsnęłam głową, nie będąc w stanie dłużej czekać.
- Zrób to. Teraz.
- Skrzywdzę cię.
- To zrób to powoli.
- Nie sądzę, że będę w stanie, skarbie – jęknął, mocno mnie do siebie przyciskając.
- Dobrze, więc zrobię to sama – zanim Justin miał szansę przetworzyć w głowie to, co właśnie powiedziałam, złapałam jego penisa i umiejscowiłam go w sobie, odchylając głowę w tył.
- Kurwa, Kelsey – wychrypiał Justin, lekko poruszając się w przód i w tył pilnując, żeby mnie nie zranić.
Składając kilka pocałunków na moich ustach, jęknął, biorąc głębokie oddechy.
- Tak jest dobrze, skarbie – szepnął mi do ucha, łapiąc za moje biodra i lekko przyspieszając.
- Justin..
- Kelsey – Justin z całych sił próbował mnie nie skrzywdzić, a przy jego linii włosów zaczęły pojawiać się kropelki potu. – Kurwa – jeszcze raz wszedł we mnie a ja zacisnęłam biodra, czując, że jestem już blisko.
Wkrótce moje ciało odprężyło się, tak samo jak i jego, a on oparł czoło na moim ramieniu. Trzymając Justina za szyję wzięłam głęboki oddech próbując otrząsnąć się z tego, co właśnie doświadczyłam.
Po raz tysięczny dzisiejszego dnia, Justin pocałował mnie w usta po czym delikatnie pozwolił mi stanąć na nogi.
- Wszystko dobrze? – szepnął.
Skinęłam głową.
- Było niesamowicie – wzięłam głęboki oddech.
Justin zachichotał, całując mnie w czoło.
- Jasne, że tak.
Po kilku minutach stania w ciszy, Justin odsunął się ode mnie.
- Prawdopodobnie powinnaś już wziąć prysznic.
Wywróciłam oczami.
- Byłoby miło.
- Chodź, pomogę ci – Justin uśmiechnął się, poruszając brwiami.
- Nie, dziękuję – wzięłam do ręki mydło i cofnęłam się o krok. – Ostatnie czego potrzebujemy, to żeby to się znowu zdarzyło.
- Cóż, wcześniej nie narzekałaś – puścił mi oko.
Zaśmiałam się, wskazując mu drzwi od łazienki.
- Wyjdź.
Unosząc dłonie w obronnym geście zaczął się wycofywać. – Okay, okay, właśnie to robię. Cholera, skarbie – otwierając drzwi, zrobił krok naprzód. – Kocham cię.
Zachichotałam, uśmiechając się.
- Ja ciebie też.
Jeszcze raz się namydliłam i opłukałam włosy z szamponu. Okrywając się ręcznikiem, wysuszyłam włosy, zanim zaczęłam osuszać całe ciało.
Wchodząc do pokoju Justina zdziwiłam się, że łóżko było zaścielone, a on ubrany w szare spodnie i białą podkoszulkę, siedział na nim czekając na mnie.
- Wybrałem dla czyste spodenki i t-shirt. Wątpię, żebyś chciała założyć na siebie ubrania z wczoraj. Oczywiście poza biustonoszem.
Pokiwałam głową i zrzuciłam z siebie ręcznik, zakładając na siebie ciuchy, które przygotował. Przez cały ten czas Justin bacznie mnie obserwował. Uśmiechnęłam się, dokładnie wiedząc jakie robiłam na nim wrażenie. Niby przypadkowo upuściłam koszulkę, po czym zgięłam się i podniosłam ją z podłogi. Nagłe klepnięcie wypełniło cały pokój, a ja krzyknęłam, zszokowana tym, że uderzył mnie w mój nagi pośladek.
- Justin!
- No co? Był sobie tam, zadarty i zachęcający, musiałem to zrobić – wzruszył ramionami z uśmiechem.
Wywróciłam oczami.
- Typowy facet – mruknęłam, zakładając na siebie kolejno majtki, biustonosz i podkoszulek.
- Szczerze, nie możesz oczekiwać ode mnie niczego innego kiedy stoisz przede mną nago. Masz szczęście, że nie rzuciłem się na ciebie i nie zrobiłem tego, co poprzednio.
Skrzywiłam się, myśląc o tym. Wczorajsza noc i dzisiejszy poranek były wystarczające na kolejne kilka tygodni.
- Co to za mina? Nie mów mi, że nie sprawiło ci to przyjemności.
- Zamknij się – mruknęłam, rzucając w niego ręcznikiem.
Łapiąc go w locie, wyrzucił go za siebie i podniósł się, podchodząc do mnie. Zanim zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje, przerzucił mnie sobie przez ramię.
