sobota, 5 stycznia 2013

Twenty One.

Czy właśnie prawie uprawiałam seks z Justinem Bieberem?
Mam wrażenie, że tak i nie wiem co teraz ze sobą zrobić.
Może powinnam pójść w ślady Blair Waldorf z Plotkary, gdy straciła dziewictwo z Chuckiem - odwiedzić księdza w okolicznym kościele i się wyspowiadać.
Dłużej nad tym myśląc stwierdziłam, że by nie wyszło, ponieważ moi rodzice znali wszystkich w kościele i jeśli dowiedzieliby się co zrobiłam z Justinem miałabym mocno przerąbane. Zapomnijcie o szlabanie, jeśli by się dowiedzieli zostałabym odcięta od świata i zamknięta jak zwierze.
Może mogłabym powiedzieć Carly...
Ha,  jasne. Pewnie by się posikała i dostała ataku serca, a ostatnim czego potrzebowałam było wiezienie jej do szpitala i tłumaczenie dlaczego w ogóle zemdlała.
Zgaduję, że najbezpieczniejszym wyjściem było siedzenie cicho i próbowanie udźwignięcia tego najspokojniej jak się dało.
Na razie nie wychodziło mi to za bardzo.
Może jeśli wylałabym na siebie trochę wody święconej, pozbyłabym się tego wszystkiego.
Oglądam za dużo telewizji.
Delikatnie uderzenia opon o kamienie na drodze przywróciły mnie do rzeczywistości, w której siedziałam w samochodzie Justina ze ściśniętymi nogami i dłońmi na udach.
Justin trzymał oczy na drodze, koncentrując się na niej i kołysząc do swojej własnej melodii.
Jak ten gnojek może być tak spokojny?
Podczas gdy ja miałam, prawie że załamanie psychiczne, on zachowywał się jakby nic się między nami nie wydarzyło.
Faceci. Zadrwiłam. Nigdy ich nie zrozumiesz. Nawet jeśli byś chciała.
- Co z tobą nie tak? - głos chłopaka wyrwał mnie z rozmyślań. Odwróciłam głowę w jego stronę.
Naprawdę mnie teraz o to pyta? Jak głupi może być?
- Nic. - mruknęłam.
Justin zaśmiał się bez cienia rozbawienia.
- To oczywiste, że o coś chodzi, więc czy możemy skończyć to pieprzenie i przejść do sedna? - oderwał oczy od drogi i przeniósł je na mnie. Jego spojrzenie sprawiło, że zaczęłam się wiercić na siedzeniu, podobnie jak za pierwszym razem, gdy tu siedziałam.
- Tylko myślę o różnych rzeczach. - wzruszyłam ramionami, spoglądając w okno. Wiem, że odpowiedziałam wymijająco, ale naprawdę nie chciałam poruszać tematu zżerającego mnie od środka. Jeśli bym to zrobiła, wszystko między nami stałoby się niezręczne, a nie chciałam, żeby się do mnie nie odzywał.
Jednak myśląc dłużej, może to nie byłoby aż takie złe...
- Na przykład? - skupił się z powrotem na drodze. Przytrzymując kierownicę lewym kolanem, włożył rękę do kieszeni swojej skórzanej kurtki, po czym wyciągnął z niej papierosa i zapalniczkę. Zapalając go, włożył między usta, a następnie odsunął kolano i położył na jego miejscu dłoń.
Zaciągając się, otworzył okno i wypuścił przez nie dym.
- Nie wiem. - wymamrotałam. - Po prostu... O wszystkim. Tak sądzę. - wzruszyłam ramionami.
Justin podniósł brew, patrząc na mnie przez sekundę.
- Tak sądzisz? - potrząsnął głową. - Powinnaś wiedzieć o czym myślisz. - ponownie się zaciągnął i wypuścił idealne kółko z dymu.
Przygryzłam wargę i moment po tym, gdy to zrobiłam, wydałam z siebie sfrustrowany jęk, przypominając sobie, że po tym zrobiliśmy co zrobiliśmy w magazynie.
- Serio, Kelsey? - gwałtownie skręcił i się zatrzymał. - Co z tobą nie tak? - całkowicie się odwrócił, wiercąc wzrokiem dziurę w moim profilu.

Justin's POV

Ta dziewczyna mnie zabije.
Jest tak kurewsko myląca.
W jednej chwili mnie wyzywa, później jest zabawna, następnie cicha i nieśmiała, po czym się wścieka i zanim się orientuję, obściskujemy się.
Czy właśnie to robią dziewczyny? To część ich życia? Bo jeśli tak, to nie chcę brać w niej udziału.
Po tym, co stało się w magazynie - co przyznaję było najgorętsze, zważając na to, że nie miałem pojęcia, że ma w sobie coś takiego.
To znaczy, była cholernie seksowna i zajebiście się całowała, ale nie myślałem, że zajdziemy tak daleko.
Cóż, aż do chwili kiedy ona tego chciała.
Tym razem to nie ja decydowałem. To była ona.
Zazwyczaj taka pierdoła by mnie zdenerwowała (podobnie jak każdego innego faceta), ale w tej jednej sytuacji odebrałem to jako kurewsko seksowne.
Zwłaszcza, że Kelsey nie jest jak inne dziewczyny.
Tak czy inaczej, on tamtego momentu była cicha, a ta suka jest wszystkim oprócz ciszy. Nawet, kiedy zabrałem ją z imprezy, nie potrafiła się zamknąć.
Przyłapaniem się na zerkaniu na nią i podziwiającego od stóp do głów. Jej włosy były rozczochrane, bluzka pognieciona, ale wyglądała... dobrze.
Kiedy skończyłem na nią patrzeć, zauważyłem, że jest trochę zamyślona, ale nie przykuwałem do tego zbyt wielkiej uwagi, do chwili w której wydała z siebie dźwięk brzmiący jak kpina.
Spytałem o co chodzi, na co odpowiedziała, że nic takiego i tylko myślała o wszystkim.
Zazwyczaj miałem w dupie co myślą dziewczyny tak długo, jak dostawałem co chciałem - szybki numerek, czasem kilka razy - ale było w niej coś, co zawsze mnie ciekawiło.
Nie mogłem dłużej wytrzymać. To doprowadzało mnie do szaleństwa.
- Serio, Kelsey? - gwałtownie skręciłem i zatrzymałem samochód. - Co z tobą nie tak? - odwróciłem się, wpatrując w jej profil, czekając aż też na mnie popatrzy.