- Justin! – krzyknęłam, śmiejąc się. – Puszczaj!
- Nie mogę skarbie. Rzuciłaś we mnie mokrym ręcznikiem. Karma jest suką – zachichotał, jeszcze raz klepiąc mnie w tyłek, tym razem bardziej subtelnie.
- Tylko żartowałam!
- Nie obchodzi mnie to – otworzył drzwi od pokoju i zszedł po schodach, a moja głowa podskakiwała przy każdym jego kroku. Kiedy dotarliśmy do kuchni, posadził mnie na blacie.
- Co chciałabyś zjeść?
- Cokolwiek, umieram z głodu – wzruszyłam ramionami.
- Ja też – Justin wyciągnął patelnię i spojrzał na mnie. – Lubisz omlety?
- Kocham – uśmiechnęłam się, a on otworzył lodówkę, wyciągając z niej wszystkie potrzebne składniki.
Z zafascynowaniem przyglądałam się temu, co robił.
- Nie wiedziałam, że umiesz gotować.
- Kiedy mieszkasz z szaloną kucharką, jak moja mama, uczysz się tego i owego – zachichotał, kontynuując przygotowanie najlepszych omletów, jakie w życiu widziałam.
Rozejrzałam się wokół zdając sobie sprawę, że byliśmy sami.
- Gdzie są chłopcy?
Justin wzruszył ramionami.
- Prawdopodobnie robią gdzieś interesy.
- Przepraszam, ale czy nie powinieneś być teraz z nimi? – spytałam, unosząc wysoko brwi.
Justin zachichotał.
- Nah, skarbie. Jedynym powodem, dla którego wyszli było to, że my byliśmy zajęci – spojrzał na mnie znacząco, a ja zarumieniłam się wiedząc, do czego zmierzał.
- O mój Boże – zaśmiałam się. – To żenujące. Myślisz, że słyszeli?
- To znaczy, czy myślę, że słyszeli ciebie? – zachichotał. – W takim razie tak, tak myślę.
Skrzywiłam się wiedząc, że nie będę więcej w stanie patrzeć im w twarz bez wyobrażania sobie tego, że ci dokładnie zdawali sobie sprawę z tego, co między nami wczoraj zaszło.
Ustawiając się miedzy moimi nogami, Justin pocałował mnie w nos, opierając się dłońmi po obu moich stronach.
- Za dużo się martwisz. Nie stresuj się. To nie jest nic, czego by wcześniej nie słyszeli.
Na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Ew.. Justin.. Nie musiałeś mi tego mówić.
Zaśmiał się.
- Przepraszam. Chciałem cię tylko uspokoić, to wszystko.
- Chyba przestraszyć – mruknęłam.
Justin potrząsnął głową.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też – pocałowałam go i się odsunęłam. – A teraz dawaj mi jedzenie.
Chichocząc Justin odwrócił się, wziął do ręki patelnię z dwoma omletami w środku i umieścił na talerzach po jednym z nich. Pomagając mi zejść z blatu, wręczył mi danie do ręki.
Wzięłam pierwszy gryz omleta, a moje oczy otworzyły się szeroko.
- O mój Boże, Justin, to niesamowite.
Uśmiechnął się.
- Dziękuję. Uczyłem się od najlepszych.
Zachichotałam. Dokończyłam jedzenia i wzięłam łyka wody.
- Która godzina?
Wycierając usta w serwetkę, zerknął na ekran swojego telefonu.
- Jedenasta. Dlaczego pytasz?
Westchnęłam, odkładając naczynia do zlewu.
- Niedługo muszę wracać do domu.
Justin zdał sobie z tego sprawę, bo pokiwał głową. Wiedzieliśmy, że ten moment nie mógł trwać wiecznie. Rzeczywistość przyszła po nas, przypominając o przykrej sytuacji w czasie kolacji z moimi rodzicami. Odkładając swój talerz na mój, Justin odwrócił się.
- Chodź, zabiorę cię do domu.
Opuściłam ramiona nie chcąc wychodzić ale wiedząc, że będę musiała to zrobić wcześniej czy później. Przechodząc obok niego, wsunęłam buty na stopy i wyszłam na zewnątrz. Wślizgnęłam się na miejsce pasażera w jego aucie i cierpliwie czekałam, aż on również znajdzie się w środku. Kiedy tylko to zrobił, zapiął pas i wjechał na jezdnię.
Po kilku minutach ciszy, stwierdziłam, że nie mogę tego dłużej znieść. Westchnęłam i złapałam jego dłoń.
- Wiem.. co sobie myślisz, ale to niczego nie zmienia, okej?
Trzymając drugą rękę na kierownicy, Justin twardo wpatrywał się w jezdnię przed sobą.