- Nic. - wzruszyła ramionami.
Zakpiłem.
- Naprawdę? Znowu będziemy przez to przechodzić? - zwalczyłem chęć wywrócenia oczami.
- Przez co? - warknęła, patrząc na mnie.
- To! - odrobinę podniosłem głos. - Próbowanie ominięcia wszystkiego, co cię męczy. Nienawidzę tego.
- Dlaczego nie możesz po prostu odpuścić? - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Nie mogę.
- Dlaczego? - spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Bo wiem, że coś cię męczy, ale jesteś upartą suką i nie chcesz mi powiedzieć o co chodzi.
- Znowu będziemy przez to przechodzić? - powtórzyła moje słowa, mrużąc oczy.
- Przechodzić przez co? - zadrwiłem.
- Wyzywanie. - skrzyżowała ręce na piersi.
- Może gdybyś chociaż raz zachowała się jak normalna dziewczyna, nie miałbym ochoty żeby się zwymyślać. - położyłem nacisk na ostatnie słowo, głęboko oddychając.
Wściekała się o nic.
Potrząsnęła głową.
- Wiesz co? - warknęła.
- Co?
- Nie mam na to czasu. - odpinając pas, wyswobodziła się z niego i otworzyła drzwi.
- Co ty wyprawiasz?!
- Idę jak najdalej od ciebie. - wyszła z samochodu, po czym trzasnęła drzwiami.
To suka.
Jęcząc, wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki i wyszedłem, zatrzaskując za sobą drzwi jak ona sekundę temu.
- Gdzie masz zamiar iść?
- Gdziekolwiek, byle daleko od ciebie. - odkrzyknęła, po czym ruszyła przez ulicę.
Ruszyłem za nią.
- Co do cholery jest z tobą nie tak?
Zatrzymała się.
- Ze mną? - odwróciła się, a jej włosy wzniosły się w powietrze i uderzyły ją w twarz.
- Tak, z tobą. - syknąłem.
Sztucznie się zaśmiała.
- Wydaje mi się, że pytanie brzmi: co jest nie tak z tobą, kolego.
Zaśmiałem się.
- Ze mną wszystko idealnie. Nigdy nie było lepiej.
- Ugh! - uderzyła stopą w podłogę. - Czy możesz chociaż na chwilę przestać brać wszystko za żart?
- Kto powiedział, że uważam to za żart? Zachowałaś się jak największa suka na świecie, chciałem tylko rozluźnić atmosferę, zanim się z nią stopisz.
- Jesteś niemożliwy, wiesz? - krzyknęła sfrustrowana.
Łobuzersko się uśmiechnąłem.
- Wiem, słyszałem to już. - posłałem jej uwodzicielskie spojrzenie.
Skrzywiła się.
- Obrzydzasz mnie, Bieber.
- Och, czyżby? W takim razie dlaczego próbowałaś się ze mną pieprzyć w magazynie, skarbie? - złośliwie się uśmiechnąłem.
Musiałem przyznać, że doprowadzanie jej do szaleństwa było moją ulubioną częścią dnia.
Stała tam z szybko poruszającą się klatką piersiową, a złość wręcz z niej buchała, wzniecając wokół płomienie (nie dosłownie, ale wiecie o co chodzi).
- Nie mów tak do mnie.
- Dlaczego nie?
- Bo nie jestem twoim 'skarbem' i nigdy nim nie będę. - warknęła.
- Ha, to zabawne, zważając na to, że praktycznie pieprzyliśmy się w magazynie...
- Możesz przestać do tego wracać? - krzyknęła.
- Czemu? Nie możesz zaakceptować prawdy? - podniosłem brwi.
- Jakiej prawdy? - spojrzała na mnie jakbym miał pięć głów.
 -O tym, co zrobiliśmy. - stwierdziłem.
- Gdy ostatni raz sprawdzałam, nie zrobiliśmy nic. - syknęła.
- Och? Więc twoje oddawanie się mnie było niczym? - długo na nią patrzyłem. Nie miała nic do powiedzenia. - Dokładnie. Czy możemy już skończyć to przedstawienie i wrócić do auta? Umieram z głodu.
- Cóż, to dla ciebie beznadziejne, nieprawdaż? Bo nigdzie z tobą nie idę.
- Co do kurwy nędzy ma znaczyć, że nigdzie ze mną nie jedziesz? Gdzie indziej mogłabyś pójść? - wyrzuciłem ręce w powietrze.
- Gdzieś, gdzie cię nie ma. - spojrzała na mnie po raz ostatni, po czym zaczęła odchodzić.
Patrzyłem jak szła w kierunku lasu. Jęknąłem w duchu. Zaraz zostanie zabita.
Westchnąłem.
- Czekaj!
- Co?! - krzyknęła z twarzą czerwoną ze złości.
- Nie odchodź. - wymamrotałem.
Zmarszczyła brwi.
- Co?
- Powiedziałem, żebyś nie odchodziła.
Jej maska opadła.
- Czemu nie?
Przygryzłem wargę, drapiąc się po karku.
- Nie wiem... - mruknąłem, odwracając wzrok.
Zadrwiła z tego.
- Widzisz? Właśnie o to mi chodzi! - wyrzuciła ręce w górę jak ja poprzednio.
Patrzyłem na nią, zastanawiając się o co tym razem chodzi.
- W jednej chwili zachowujesz się jak pierdolony gnojek, a w następnej jesteś... miły. - potrząsnęła głową. - Nie rozumiem cię.
- Co tu jest do rozumienia?
- Dużo.
Wypuściłem głęboki oddech.
- Po prostu tu wróć, żebyśmy mogli pójść coś zjeść. Okej?
- Nie. - odpowiedziała prawie natychmiast.
Wystarczy. Za dużo tego.
- Świetnie. Chcesz tu zostać? Proszę bardzo. Nie zatrzymuję cię. Ten jeden raz chciałem zrobić coś odpowiedniego i ponownie uratować twoją dupę, ale jeśli chcesz iść sama przez las i zostać zabita, to tak zrób. - zacząłem się cofać. – Skończyłem. - odwracając się, skierowałem się w stronę samochodu, kiedy usłyszałem za sobą cichy pomruk.
Po kilku sekundach ciszę przerwał głos Kelsey.
- Czego ode mnie chcesz?
Zatrzymałem się, ale nie postanowiłem nie odwracać, czekając aż będzie kontynuowała.
- Czego chcesz, Justin? - desperacja była słyszalna w jej głosie.