- Justin..
- Co? – spojrzał na mnie, po raz pierwszy odkąd ruszyliśmy w drogę.
- Nie rób tego – mruknęłam.
- Czego? – syknął.
- Tego – wskazałam. – Nie ignoruj mnie.
- Nie ignoruję cię  - odwrócił się.
- Owszem, ignorujesz. Spędziliśmy razem naprawdę wspaniały czas. Proszę, nie psuj tego.
Wiedziałeś, że będę musiała wrócić do domu wcześniej czy później.
- Tak..Cóż, ale część mnie miała nadzieję, że to nie nastąpi.
- Ja też, ale w obecnej sytuacji z moimi rodzicami, nie mamy wyjścia – przygryzłam wargę, zakładając kosmyk włosów za ucho. – Nie zadasz sobie nawet sprawy, kiedy wszystko się zepsuje.
Justin nie odezwał się ani słowem, nie chcąc się kłócić, po czym ściągając usta skinął głową. Po paru  minutach zatrzymał się kilka domów do mojego, na wypadek gdyby moi rodzice byli na miejscu. Odpinając pas, otworzyłam drzwi samochodu.
- Chodź, potrzebuję twojej pomocy.
Unosząc brwi w górę, Justin spojrzał na mnie, jakbym co najmniej miała pięć głów.
- Co?
- Potrzebuję twojej pomocy, zanim odjedziesz. Proszę? To zajmie sekundę.
Wyciągając kluczyki ze stacyjki, Justin wyszedł z auta, zatrzaskując za sobą drzwi.
- O co chodzi?
Łapiąc go za dłoń, zaczęłam go ciągnąć w stronę swojego domu.
- Chcę, żebyś coś dla mnie przeniósł.
Zamiast iść od strony frontowych drzwi, obeszliśmy dom dookoła.
- Co my r…
- Widzisz tamtą drabinę? – wskazałam, przerywając mu. Justin skinął. – Musisz podnieść ją i postawić blisko mojego okna.
- Dlaczego?
- Muszę wejść do środka, bez wiedzy moich rodziców – powiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Skarbie.. nie sądzisz, że już zauważyli?
- Nie. Pokłóciłam się z nimi, weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Wiedzieli, że jestem zła i że nie będę chciała z nimi gadać. A jeśli próbowali, to dostali moją ciszę jako odpowiedź.
- Ma sens – wzruszył ramionami, podnosząc drabinę i ustawiając ją tak, jak prosiłam.
- Dziękuję – uśmiechnęłam się, wspinając się na palce i całując go w policzek.
- Nie ma za co – robiąc krok w tył, wsunął dłonie w kieszenie i patrząc na drabinę zmarszczył brwi. – Dlaczego nie wpadłem na to wcześniej?
Zaśmiałam się.
- Może nie jesteś tak mądry, jak ci się wydaje.
Posłał mi uśmiech, patrząc na mnie spod uniesionych brwi, a ja podniosłam ręce w obronnym geście.
- Przepraszam.
- Wybaczam – pochylając się, złączył nasze usta razem. – Do zobaczenia później?
Skinęłam głową, jeszcze raz go całując, po czym wspięłam się po drabinie. Otworzyłam okno, po czym najpierw wsunęłam jedną nogę, a dopiero potem wślizgnęłam się cała do środka. Pomachałam do Justina, który wciąż stał na zewnątrz.
- Kelsey?
Popatrzyłam na drzwi, a moje serce podskoczyło mi do gardła.
- Kochanie, wiem, że jesteś zła, ale chcę tylko porozmawiać. Proszę, otwórz – usłyszałam szczerość głosie swojej mamy i wiedziałam, że mówiła poważnie.
Westchnęłam, wiedząc, że w końcu będę musiała się z tym zmierzyć. Otworzyłam drzwi.
- Co? – mruknęłam nie chcąc, żeby psuła mi dzień.
Jej oczy otworzyły się szeroko.
- Kelsey…
- O co chodzi, mamo? – pospieszyłam ją.
- Mogę wejść? – spytała, wskazując na pokój.
Uniosłam brwi.
- Jasne? – cofnęłam się, robiąc jej miejsce. – Gdzie tato?
- W pracy – przełknęła głośno ślinę i stanęła prosto, patrząc na mnie.
Skinęłam, bawiąc się końcem koszulki, próbując się odstresować.
Po kilku chwilach ciszy, postanowiłam się przełamać.
- Więc.. o czym chciałaś ze mną porozmawiać?
- O ostatniej nocy.
- Mamo..
Uniosła dłoń, żeby mnie uciszyć.
- Przepraszam za to, co się stało. Tak nie powinno być – potrząsnęła głową. – Twojemu tacie jest naprawdę przykro, Kelsey.
- To nie znaczenia – odpowiedziałam. – Nie powinien podnieść na mnie ręki.
- Miał za dużo na głowie, Kelsey. Najpierw prawie zostałaś zabita, potem zdał sobie sprawę, w jakim niebezpieczeństwie byłaś przez ostatnie miesiące. Gromadziła się w nim złość. My wszyscy powiedzieliśmy i zrobiliśmy rzeczy, których nie chcieliśmy.
Odwróciłam wzrok.
- Jeśli przyszłaś mnie skarcić za bronienie Justina, to nie mam zamiaru cię słuchać. Wiem, że zrobiłam dobrze.
- Chcemy tylko.. żebyś była szczęśliwa.
- Jestem szczęśliwa, mamo. Dzięki Justinowi.
Mama ściągnęła usta i skinęła głową.
- Rozumiem, Kelsey, ale musisz zdać sobie również sprawę z ryzyka, jakie to za sobą niesie.
- Mamo, nikt nie jest idealny. Życie jakie prowadzi Justin wcale nie oznacza, że gdybym umawiała się z kimś „normalnym” to byłabym bardziej bezpieczna. Ludzie umierają każdego dnia. Nie możesz nic poradzić na przeznaczenie i na to, co zaplanował Bóg.
Zapadła cisza, podczas której wyraźnie nad tym myślała, bo pokiwała głową.
- Masz rację.
- Mamo – jęknęłam. –Mówię poważnie.. czekaj – zatrzymałam się. – Co?
- Powiedziałam, że masz rację.
Zaskoczenie przebiegło po mojej twarzy, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Naprawdę?
- Mhm – siadając na skraju łóżka, poklepała miejsce obok siebie.
Zajęłam miejsce, które mi wskazała.
- Nie możesz kontrolować planów Boga i nie możesz uniknąć wszystkich zagrożeń w życiu - uśmiechnęła się, łapiąc mnie za rękę. – Po prostu się o ciebie martwię.
Potrząsnęłam głową.
- Nie musisz, mamo. Wszystko jest w porządku.
- Teraz to widzę – z uśmiechem cofnęła rękę, kładąc ją sobie na kolanie i oblizując usta. – Nie spałam całą noc zastanawiając się nad tą sytuacją i mimo wszystko nie mogę zignorować faktu, jak bardzo Justin się o ciebie troszczy.
Przygryzłam wnętrze policzka, czując dziwny uścisk w brzuchu.
- Widziałam strach w jego oczach, kiedy Luke trzymał cię na celowniku – zaśmiała się, potrząsając głową. – Ten chłopak cię kocha.
- Na pewno.
Przyłożyła dłoń do mojej twarzy, odgarniając mi z niej kosmyki włosów.
- Wiem, że czasem mogę być jak wrzód na tyłku ale chcę się tylko upewnić, że jesteś bezpieczna. W każdej sytuacji. To samo jeśli chodzi o twojego brata.
- Wiem – mruknęłam. – Przepraszam za to, co wczoraj powiedziałam -Westchnęłam. – Wcale was nie nienawidzę. Po prostu byłam zła na to wszystko co się stało.
- Rozumiem, skarbie. Nie musisz się o to martwić, wybaczyliśmy ci to – pochyliła się, składając na moim czole lekki pocałunek. – Jesteś moją córką i nie ważne, co się będzie działo, kocham cię.
- Ja ciebie też – uścisnęłam ją.
Przebiegła dłonią po moich włosach po czym odsunęła się, wyraźnie szczęśliwa, że się pogodziłyśmy. Kiedy podeszła do drzwi, do głowy wpadła mi pewna myśl.
- Hej.. mamo?
- Tak skarbie?
- Czy to znaczy, że mogę widywać się z Justinem?
Uśmiechając się do mnie, wzruszyła ramionami.
- Chyba tak.
Pisnęłam i zeskoczyłam z łóżka, ignorując ból w nogach, po czym po raz kolejny rzuciłam jej się w ramiona.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Uśmiechnęła się.
- Nie musisz mi dziękować – odsunęła się. –Jestem na dole jeśli będziesz czegoś potrzebować, dobrze?
Pokiwałam głową, uśmiechając się szeroko jak totalna idiotka, ale mnie to nie obchodziło. Cieszyłam się, że w końcu będę mogła spotykać się z Justinem nie musząc okłamywać rodziców. Jeszcze raz odwróciła się w wyjściu.
- Oh.. i Kelsey..?
Popatrzyłam na nią, unosząc wysoko brwi.
- Kiedy następnym razem zdecydujesz się wymknąć z domu, zabierz ze sobą dodatkową parę ubrań – patrząc na to, w co byłam ubrana uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.