Odwróciłem się.
- O czym ty mówisz?
- Cholernie dobrze wiesz o czym mówię. - zaczęła do mnie podchodzić. - W jednej sekundzie chcesz mnie zabić, potem mnie ratujesz, kłócimy się, wyzywasz mnie, po czym zachowujesz się, jakby nic się nie stało, przepraszasz i koło się zatacza. A teraz chcesz, żebym z tobą poszła po tym, co się wydarzyło? - potrząsnęła głową. - Nie rozumiem tego. Wydaje mi się, że coś jest z tobą nie tak. Czego ode mnie chcesz? Co cię uszczęśliwi? Huh? - stała teraz naprzeciw mnie. - Czy chcesz żebym odeszła? Tego pragniesz? Chcesz, żebym zostawiła cię w spokoju?
Patrzyłem na nią z rozszerzonymi źrenicami, przyswajając wszystkie jej słowa. Poczułem, jak coś przewraca mi się w żołądku, gdy spojrzałem jej w oczy.
- Nie. - szepnąłem.
- Więc czego chcesz? Mam zostać?
Oblizałem usta, nie odrywając od niej wzroku. Po kilku sekundach potrząsnąłem głową.
- Nie.
Zmienił jej się wyraz twarzy.
- Więc o co chodzi?
Pomimo ścisku w środku, nie mogłem się powstrzymać. Moja głowa mówiła mi jedno - żeby tego nie robić. Żeby pozwolić jej odejść i zapomnieć o wszystkim, co było między nami - ale moje (bez względu jak oklepanie to brzmi) serce kazało mi zostać.
- Chcesz wiedzieć, czego chcę? - odezwałem się. Wreszcie pozbyłem się dumy i przyjąłem prawdę. Nic nie mówiła, patrząc mi w oczy.
Owinąłem rękę wokół jej talii.
- Chcę ciebie. - szepnąłem, po czym naparłem na jej wargi.
Na początku próbowała to przerwać, ale z czasem się poddała, chwytając dłonią moją szyję i przyciągając bliżej. Atmosfera wokół robiła się coraz gorętsza. Nasze języki walczyły o dominację, aż w końcu się od niej oderwałem. Nasze klatki piersiowe szybko się poruszały, a oddechy były urywane.
Opierając nasze czoła oblizałem usta, rozkoszując się smakiem. Patrząc jej w oczy przez wieki zorientowałem się, że uścisk w brzuchu zniknął, a moje całe ciało się rozluźniło. Nie mogłem powstrzymać cichego śmiechu.
- Co jest takie zabawne? - spojrzała na mnie, trzymając mi ręce na ramionach.
Potrząsnąłem głową, patrząc na niebo, po czym znów na nią.
- John miał rację.
Zmarszczyła brwi.
- John?
- Tak, John. To jeden z chłopaków.
Pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Co powiedział? - w jej oczach czaiły się iskierki ciekawości.
Uśmiechnąłem się.
- Że cię lubię.
Jej źrenice się rozszerzyły i przygryzła dolną wargę.
- I? - spojrzała mi w oczy z nadzieją.
Łobuzersko się uśmiechnąłem.
- Miał rację.

 ~~~
AWWW, ONI SĄ NAJSŁODSZY NA ŚWIECIE <3
A teraz kilka spraw.
1.NIE, w ostatnim rozdziale Kelsey i Justin nie uprawiali seksu. Jedynie się o siebie 'ocierali' (jeśli wiecie, co mam na myśli XD)
2.TAK, mam pozwolenie autorki na pisanie. Dostałam to pytanie kilka razy na asku i nie chce mi się tyle razy odpowiadać.
3.Nie informuję o rozdziałach każdego, kto podpisze się nickiem w komenatrzu lub napisze do mnie w jakiejś sprawie na twitterze. Jeśli mam was informować - napiszcie :)
4.Nie poszukuję osoby, z którą mogłabym to tłumaczyć, ale dziękuję za propozycje :)
i na koniec 5. Kilka osób pytało, czy będę tłumaczyła tez inne opowiadania. Szczerze mówiąc nie jestem pewna, to wszystko zależy od was :) Więc moje pytanie brzmi : Czy chcecie, żebym tłumaczyła też inne opowiadanie? A jeśli tak - jakie?
Przepraszam za długość i nudność tego tekstu, ale wolałam napisać raz i porządnie XD
 
#MUCHLOVE
 

piątek, 4 stycznia 2013

Twenty.


Gdy pan Longo mówił o rzeczach, które mało mnie obchodziły - znane też jako geometria - nie mogłam pozbyć się z głowy widoku Justina, gdy wygarnęłam mu wszystko na korytarzu, przed pójściem do klasy. To było bezcenne. żałujcie, że tego nie widzieliście. Miał minę jakbym wybiegła mu pod koła samochodu.
Szkoda, że nie udało mi się tego nagrać...
Och, chwila, nawet jeśli miałabym szansę to zrobić, to nie miałabym możliwości, bo dzięki Justinowi zabrano mi telefon.
Okej, to nie on fizycznie mi go zabrał. To była moja czasem denerwująca matka, ale nie ważne, bo to przez niego mi go skonfiskowano.
Wiecie, jak teraz o tym myślę, to wszystko złe, co przytrafiło mi się w tym miesiącu, było winą Justina.
Zaczynam myśleć, że Bóg ma dla mnie jakiś plan.
Odgarniając ze swojej twarzy włosy, zostałam wyrwana ze swoich myśli, gdy poczułam papierową kulkę uderzającą w tył mojej głowy. Marszcząc brwi, obróciłam się i zobaczyłam wesołą Carly.
- O co chodzi? - powiedziałam bezgłośnie.
- Przepraszam - szepnęła. - Nie chciałam trafić cię w głowę. Celowałam raczej w rękę...
Niewinnie przygryzła wargę.
Wywróciłam oczami, patrząc na nią z rozbawieniem, po czym schyliłam się i podniosłam papierek, który upadł na podłogę. Wracając na miejsce, rozwinęłam go, czytając nabazgrane na nim słowa.
To prawda?
Zerkając na nią z dezorientacją, kliknęłam długopisem i odpisałam, że nie do końca rozumiem, o co jej chodzi, po czym zgniotłam papierek i go do niej rzuciłam.
Łapiąc go w dwie ręce, szybko rozwinęła, napisała odpowiedź i odrzuciła.
Szybko przeczytałam jej słowa.
Że znasz Danger’a.
Czytając te słowa, czułam jak zaciska mi się gardło, ale nie pozwoliłam mojej twarzy wyrażać żadnych emocji. Ostatnim czego chciałam, było pokazanie wszystkiego co myślę.
Odpisałam jej, że nie wiem o czym mówi, po czym udałam niezwykle zainteresowaną słowami, które pan Longo pisał na tablicy.
Słysząc coś uderzającego o moją ławkę, jęknęłam w duchu. Schylając się, podniosłam to i przeczytałam.
Nie udawaj głupiej, Kelsey. Wiesz dobrze o czym mówię.
Odwróciłam się w jej kierunku, machając ręką żeby zwrócić jej uwagę. Kiedy mi się to udało, pokazałam na zwinięty papierek i bezgłośnie powiedziałam, że naprawdę nie wiem o co jej chodzi.
Wywróciła oczami, surowo na mnie patrząc. Kiedy miała otworzyć usta, żeby mi odpowiedzieć, przerwał jej pan Longo.
- Czy jest coś, czym chciałybyście podzielić się z całą klasą? - odwróciłam się i zobaczyłam, że wydął usta, a z jego oczu ciskały pioruny.
- Nie. - oparłam się o krzesło.
- Przepraszam. - powiedziała Carly, machając ręką.
Cicho się zaśmiałam, kręcąc głową. Zazwyczaj to właśnie jej nie obchodziło co ludzie mówią czy sądzą. Do końca lekcji byłyśmy cicho, nie chcąc zdenerwować pana Longo, ponieważ obie dobrze wiedziałyśmy, że otrzymałybyśmy naganę, a to ostatnie czego dziś potrzebowałam.
Gdy zadzwonił dzwonek, szybko wstałam, a w mojej głowie rozbrzmiało Alleluja. Nie mogłam doczekać się lunchu i zjedzenia czegoś dobrego. Byłam cholernie głodna. Wrzucając zeszyt do torby, wyszłam przez drzwi, gdy zatrzymała mnie Carly.
Nigdy nie odpuści.
- O co chodzi, Carly? - westchnęłam, odwracając się w jej stronę.
- Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie - stwierdziła.
- Owszem, odpowiedziałam. - zwalczyłam chęć wywrócenia oczami. Dlaczego nie mogła zostawić tego tematu w spokoju?
- Nie, wcale nie. - warknęła, odrzucając włosy do tyłu. - Spytałam, czy znasz... - zatrzymała się, sprawdzając, że nie ma nikogo w pobliżu, po czym cicho szepnęła mi do ucha – Danger’a.
- A ja powiedziałam, że nie wiem o czym mówisz. - odpowiedziałam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Dobrze wiesz, o czym mówię, Kelsey. Byłaś na tej imprezie, gdy z tobą rozmawiał.
- Tylko to zrobił, Carly. Porozmawiał ze mną i tyle. - wzruszyłam ramionami. - Nie wiem, dlaczego o tym teraz mówisz. To było dawno temu.
- Mówię o tym, ponieważ nie wiedziałam, że rozmawialiście jeszcze po imprezie. - każde słowo wypowiadała wolno, jakby chciała wtopić je w mój mózg.
- Nie rozmawialiśmy. - powiedziałam niskim głosem.
- Krążą plotki, że jednak rozmawialiście.
- A ty w nie wierzysz? - podniosłam brew.
- Cóż, nie byłoby tak, gdybym nie wiedziała, że on cię zna. - wymamrotała, patrząc na mnie podejrzliwie.
- On nie... - zmarszczyłam brwi. - Słuchaj Carly, nie wiem do czego dążysz i szczerze mówiąc mnie to nie obchodzi. Jestem głodna. - zatknęłam kosmyk włosów za ucho. - Nie znam Danger’a. Jedynym, co ten dzieciak zrobił, było powiedzenie do mnie trzech słów i tyle, więc cokolwiek mówią te plotki, są tylko jednym, wielkim pierdoleniem.
Wpatrywała się we mnie, myśląc czy uwierzyć w moją wiarygodną historyjkę. Muszę przyznać, jestem świetną aktorką.
Wreszcie westchnęła, chwytając mnie za rękę i ciągnąc na bok.
- Posłuchaj, bez względu na to czy plotki są prawdziwe, nie chcę żebyś się z nim zadawała.
- Dobrze, mamo. - cicho się zaśmiałam, próbując rozluźnić atmosferę.
Nie wyszło mi.
Potrząsnęła głową.
- Mówię poważnie, Kels. Wystarczy, że on chodzi do tej szkoły. Nie chcę, żeby miał z tobą coś wspólnego. Jest niebezpieczny. Danger jest znany w całym mieście, nawet w miejscach daleko stąd. Wszyscy go znają i on zna wszystkich. Robił rzeczy, o jakich sobie nie wyobrażasz. - spojrzała mi w oczy. - Nie bez powodu mówią na niego Danger.
Skłamałabym mówiąc, że nie dostałam gęsiej skórki, ale wyminęłam ja i rzuciłam rozdrażnione spojrzenie.
- Okej, Carly. Rozumiem. Mogę już iść coś zjeść? - wskazałam na koniec korytarza.
Westchnęła, kiwając głową.
- Ta, pewnie. Do zobaczenia później.
- Pa. - pomachałam jej, po czym ruszyłam w dół korytarza.
Dzięki Bogu przesłuchanie się skończyło.
To znaczy, bardzo kocham Carly i wiem, że ma dobre zamiary, ale nienawidzę tego, że nie potrafi odpuścić. Jeśli odpowiedź brzmi nie, to nie. Proste.
Przez ten cały czas burczało mi w brzuchu i nie mogłam się doczekać, aż wejdę na stołówkę. Możecie mówić, że dramatyzuje, ale nie jadłam ponad cały dzień.
Kiedy miałam zamiar otworzyć drzwi, zostałam od nich odciągnięta.
- Co do...
- Hej skarbie.
Wywróciłam oczami, widząc przed sobą Justina.
- Co tym razem, Bieber?
- Nie wywracaj na mnie oczami. - syknął. - Wiesz, jak bardzo tego nienawidzę. - powiedział nisko.
Nie odpowiedziałam, nie chcąc przeginać.
- Serio, Justin. O co chodzi? - rozejrzałam się, żeby mieć pewność, że wokół nas nie ma nikogo, a w szczególności Carly.
- Co z tobą? - dziwnie na mnie spojrzał.
- O co ci chodzi? - oderwałam wzrok od korytarza i przeniosłam go na niego. Przygryzłam dolną wargę.