________________________________

@DameBieber :)

czwartek, 11 kwietnia 2013

Fifty Nine.

Specjalny rozdział przetłumaczony przez OLĘ! ( @fetchingbiebs )
poprzednią tłumaczkę!

OSTRZEŻENIE! MOGĄ WYSTĄPIĆ TREŚCI +18



-Co ty tu robisz?
W chwili, w której go przed sobą zobaczyłam, wszystko wokół się zatrzymało, a słowa, które zamierzałam mu powiedzieć, całkiem wyleciały mi z głowy.
-Mi też miło cię widzieć - zakpiłam, krzywo się uśmiechając.
Najwyraźniej Justina to nie rozbawiło. Spojrzał na mnie spode łba, po czym potrząsnął głową.
-Nie powinno cię tu być - syknął. Wiedziałam, że próbuje ukryć swoją frustrację.
Spoważniałam, a z mojej twarzy zniknęły nagle wszystkie kolory.
-A to niby czemu? - spojrzałam na niego, mrużąc oczy.
-Bo to nie jest dla ciebie bezpieczne - odpowiedział, na co zakpiłam z tego, jak naiwny był w tym momencie.
Podniosłam brew, nie będąc pewna czy dobrze go usłyszałam.
-To nie jest dla mnie jakie?-Bezpieczne, Kelsey. Będąc tu, nie jesteś do cholery bezpieczna - syknął, a w jego glosie było czuć jad, przez co na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
-Żartujesz sobie ze mnie? - wstałam, znajdując się zaledwie pół metra od niego. - To nie jest dla mnie bezpieczne? - położyłam nacisk na ostatnie słowo z niedowierzaniem w głosie. - A co ze wszystkim poprzednimi razami, kiedy stałam dokładnie tutaj? - trzymałam ręce blisko ciała, obawiając się, że w innym przypadku nie powstrzymałabym się od uderzania nimi w jego tors.
-Byłem idiotą sądząc, że było inaczej. Byłem w ciebie tak zapatrzony, że nie widziałem czyhających tu na ciebie niebezpieczeństw - próbował zamaskować napięcie słyszalne w jego głosie.-Pierdolisz od rzeczy i dobrze o tym wiesz - warknęłam, kręcąc głową. - Dlaczego tak bardzo starasz się udawać, że nie zabija cię to od środka tak samo jak mnie?-Powinnaś odejść... teraz - stał jak posąg, ani odrobinę się nie ruszając. - Zanim ktokolwiek się zobaczy.-Nikt mnie nie zobaczy - odpysknęłam zirytowana. - Wybacz, że niszczę twoją wizję świata, ale nikt poza twoimi znajomymi i mną się tu nie pojawia.-I to zmieni się od dzisiaj. Nie chcę, żebyś zbliżała się do tego miejsca, rozumiesz? -  pytająco podniósł brwi. Kiedy nic nie odpowiedziałam, postanowił sobie pójść.I właśnie to zrobił. Zaczął iść w kierunku domu, trącając mnie ramieniem, gdy przechodził obok. Już miał zamiar wejść po schodach, kiedy szybko się odwróciłam i mocno chwyciłam go za przedramię, zanim całkiem zniknął mi z oczu.-Nie rób tego - wymamrotałam, próbując przedrzeć się do jego umysłu. - Nie możesz znów ode mnie odejść.Przez chwilę zapanowała cisza, podczas której Justin myślał nad moimi słowami. Oblizując usta, wyswobodził się z mojego uścisku.-Kelsey... - potrząsnął głową. - Zakończyłem to dla twojego dobra. Kiedy ostatnio sprawdzałem, nie pozwalałem ci tu przychodzić, więc lepiej już idź - wskazał palcem na drogę za mną.Pokręciłam głową.-Dlaczego jesteś taki uparty? Oboje wiemy, że nie chcesz, żebym odeszła.-Jesteś tego pewna? - spytał, a z jego twarzy nie można było odczytać żadnych emocji, przez co nie wiedziałam czy mówi poważnie czy nie.
-Tak, ponieważ... - odwróciłam wzrok. - Jeśli chciałbyś, żebym odeszła, już dawno byś to załatwił. No wiesz, nie tak trudno przerzucić mnie sobie przez ramię i gdzieś zabrać... - nawiązałam do naszego pierwszego spotkania i nim się zorientowałam, poczułam motylki w brzuchu.
Sama myśl o tym, że gdybym tamtej nocy nie weszła do lasu w poszukiwaniu Carly i nie poznałabym Justina była niewyobrażalna, bo okazało się to najlepszym, co mnie spotkało w życiu.
Gdyby tylko mógł zobaczyć jak bardzo go teraz potrzebowałam.
Justin po raz setny pokręcił głową, nie mogąc już dłużej wytrzymać mojej upartości.
-John! - krzyknął, zaskakując mnie swoim nagłym wybuchem.
John pojawił się po kilku sekundach z nadzieją w oczach, którą szybko zastąpiły zmarszczone brwi.
-Tak?
Biorąc krok w tył, żebym była bardziej widoczna, Justin spojrzał na mnie z powagą na twarzy, po czym kiwnął w moim kierunku.
-Zabierz ją do domu.
Mężczyzna spojrzał najpierw na Justina, a następnie na mnie. W jego oczach malowało się coś, czego nie mogłam dokładnie określić.
-Nie - warknęłam. - To nie będzie konieczne, John, bo gdyby naprawdę chciał się mnie pozbyć, sam by mnie stąd zabrał - wzruszyłam ramionami. - Nie, żeby to coś dało - łobuzersko się uśmiechnęłam - bo i tak tu wrócę. 
-Dlaczego musisz być taka cholernie uparta? - warknął, a w jego oczach pojawiła się frustracja.
-Oh, ja jestem uparta? - wskazałam na siebie. - Ja jestem uparta? - powtórzyłam z sarkazmem w głosie, po czym zakpiłam. - To ty nie przestajesz próbować mnie odepchnąć!
-Robię to, co dla ciebie najlepsze!
-Nie - syknęłam. - Robisz to, co dla ciebie najlepsze. Nigdy nie spytałeś czego ja chcę - oczy mnie zapiekły na myśl o tym, jak Justin zakończył wszystko między nami wcześniej tego wieczoru. - W jaki sposób to ma być dla mnie najlepsze?
-Będziesz bezpieczna!
-Nie chcę być bezpieczna! - krzyknęłam. - Chcę być z tobą! - wyrzuciłam ręce w górę, pozwalając wszystkim emocjom wyjść na wierzch.
-Cóż, to się nie stanie - wymamrotał, jakby próbując przekonać samego siebie. Usilnie unikał mojego wzroku, cały czas wpatrując się w niebo.
-Kochasz mnie? - spytałam, czując się tym wszystkim nieco przytłoczona.
-Co? - wreszcie oderwał oczy od chmur i spojrzał na mnie.
-Spytałam czy mnie kochasz?
Kiedy nic nie powiedział, zrobiłam w jego kierunku kilka kroków.
-Jeśli powiesz, że nie, to odejdę - obiecałam. - Powiedz, że mnie nie kochasz, a już na zawsze dam ci spokój.
-Kelsey... - warknął, ściskając czubek nosa.
-Odpowiedz mi - syknęłam.
Justin zacisnął szczękę.
-Nie mogę.
Słysząc jego słowa, coś ścisnęło mnie w żołądku.
-Dlaczego nie?
-Bo cię kocham, do cholery - potrząsnął głową. - I to się nigdy nie zmieni.