- Wyglądasz, jakbyś się przed kimś chowała. - włożył ręce do kieszeni jeansów, pozwalając kciukom wystawać.
- Tak. - urwałam. - Przed tobą. - żartobliwie zaczęłam się z nim drażnić.
Pełen rozbawienia łobuzerski uśmiech wkradł się na jego usta.
- Och, czyżby?
Przytaknęłam, zawadiacko się uśmiechając.
- Cóż, w takim razie jesteś w tym beznadziejna, bo cię znalazłem. - uśmiechnął się.
- Cholera. - mruknęłam rozbawiona.
Zaśmiał się.
- Widzę, że wciąż masz to samo poczucie humoru.
- Cóż, nie mogło się za bardzo zmienić w ciągu dwóch dni. Mam rację, Bieber? - podniosłam brew.
Wzruszył ramionami.
- Pewnie tak.
Zerknęłam za siebie, po czym znów na Justina.
- Okej, chciałabym zostać i pogadać, ale jestem głodna - pokazałam w kierunku stołówki. - Więc do zobaczenia. - odwracając się, byłam gotowa wejść do środka, kiedy chłopak się odezwał.
- Zaczekaj! - zawołał, kładąc rękę na drzwiach, powstrzymując mnie przed ich otworzeniem.
Westchnęłam. Czemu nikt nie chce pozwolić mi dziś jeść?
- Co tym razem, Justin? - spojrzałam na niego.
- Chcesz gdzieś ze mną pojechać?
~
- Nie mogę uwierzyć, że to robię. - wymamrotałam, idąc za Justinem do magazynu.
Ten cicho się zaśmiał, trzymając dla mnie drzwi, przez które wyszłam na wzgórze. Westchnęłam, po czym zaczerpnęłam czystego powietrza i spojrzałam w niebo. Justin do mnie podszedł i rozejrzał się wokół. Zerkając na niego, przypomniałam sobie ostatni raz, gdy mnie tu zabrał. Zastanawiałam czemu zrobił to wtedy i dlaczego robi to ponownie.
Zanim zdołałam się powstrzymać...
- Dlaczego mnie tu przyprowadziłeś?
Głośno wypowiedziałam swoje myśli.
I pomyśleć, że miałam przestać robić takie głupie rzeczy...
Justin odwrócił w moim kierunku głowę.
- Co?
Przygryzłam wargę.
- Nie ważne. - potrząsnęłam głową, odwracając wzrok.
- Nie, powiedz mi.
- Nie odpuścisz, prawda? - mruknęłam.
- Nie.
Wypuściłam głęboki wdech, ponownie na niego spoglądając.
- Spytałam, dlaczego mnie tu przyprowadziłeś.
Zassał swoje zęby, lekko przechylając głowę.
- Och. - mruknął.
- Ta... - zaczęłam bawić się palcami, a moje nerwy zżerały mnie od środka. Nie wiem dlaczego, ale jego odpowiedź powoli mnie zabijała.
- Ja... cóż, szczerze mówiąc nie wiem. - wzruszył ramionami. - Chciałem się na chwilę wyrwać i pomyślałem, że wynagrodzę ci za to, co powiedziałem wcześniej.
Zdezorientowana zmarszczyłam brwi.
- No wiesz. - zaczął się kiwać na piętach swoich Supr. - Kiedy zasugerowałem, że jesteś dziwką... - po tych słowach udał, że kaszle.
Zaskoczona podniosłam brew. Kiedy to do mnie dotarło, łobuzersko się uśmiechnęłam.
- Czy Justin Bieber przeprasza?
Zakpił.
- Nie, nigdy.
- Czy nie to właśnie powiedziałeś? - przeniosłam ciężar ciała na lewe biodro, krzyżując ręce na piersi.
- Nie. Powiedziałem, że ci to wynagrodzę, nie przeprosiłem. - poprawił mnie.
Zaśmiałam się.
- Zachowujesz się, jakby przepraszanie było przestępstwem. - potrząsnęłam głową, puszczając ręce po bokach. - Wiesz, już raz to zrobiłeś. - żartobliwie go przycisnęłam.
- Nie przyzwyczajaj się. - złośliwie się uśmiechnął.
- Nie martw się, nie mam zamiaru. - sztucznie się uśmiechnęłam, po czym przeniosłam wzrok na kolorowe niebo.
- Wiesz, masz u mnie dług. - ponownie się odezwałam.
Gwałtownie się zaśmiał.
- Za co?
Wzruszyłam ramionami.
- Za wszystko.
- A mówiąc wszystko masz na myśli...? - urwał, czekając aż dokończę.
- Uratowanie twojego tyłka. - obróciłam głowę, posyłając mu łobuzerski uśmiech.
- Jeśli ktoś uratował tu czyjś tyłek, to byłem ja. - wskazał na siebie.
Zaśmiałam się.
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Nie, Jones, nie żartuję. - oblizał usta. - Uratowałem ci tyłek przed Bruce'm i chłopakami. Jeśli nie ja, prawdopodobnie byłabyś teraz martwa.
Zamarłam.
- Co?
- Nie bądź głupia, Kelsey. Naprawdę myślisz, że chłopaki chcieli puścić cię wolno po zobaczeniu morderstwa?
Otworzyłam usta, ale chwilę później je zamknęłam.
- Dokładnie. - wskazał na mnie.
- Pomimo tego, że uratowałeś mi tyłek, ja uratowałam twój więcej niż raz. - wytknęłam.
- Kiedy?
- Och, no nie wiem. - potarłam podbródek, udając, że nad tym myślę. - Zaczynając od tego, że moi rodzice spytali mnie, gdzie byłam kiedy praktycznie mnie uprowadziłeś...
Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale byłam szybsza.
- Kiedy byłeś dźgnięty nożem i kiedy Carly spytała, czy rozmawialiśmy...
- Carly?
- Moja najlepsza przyjaciółka. - wyjaśniłam.
Przez jego twarz przemknął cień.
- Czemu miałaby cię o to pytać?
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Ale nie o to chodzi...
- Kelsey, co dokładnie powiedziała?
- Po prostu spytała, czy ze sobą rozmawialiśmy. - dziwnie na niego spojrzałam. - Czemu pytasz?
- Ludzie mnie mogą wiedzieć, że 'rozmawiamy'. - wymamrotał niskim, ale słyszalnym głosem.
- Dlaczego? - zmarszczyłam brwi.
- Ty i te wszystkie pierdolone pytania. - mruknął, zirytowany.