-Więc dlaczego... - spojrzałam na niego rozdrażniona. - Dlaczego wciąż mnie odpychasz?
-Nie chcę nas, wiedząc, że w każdej chwili coś może ci się stać.
Schyliłam głowę, a włosy opadły mi na twarz, po czym zatknęłam je za uszy i ponownie przeniosłam na niego wzrok.
-Pamiętasz jak mówiłeś, że chcesz, żebym była bezpieczna?
Przytaknął, wkładając dłonie do kieszeni.
-Jestem już bezpieczna - szepnęłam. - Czuję się przy tobie bezpieczna i wiem, że to brzmi dziwnie, ale... nie pytaj czemu, tak po prostu jest - oblizując usta, zrobiłam kolejny krok, kiedy zauważyłam, że chłopak nie ruszył się ani o centymetr. - Twój tata miał rację.
Justin zdezorientowany zmarszczył brwi, chcąc, żebym kontynuowała.
-Każesz sobie ranić ludzi, na których ci zależy, żeby móc się obwiniać o to, że odeszli - delikatnie się uśmiechnęłam, zauważając w jego oczach cień melancholii. - Zasługujesz na szczęście. Wszystko, co się dzisiaj wydarzyło, wymknęło ci się spod kontroli. Nie mogłeś przestać nawet, jeśli chciałeś.
-Obiecałem, że będziesz przy mnie bezpieczna - powiedział niskim głosem ze smutkiem w oczach. - A dziś prawie cię zabito - położył mi dłoń na policzku, po czym pogłaskał go kciukiem. - Wiesz, co by się ze mną stało, gdybyś zmarła? - urwał i zamknął, a po chwili otworzył oczy. - Nie byłbym w stanie z tym żyć... - zabrawszy rękę, włożył ją z powrotem do kieszeni. - I właśnie dlatego daję ci odejść.
-Justin... - zaczęłam smutno.
-Tacy jak nie pasują do takich jak ty. Zabijam ludzi, robię rzeczy nie do pomyślenia, podczas których ranię tych, których kocham - spuścił wzrok, kopiąc leżący przed sobą kamień. - Powinnaś mieć możliwość wyjścia z domu, nie musząc się martwić sprawdzaniem czy wokół nie ma nikogo, kto mógłby cię skrzywdzić - przełknął ślinę. - Muszę mieć pewność, że nic ci nie będzie - spojrzał w moim kierunku.
Podniosłam dłoń, po czym położyłam mu ją na karku, a nasze oczy się spotkały.
-Musisz przestać myśleć o wszystkich "ale" i o tym, co według ciebie jest dla mnie najlepsze - wymamrotałam. - To jedynie doprowadza cię do szaleństwa. Spójrz - żyję i oddycham. Czy nie to powinno się liczyć?
-Nie rozumiesz, że wszystko może się zdarzyć? - spojrzał na mnie ze sceptyzmem.
-Shh - potrząsnęłam głową, gładząc jego skórę kciukiem. - Powiedziałam żadnych ale, Justin. Przejmujmy się jedynie tym, co mamy teraz i naszą przyszłością. Wszystko jest wszystkim. Nie wiesz, co na nas czeka.
-Nie ma dla nas przyszłości - przygryzł wnętrze policzka. - Nie widzisz? Zawsze, bez względu na wszystko, przytrafia się coś złego. To zaaresztują mnie, to porwą ciebie, a wszystkie problemy z przeszłości wracają, żeby kopnąć nas w dupę... - w jego głosie było słychać, że gdyby chciał, mógłby tak wymieniać w nieskończoność.
-Jak możesz oczekiwać czegokolwiek dobrego, jeśli skupiasz się tylko na złych rzeczach? - spytałam z niedowierzaniem, opuszczając dłoń. - Czy ty w ogóle pamiętasz momenty, w których oboje byliśmy szczęśliwi?
-Oczywiście, że tak, ale to nie zmienia tego...
-Że się kochamy - dokończyłam za niego. - Jesteś najlepszym, co mi się przytrafiło i nie dam ci odejść. Nie pozwolę ci odepchnąć od siebie wszystkiego, na czym ci zależy tylko dlatego, że według ciebie to wszystko naprawi.


-Kelsey...
-Nie - powiedziałam pewnie, pokazując, że nie odpuszczę bez względu na to jego starania. - Przestań próbować przekonać samego siebie, że to wyjdzie nam na dobre, bo wiesz, że to nieprawda.
-Chcesz umrzeć? Naprawdę tego chcesz? - Justin spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Chcesz wiedzieć czego chcę? - spojrzałam mu w oczy. Kiedy nic nie odpowiedział, postanowiłam kontynuować. - Chcę ciebie - przygryzając wargę, zrobiłam krok w przód, przez co nasze ciała się zetknęły. - Kocham cię - szepnęłam, delikatnie głaszcząc jego skórę. Mogłam wyczuć, jak coś w jego postawie się zmienia.
-Kelsey... - zazgrzytał zębami, a jego jabłko Adama wolno powędrowało w dół i w górę. -  Nie rób tego.
Przysunęłam się jeszcze bliżej.
-Powiedz to - cicho mruknęłam, przygryzając wargę. Wiedziałam, że zaraz coś w nim pęknie.
Zamknął oczy, biorąc głęboki wdech.
-Ja... - urwał. - Ja też cię kocham.
Delikatnie się uśmiechając, stanęłam na palcach, po czym złączyłam nasze usta. 
Po chwili wahania pewnie naparł na moje wargi. Delikatnie przygryzłam jego dolną wargę, na co jęknął, dając mojemu językowi dostęp do środka. Kilka sekund później nasze języki zawzięcie walczyły o dominację.
Ujęłam jego twarz w dłonie, a on oplótł mnie ręką w pasie, przyciągając jeszcze bliżej. Lekko wbijając mu palce w policzki, pogłębiłam pocałunek, nigdy nie chcąc go przerywać.
Naśladując moje wcześniejsze działania, Justin chwycił mój kark ani na chwilę nie przestając całować. W każdym jego ruchu czułam miłość i desperacką potrzebę trzymania mnie jak najbliżej.
Zmierzwiłam mu włosy, ciągnąc za ich końce, na co chłopak jęknął mi w usta.
Oderwawszy się, Justin złączył nasze czoła. Oboje oddychaliśmy nierówno, a nasze klatki piersiowe poruszały się w szaleńczym tempie.
-Nie powinniśmy tego robić... - wyszeptał.
-Wcześniej jakoś nie narzekałeś - wytknęłam z łobuzerskim uśmiechem.
-Masz mnie - cicho się zaśmiał, po czym oblizał usta i spojrzał na moje. - Tak bardzo cię kocham... - musnął moje wargi. - Wiesz o tym, prawda?
Przytaknęłam.
-Też cię kocham  - przygryzając wargę, zaczęłam się wiercić. - Bez względu na wszystko, zawsze tu będę.
Krótko mnie pocałował, a następnie potrząsnął głową.
-Co ty ze mną robisz... - wymamrotał.
Ponownie złączyłam nasze usta, pozwalając dać upust naszym emocjom.

Objął mnie obiema rękami, poruszając ustami w tylko sobie znanym rytmie. Wydawało mi się, że cały świat się zatrzymał, a jedynym słyszalnym dźwiękiem były nasze ciężkie oddechy.
Zaczął sunąć ustami po moim policzku i szczęce, gdzieniegdzie delikatnie ssąc, po czym się odsunął. Splótł nasze palce, odwrócił się i wszedł po schodkach.
Wszedł, zamykając za sobą drzwi, a następnie skierował się do schodów prowadzących na pierwsze piętro, nawet nie zerknąwszy w kierunku dużego pokoju, żeby upewnić się, że siedzą tam chłopaki.
Kiedy weszliśmy do jego pokoju, Justin przyparł mnie do zamkniętych drzwi,
-Kocham cię.
Uśmiechnęłam się.
-Ja ciebie też.
Położywszy swoje dłonie po obu stronach mojej głowy, zaczął intensywnie wpatrywać mi się w oczy,  przez co stałam tak jak zahipnotyzowana. '
Schylił się, trącił nosem moją szyję i zaczął składać na niej mokre pocałunki, wędrując z jednej strony do drugiej.
Ściskając jego ramiona, gwałtownie zaczerpnęłam powietrza, czując jego język na swojej rozpalonej skórze. Przeniósł dłonie na moje biodra, aby utrzymać mnie w jednym miejscu, po czym złożył na moich ustach słodki pocałunek i nieco się odsunął. Chwytając koniec mojej koszulki, spojrzał mi w oczy, pytając o pozwolenie.
Przygryzłam wargę, bez wahania kiwając głową.
Justin podniósł materiał, ukazując kolejno mój brzuch i tors. Uniosłam ręce w górę, żeby mógł całkiem ją zdjąć i rzucić przez pokój.
Chłopak chwycił mnie za uda i podniósł, a moje nogi same owinęły się wokół niego w momencie, w którym zaczął iść.
Po chwili oboje opadliśmy na jego miękkie łóżko. Justin ułożył się tak, żeby za bardzo mnie nie przygniatać.

Zaczął sunąć ustami po mojej szyi, a następnie w kierunku piersi. Wplotłam mu palce we włosy, stanowczo pociągając, a z moich ust zaczęły wydobywać się coraz głośniejsze jęki.
Zjechał pocałunkami na mój brzuch, a gdy na niego spojrzałam, doszedł prawie do guzika moich jeansów.
Odpinając go jednym szybkim ruchem, zrobił to samo z rozporkiem, po czym podniósł się, żeby na mnie spojrzeć. Oblizał usta, gładząc mnie po policzku.
-Nie wiem czy będę w stanie przestać, jeśli będziemy to kontynuować, Kelsey... - szepnął z ustami tuż przy moich, przejeżdżając palcami po moim ramieniu, dobrze wiedząc co robiliśmy i dokąd to zmierzało.
-Może nie chcę, żebyś przestawał - odszepnęłam, ujmując jego policzek.
Justin z jękiem zacisnął powieki.
-Jesteś tego pewna, skarbie?
-Tak - zapewniłam.
Odczekując kilka sekund, na wypadek, gdybym zmieniła zdanie, uznał moją odpowiedź za ostateczną, ponownie łącząc nasze usta. Pocałunek z każdą chwilą robił się coraz gorętszy.
Odpinając jego pasek, zdjęłam go i rzuciłam na ziemię, myśląc tylko o tym, co mieliśmy zamiar zrobić.
Odpiąwszy zamek i guzik jego spodni, chciałam je ściągnąć, kiedy Justin chwycił moje dłonie i położył mi je nad głową. Przytrzymując je jedną ręką, drugą zsunął swoje jeansy, zostając w samych bokserkach.
Przygryzłam wargę, cicho jęcząc, gdy zaczął składać na mojej szyi milion pocałunków, wolną ręką zdejmując moje spodnie.
Siadając na mnie okrakiem, Justin na chwilę się odsunął, żeby na mnie spojrzeć, jednocześnie powoli ściągając moje majtki, a już po chwili moja kobiecość była widoczna dla jego pełnych pożądania oczu.
Oblizując usta, chłopak jęknął, bo sama myśl o tym, że leżałam pod nim naga, przenosiła go na zupełnie nowy poziom.