- Co mogę powiedzieć? Jestem dziewczyną, to leży w mojej naturze.
- Będzie dla ciebie lepiej, jeśli będziesz siedziała cicho. - warknął.
Wywróciłam oczami.
- Naprawdę musisz przestać to robić.
- Robić co?
- Być bipolarnym. - oznajmiłam, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. - W jednej sekundzie jesteś szczęśliwy, a chwilę potem masz ochotę kogoś zabić. - wyrzuciłam ręce w powietrze.
- Spróbuj przez dzień być w moich butach, musząc wszystko załatwiać z chłopakami siedzącymi ci na głowie, a teraz też dziewczyną, która nie może przestać zadawać pytań i potrafi być wrzodem na dupie. - zaczął się bronić. - To nie jest łatwe.
- Posłuchaj, Bieber. W ciągu jednego dnia przeszłam więcej, niż każda inna dziewczyna na tym cholernym świecie, więc jeśli ktoś jest tu zestresowany, to jestem to ja.
Zaśmiał się.
- Musiałaś się z tym pieprzyć tylko przez jeden dzień, może więcej. Spróbuj wytrzymać to przez kilka lat.
Nie odpowiedziałam.
- Wciąż masz u mnie dług. - wymamrotałam po kilku sekundach.
Cicho się zaśmiał.
- Czyżby? Cóż, ty też jesteś mi coś winna.
Wywróciłam oczami.
- Wszystko jedno.
Znów się zaśmiał.
- Czego chcesz?
- Huh? - spojrzałam na niego.
- Spytałem, czego chcesz. - ponownie oblizał usta. - No wiesz, w ramach zapłaty za uratowanie mojego tyłka tyle razy pod rząd. - łobuzersko się uśmiechnął.
- Cóż, na początek, jestem głodna. - zaśmiałam się. - Ponieważ ktoś postanowił mnie tu zabrać, kiedy miałam zamiar zjeść lunch.
- Okej, okej. - podniósł ręce w górę, pokazując, że się poddaje. - W takim razie pójdziemy coś zjeść.
Mentalnie sobie pogratulowałam, czując, jak mój brzuch kipi z zadowolenia.
- Dzięki.
W odpowiedzi kiwnął głową.
Ogarnęła nas cisza, gdy podziwialiśmy przelatujące nad nami chmury. Ponownie wbiłam zęby w swoją dolną wargę, kiedy powietrze wokół nas zgęstniało.
- Zawsze to robisz. - przerwał ciszę cichym śmiechem.
- Robię co? - przeniosłam na niego wzrok.
- Przygryzasz wargę. - odwrócił się, żeby być całkiem na wprost mnie.
Przechyliłam głowę na bok.
- Możesz rozwinąć?
- Za każdym razem, kiedy się denerwujesz... - przysunął się do mnie. - Ty... - wyjął jedną rękę z kieszeni, po czym się pochylił i delikatnie przesunął palcem po moich ustach, sprawiając że mój żołądek wywinął fikołka. - Przygryzasz wargę.
Nawet nie zauważyłam jak blisko był, dopóki nie poczułam na twarzy jego miętowego oddechu.
- Nie, nie robię tego. - szybko powiedziałam, pomimo przyprawiającego o zawroty głowy uczucia w środku.
- Tak. - podszedł jeszcze bliżej, aż nasze klatki piersiowe się stykały. - Robisz to. - szepnął przy moich ustach.
Zaczęłam oddychać urywanie, a moje pachy się spociły. Nie mogłam nad tym zapanować - przygryzłam wargę.
- Widzisz? - łobuzersko się uśmiechnął. - Znów to zrobiłaś.
Potrząsnęłam głową.
- Wiesz, co to znaczy, prawda? - szepnął, przysuwając się do mnie.
Spojrzałam na niego, przełykając ślinę.
- Co?
- Że się przy mnie denerwujesz. - szepnął, jakby mówił mi sekret. Jego twarz była milimetry od mojej i zanim zdążyłam chociaż poskładać to, co się działo do kupy, jego usta pewnie naparły na moje, sprawiając, że się zachwiałam.
Oddałam pocałunek z taką samą siłą, oplatając ręce wokół jego szyi, przyciągając go jeszcze bliżej.
Jęcząc, chwycił mnie w talii, przyciągając bliżej i wbijając palce w moje biodra, sprawiając, że pisnęłam.
Justin lekko się zaśmiał, po czym na chwilę się odsunął, a następnie ponownie złączył nasze usta. Przejechał czubkiem języka po mojej wardze, prosząc o pozwolenie.
Otwierając usta, przejechałam swoim językiem po jego, a po chwili oboje toczyliśmy nimi zawziętą walkę.
Przesuwając rękami po moich plecach, zjechał mini niżej, łapiąc moje pośladki w dłonie, po czym mnie podniósł, sprawiając, że owinęłam wokół niego nogi.
Napierając na niego, pogłębiłam pocałunek, pozwalając dłoniom odchylić jego głowę, pociągając za włosy.
Jęcząc, ścisnął mój tyłek, sprawiając, że jęknęłam mu w usta. Zaczął iść, popychając mnie na ścianę, po czym oderwał ode mnie jedną z dłoni i otworzył nią drzwi do magazynu, a następnie na powrót mnie chwycił i wszedł do środka.
Po kilku sekundach położył mnie na jednej z kanap, kładąc się na mnie.
Odsuwając się, przesunął głowę w dół, trącając nosem moją szyję, po czym zaczął składać na niej milion pocałunków, doprowadzając mnie do głośniejszych jęków.
Ściskając wokół niego nogi, poczułam jak gryzie mnie w szyję, sprawiając, że z przyjemności wygięłam plecy w łuk.
Przenosząc się na drugą stronę mojej szyi, zaczął ją ssać i przygryzać, przez co spłycił mi się oddech. Moja dolna strefa zaczęła pulsować od seksualnego napięcia. Jęknęłam, chcąc więcej.
Musiałam coś z tym zrobić albo oszaleję.
Przyciągając jego głowę bliżej swojej szyi, przycisnęłam do niego swoją dolną połowę, domagając się uwagi.
Odsuwając się od mojej szyi, Justin zawisł nad moją twarzą, po czym oblizał usta. Schylając się, złączył nasze wargi napierając na nie, co doprowadziło nas oboje do jęku.
Ocierając się o niego, ponownie pociągnęłam go za włosy. Chłopak zaczął poruszać się w tym samym rytmie, co ja, ocierając się o moją sferę, sprawiając, że jęknęłam z rozkoszy.