Chwilę później wślizgnął rękę pod moje plecy i odpiął mój stanik, po czym rzucił go gdzieś na bok, jednocześnie pożerając mnie wzrokiem.
-Pokochasz to, kochanie - mruknął mi do ucha, po czym przeniósł swoje usta na moją lewą pierś.
Gwałtownie wciągnęłam powietrze, wyginając plecy w łuk. Jęknęłam, mocno zaciskając powieki, czując coś niesamowitego.
-Justin... - wymamrotałam.
Lekko ssąc mój sutek, uwolnił moje dłonie, żeby móc dostarczyć drugiej piersi tyle samo przyjemności.
Ciągnąc go za włosy, jęknęłam jeszcze głośniej, kiedy zjechał jedną ręką między moje nogi, gdzie bez ostrzeżenia wszedł we mnie jednym palcem. Zadrżałam.
-Spokojnie - szepnął z ustami wciąż przy mojej klatce piersiowej. - To nic, czego wcześniej nie robiliśmy.
I właśnie to zrobiłam. Uspokoiłam się i zaczęłam skupiać jedynie na ruchach Justina. Czułam ogarniającą mnie niesamowitą rozkosz.
Zataczając kciukiem kółka na mojej łechtaczce, chłopak coraz szybciej poruszał we mnie palcem.
-Justin... - zaczerpnęłam powietrza.
Jeszcze bardziej przyśpieszając, Justin kilkukrotnie musnął moje usta, wiedząc, co się zaraz stanie. Kilka sekund później doszłam, czując ciepło rozchodzące się w moim podbrzuszu.
Wyjmując ze mnie palec, wylizał do czysta wszystkie moje soki. Gdy skończył szeroko się uśmiechnął i mrugnął, na co się zarumieniłam, lekko przygryzając wargę.
Zdjąwszy swoje bokserki, Justin umiejscowił się między moimi nogami, przejeżdżając mi wzrokiem po twarzy.
-Gotowa? - szepnął. - Nie musimy tego robić, jeśli nie chcesz - powiedział, chcąc być pewnym mojej decyzji. Wiedziałam, że właśnie to powinnam zrobić.
Schyliłam się, żeby go pocałować.
-Chcę tego.
Kiwając głową, chłopak oblizał usta, po czym sięgnął po prezerwatywę leżącą na komodzie. Rozerwał paczuszkę, włożył ją na swojego penisa, po czym powoli we mnie wszedł.
Oboje gwałtownie zaczerpnęliśmy powietrza. Ja z bólu, a on z przyjemności.
-Jesteś taka piękna - powiedział, a nasze usta się o siebie otarły.
Zaciskając powieki, wbiłam mu paznokcie w plecy, chcąc jedynie, żeby przestało mnie to boleć.
-Przepraszam - wymamrotał Justin, delikatnie mnie całując. - Obiecuję, że to przejdzie. Spróbuj tylko nie myśleć o bólu...
Mruknęłam ciche 'okej', biorąc głębokie wdechy. Zacisnęłam zęby, gdy Justin poruszył biodrami, tym razem wchodząc we mnie jeszcze głębiej.
-Jesteś niesamowita, Kelsey - jęknął, powoli się ruszając, aż całkiem we mnie wszedł. - Kurwa - wychrypiał, kładąc mi głowę na ramieniu, chwilę później je całując.
-Justin... - wzięłam gwałtowny wdech. Ból zaczął ustępować, a jego miejsce zajęła ogromna rozkosz.
Na jego ustach pojawił się figlarny uśmieszek.
-Wiem, kochanie - pocałował mnie, poruszając biodrami w coraz szybszym tempie, nie powstrzymując się dłużej przed niczym.
-Jesteś taka ciasna - jęknął, oblizując usta. Lekko przygryzł moją wargę, ciągnąc ją w dół, po czym wślizgnął swój język do moich ust.
-Justin! - jęknęłam głośno, drapiąc go po plecach z przyjemności ogarniającej całe moje ciało.

-Właśnie tak, kochanie - powiedział niskim głosem. - Krzycz moje imię, skarbie...
Przyciągając jego głowę bliżej, zachłannie go pocałowałam, chcąc czerpać z tego jak najwięcej, jednocześnie poruszając biodrami, dopasowując się do jego rytmu.
-Kurwa, kochanie - jęknął, poruszając się we mnie bez zawahania. - Jesteś cudowna.
Wyginając plecy, oplotłam go nogami w pasie.
-Szybciej, Justin - wciągnęłam powietrze. - Szybciej - praktycznie błagałam, nie chcąc, żeby to się kiedykolwiek skończyło.
-Kurwa mać - jęknął głośno, ruszając się jeszcze szybciej, jednocześnie zjeżdżając ustami na moją pierś.
-Justin! - krzyknęłam, czując jak moje ściany się wokół niego zaciskają.
-Powiedz, że jesteś moja - wymamrotał mi do ucha, chwilę później je całując.
-Jestem twoja - szepnęłam. - I już zawsze będę.
Justin mnie pocałował, po czym oparł o siebie nasze czoła, nie przestając ruszać biodrami, aż wreszcie doszłam, szczytując w tym samym czasie co on.
 ~

Czas płynął, a nasze ciała splątywały się ze sobą. Starałam się zapamiętać każdy pocałunek, kiedy robił to delikatnie, nie chcąc mnie zranić. Lekko przejeżdżał palcami wzdłuż mojej nogi, ustami odnajdywał każdą część mojego ciała.

Siadając w odpowiedniej pozycji, Justin odsunął włosy, które spoczywały na moich ramionach i zaczął mnie całować, przejeżdżając wzdłuż mojej szyi i ramienia.

Przygryzłam wargę, odrzucając głowę w tył, kiedy zaczął całować i ssać moją szyję, lekko przejeżdżając po niej zębami i wykorzystując każdą okazję, którą miał, żebym czuła się wspaniale.

Robiąc o samo, zaczęłam przejeżdżać językiem po jego szyi. Przenosząc się na jego klatkę piersiową, zaczęłam całować każdą część jego ciała, kończąc przy pępku.

Biorąc moją twarz w swoje dłonie, przyciągnął mnie do siebie, mocno mnie całując, po czym zaczął całować mój nos i czoło. Lekko pocałował każdą z moich powiek, po czym powrócił do leżącej pozycji.

Biorąc głęboki oddech, mruknęłam lekko kiedy Justin położył się obok mnie, obejmując mnie ramieniem i przyciągając mnie do siebie. Pocałował mnie w czubek głowy.
- Kocham cię - szepnął.
- Ja ciebie też - pocałowałam go w klatkę piersiową i położyłam na niej swoją głowę.



________________________________

HM........
@DameBieber