-  Justin... - jęknęłam, odrywając się od niego.
- Wiem, kochanie, wiem... - jego ciężki oddech zderzył się z moim ramieniem. Poruszał się szybciej, a ja czułam, jak cos we mnie narasta, coraz bliżej finału. Po kilku pchnięciach Justina, ogarnęło mnie błogie uczucie, gdy oboje jęknęliśmy.
- Zgadnij co, skarbie? - Justin szepnął mi seksownie do ucha. Jego nierówny oddech podniecił mnie jeszcze bardziej.
- Co? - odszepnęłam.
- Właśnie doprowadziłem cię do pierwszego orgazmu.

~~~~

ASDFGHJKL, czy to nie było gorące? *-* Nie, nie uprawiali seksu, ale i tak kjscbvieudfb *-*

JELSEY FEELS.

środa, 2 stycznia 2013

Nineteen.

Justin's POV
- Bieber, wstawaj! - usłyszałem czyjś krzyk, ale byłem za bardzo zakopany pod kołdrą i poduszkami, żeby rozpoznać kto to. Wiedziałem tylko, że ktokolwiek to był, będzie rozczarowany, bo byłem zmęczony jak cholera.
- Spierdalaj. - wymamrotałem, zdecydowanie nie w humorze.
Jednak ktokolwiek to był, nie zrozumiał.
- Okej, sam mnie do tego zmuszasz. - powiedział, a po chwili ich głos zniknął, zostawiając mnie w spokoju. Niestety nie potrwał on długo, bo chwilę później poczułem na sobie lodowatą wodę.
- Kurwa mać! - podniosłem się, wycierając twarz. Podniosłem wzrok i zobaczyłem Bruce'a. - Kurwa, o co chodzi? - warknąłem.
- O mój Boże! - pisnęła Kayla, również siadając, opatulając się kołdrą, żeby przykryć piersi. – O co ci chodzi, Bruce?! - zawołała piskliwym głosem.
Przysięgam, jeśli nie byłbym tak zmęczony i zirytowany, przywaliłbym mu prosto w twarz. Gnojek ma szczęście, że jestem nago i nie mam nastroju do bójki.
- Powiedziałem, żebyś wstał Bieber, ale mnie nie posłuchałeś. - wzruszył ramionami, trzymając w ręku puste wiadro.
- Jezu, chłopie! Jestem kurewsko zmęczony. - gwałtownie przebiegłem palcami po swoich włosach, po czym potarłem twarz. - Prawie wcale nie spałem.
- A czyja to wina? - spytał, ale nie dał mi nawet szansy odpowiedzieć, bo znów zaczął mówić. - Twoja - pokazał na mnie palcem. - To nie moja wina, że postanowiłeś spędzić cały dzień zabawiając się z tą dziewczyną, jakkolwiek ma na imię, a potem przyszedłeś się z nią pieprzyć. - machnął ręką w kierunku Kayli.
- Ciągle się prujesz o to gówno? - jęknąłem, masując skronie. - Serio, to nie jest jakaś wielka sprawa. Pogódź się z tym. - warknąłem.
- Jaka dziewczyna? - Kayla spojrzała na mnie, potem na Bruce, po czym znów na mnie.
Wywróciłem oczami, w duchu przeklinając Bruce'a. Spojrzałem na niego wzrokiem mówiącym przysięgam-że-cię-za-to-zabiję.
On tylko wzruszył ramionami.
- Nie ważne, ubierz się i idź. Nie chcę, żebyś musiał siedzieć po godzinach. Mamy dzisiaj trochę do załatwienia. - spojrzał na mnie, po czym wyszedł z pokoju.
- O czym on mówił? - spytała Kalya, gdy tylko opuścił pomieszczenie.
Wstałem, zakładając na siebie bokserki.
- O niczym. - chwyciłem swoje ubrania, gotowy do wyjścia.
- Kłamiesz. - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- I co z tego? - warknąłem, odwracając się w jej kierunku. - To nie twój pieprzony interes! - syknąłem, po czym otworzyłem drzwi i wyszedłem.
Zaszedłem do swojego pokoju, gdzie wybrałem ciuchy i czyste bokserki, a następnie wszedłem do łazienki.
Po wzięciu prysznica i wykonaniu wszystkich porannych czynności, opuściłem pokój i zbiegłem po schodach. Biorąc swoje klucze z haczyka, bez słowa wyszedłem i skierowałem się w stronę samochodu.
Kiedy już siedziałem w środku, odpaliłem go i ruszyłem do szkoły. Już miałem wyjeżdżać przez przednie wejście, gdy telefon zawibrował mi w kieszeni. Wyciągając go, przesunąłem palcem po ekranie, aby go odblokować.
Od: Bruce
Nie zapomnij. Dzisiaj. Po szkole. Spotkanie.
Wystukałem krótką odpowiedz, mówiąc, że tam będę, po czym schowałem komórkę do kieszeni i wjechałem na szkolny parking.
Gdy zaparkowałem na swoim stałym miejscu, wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki i wyszedłem, zamykając za sobą drzwi. Zablokowując je, ruszyłem w kierunku szkoły, ignorując spojrzenia i szepty wokół siebie, chcąc, żeby ten dzień się już skończył.
Po kilku minutach chodzenia, zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli biec do klas, nie chcąc się spóźnić. Wywróciłem oczami. Cipy.
Kilka innych dzieciaków opierało się o swoje szafki i ze sobą rozmawiało, celowo chcąc się spóźnić. Cicho się zaśmiałem. Amatorzy.
Kiedy miałem zamiar skręcić w boczny korytarz, zauważyłem długie, brązowe włosy, należące do nikogo innego jak Kelsey Jones.
Zobaczyłem, jak przytula jakąś dziewczynę na pożegnanie, po czym obie poszły w swoje strony. Podniosłem brew, przyswajając to wszystko. Kimkolwiek była ta dziewczyna obok Kelsey, była cholernie seksowna.
Zdecydowanie bym ją przeleciał.
Zauważając, że Kelsey idzie w stronę korytarza, na którym się znajdowałem, łobuzersko się uśmiechnąłem, po czym schowałem za rogiem, czekając aż obok mnie przejdzie.
Gdy już miała skręcić w korytarze naprzeciw, chwyciłem ją, pociągając w swoją stronę, po czym popchnąłem na ścianę.
- Tęskniłaś? - łobuzersko się uśmiechnąłem.
Kelsey's POV
- Co ty tu robisz, Justin? - syknęłam, rozglądając się wokół na wypadek, gdyby ktoś przechodził obok. Ostatnim, czego potrzebowałam były kłopoty z dyrektorem, bo nie było mnie w klasie.
- Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie. - łobuzerski uśmiech na jego ustach zrobił się jeszcze większy, gdy spojrzał na mnie tymi dużymi, brązowymi, intrygującymi oczami. Były takie niesamowite... Naprawdę musi, przestać to robić.
- A powinnam za tobą tęsknić? - przestałam gorączkowo spoglądać we wszystkie strony, pozwalając swoim oczom spotkać jego.
- Ałć, skarbie! - Justin przycisnął dłoń do swojej klatki piersiowej. - To bolało. - sztucznie wydął swoją dolną wargę, chcąc wyglądać na smutnego, ale oboje wiedzieliśmy, że była to całkowita bzdura.
Wywróciłam oczami.
- Tak, tak, jestem pewna, że tak było.
- Ktoś ci włożył kij w dupę? - chłopak podniósł brew i cicho się zaśmiał.
Wypuściłam powietrze z płuc.
- Jestem zirytowana i nie spałam zbyt długo w nocy, za co mogę podziękować tobie. - warknęłam, krzyżując ręce na piersi.
Wzruszył ramionami.
- To tak jak ja, ale nie widzisz mnie narzekającego. - zadrwił, po czym pochylił się i przysunął usta do mojego ucha. - Poza tym, nie udawaj, że ci się nie podobało. - jego oddech połaskotał mnie w skórę.
- Co mi się podobało? - przełknęłam ślinę, przygryzając wargę i czując na sobie jego wzrok.
- To, co wydarzyło się zeszłej nocy. - szepnął, delikatnie całując moje ucho, po czym odsunął swoją głowę i wpatrywał się w moje oczy z figlarnym uśmieszkiem na ustach.
Przygryzłam wnętrze policzka, czując jak mój żołądek wywija fikołki. Skłamałabym, mówiąc, że mi się nie podobało, ale nie ma mowy, żebym dała mu tą satysfakcję.
- Cokolwiek pomoże ci spać w nocy, Bieber. - skierowałam się w swoją stronę, wyrywając z jego uścisku.
Chłopak chwycił mnie za przedramię i przyciągnął z powrotem.
- Myślisz, że w to uwierzę? - spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
- Tak. - przytaknęłam. - Tak myślę. - zerknęłam na niego, po czym przeniosłam wzrok na jego dłoń na mojej ręce. - Więc, jeśli nie masz nic przeciwko, muszę iść do klasy.
Zignorował mnie.
- Nie podobał ci się sposób w jaki... – przerwał. - Całowałem twoją szyję? - oblizał usta, po czym trącił nosem moją szyję i zanim zdążyłam go powstrzymać, zaczął ją przygryzać, ssać i lizać.
Powstrzymałam jęk i chrząknęłam, przyciskając dłonie do jego klatki piersiowej.
- N-nie. - udało mi się go odepchnąć.
Kontynuował ignorowanie mnie, ponownie się przybliżając.
- Ani to, jak mój język ocierał się o twój? - przygryzł dolną wargę.
Moje źrenice się rozszerzyły, wiedząc co się teraz stanie, ale zanim miałam okazję poskładać do kupy to co się działo, Justin chwycił mnie za tył głowy i łapczywie wpił się w moje usta. Czubkiem języka przejechał pomiędzy moimi wargami, chcąc dostać się do środka, ale trzymałam je zamknięte. Gdy to zauważył, wolną ręką zjechał na moje pośladki i lekko je ścisnął, sprawiając że gwałtownie zaczerpnęłam powietrza. Wykorzystując okazję, wślizgnął swój język do moich ust i przejechał nim po moim.
Jęknęłam, odwzajemniając pieszczotę, po czym odwróciłam głowę, przerywając pocałunek. Ciężko oddychając, przygryzłam dolną wargę.
Jezus! Ten dzieciak wie, jak działać szybko.
Gwałtownie się od niego odsunęłam.
- O co ci chodzi, Justin? - warknęłam, wycierając usta.
Rozbawiony na mnie spojrzał.
- Tylko udowadniam swoją rację, skarbie. Podobało ci się i nie byłbym zaskoczony, jeśli chciałabyś to kontynuować. - poprawił kołnierzyk swojej skórzanej kurtki. - Ale mam lekcje, więc jeśli chcesz, to możemy pojechać do mnie albo jeśli lubisz perwersję, możemy to zrobić na tyłach mojego samochodu. - łobuzersko się uśmiechnął.
Spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
- Na kogo ja ci wyglądam? Na dziwkę?
Wzruszył ramionami.
- Skąd mam wiedzieć, co robisz w wolnym czasie? - włożył ręce do kieszeni jeansów, pozwalając swoim kciukom wystawać.
Opadła mi szczęka. Kim on do cholery myśli, że jest?
Nikt tak do mnie nie mówi. Nie obchodzi mnie czy jest Prezydentem Stanów Zjednoczonych czy Johnny'm Deppem.
Jestem człowiekiem tak, jak wszyscy inni na tym pieprzonym świecie.
- Zatrzymaj się na sekundę, Bieber! - zmrużyłam oczy, podchodząc do niego. - Mogliśmy się razem trochę pobawić, ale nigdy nie wykroczyło to poza całowanie, więc możesz zabrać swoje wielkie ego, wredne i obrzydliwe komentarze oraz bipolarną psychikę gdzie indziej, bo nie jestem w nastroju na ciebie i twoje gierki. Mogę być wieloma rzeczami, ale na pewno nie jestem dziwką! - warknęłam, przyciskając wskazujący palec do jego klatki piersiowej. - Rozumiemy się? - podniosłam brew, przechylając głowę na bok.
Stał tam oszołomiony.
Spojrzałam na niego jeszcze raz, po czym zadrwiłam i pokręciłam głową.
- Remis Bieber! - pokazałam w jego stronę dwa palce jako pożegnanie, po czym się odwróciłam i odeszłam.
Tak się dzieje, kiedy zadzierasz z Kelsey Anne Jones.

~~

Witam, cześć i czołem! Z przykrością muszę oznajmić, że rozdziały będą się pojawiały co DWA dni, a nie codziennie. Dlaczego? Cóż, szkoła znów trwa, mało jestem w domu i nie miałabym czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie :)