czwartek, 7 lutego 2013

Thirty Six.

Przez sposób, w jaki Justin odezwał się do Kayli byłam niemal pewna, że dziewczyna wyjdzie, ale, ku mojemu zdziwieniu, została.
-Słyszałam co ci się stało - weszła do pokoju w wysoko podniesioną głową i figlarnym uśmieszkiem na czerwonych ustach. - Szkoda, że nie umarłeś - zakpiła.
Podniosłam brwi. Kim jej się do cholery zdawało, że była?
Rysy chłopaka zrobiły się ostrzejsze.
-Spierdalaj, zanim...
-Zanim co? - warknęła. - Hmm? - przekrzywiła głowę.
-Zabiję cię - warknął z jadem w głosie.
Przygryzłam wargę wiedząc, że był do tego zdolny. Dobrze wiedziałam, że nie miał oporów przed skrzywdzeniem dziewczyny psychicznie ani fizycznie - nie uderzył mnie, ale przyciskał do ściany i już to cholernie bolało.
Sądziłam, że Kayla odejdzie, ale zamiast tego zaśmiała się, na co Justin zacisnął szczękę.
-Co jest tak kurewsko zabawne? - syknął.
Dziewczyna z łobuzerskim uśmieszkiem pokręciła głową.
-To, że składasz puste obietnice. Szkoda, że myślisz, że naprawdę w nie wierzę.
-Nie znasz mnie - warknął.
-Oh, ależ znam - złośliwie się uśmiechnęła, a mi zacisnął się żołądek. - I wiem, że nie położyłbyś na mnie ręki.
Justin tylko podniósł brew i łobuzersko się uśmiechnął.
-Zgaduj dalej, suko. Jak na kogoś, kto tak dobrze mnie zna, nie wiesz do czego jestem zdolny.
-Zapominasz o wielu rzeczach, Bieber. Nie zdziwiłoby mnie jeśli zapomniałeś ile razy mi groziłeś, ale nic z tego nie wyszło.
Tym razem Justin się zaśmiał.
-Oczywiście, że nie. Jesteś głupia? Potrzebuję cię do swoich celów. Jak mógłbym coś takiego wyrzucić? - uśmiechnął się.
Trafił w czuły punkt, bo jej twarz momentalnie skamieniała, a z jej ust wydobyło się warknięcie.
-Smaż się w piekle, Bieber.
-Spotkamy się tam, skarbie - puścił jej oczko.
Skrzywiłam się, słysząc jak ją nazwał, a moje całe ciało przepełniła zazdrość.
Kayla patrzyła na niego z obrzydzeniem.
-Marnuję na ciebie życie.
-A ty mój czas. Wypierdalaj stąd, Kayla!
-Z przyjemnością - warknęła.
-Nie uderz w drzwi - zaśmiał się cicho.
Dziewczyna od razu się odwróciła, na co oboje wywróciliśmy oczami.
Dlaczego nie mogła już skończyć? Zaczęła działać mi jej na nerwy, a ledwo ją znałam.
-Jeszcze jedno - podniosła palec.
-Co? -warknął Justin.
-Nie mówię do ciebie - przeleciała po nim wzrokiem, po czym spojrzała prosto na mnie. - Mówię do twojej seks zabawki.
Rozszerzyły mi się źrenice.
-Nie mów tak na nią - warknął.
Kayla tylko go zignorowała i do mnie podeszła.
-Uczciwie ostrzegam, używa cię do jednej i tylko jednej rzeczy. Nie obchodzisz go ty ani twoje uczucia. Interesuje go tylko co kryje się pod tymi ubraniami. Szkoda, że zdążył zobaczyć już połowę.
Zarumieniłam się, zażenowana, że patrzyła na mój odkryty tors.
-Nie mieszaj jej w to - zagroził Justin.
-Pierdol się.
-Nie - pokręcił głową. - Byłem, widziałem, robiłem - łobuzersko się uśmiechnął. - Nic specjalnego.
Zmarszczyłam brwi. Co to miało znaczyć?
Patrząc na niego stanęła prosto, pokazując, że ma gdzieś jego słowa, chociaż było widać, że ją trafiły. Zerkając na niego po raz ostatni, odwróciła się na piętach i wyszła, trzaskając za sobą drzwiami.
-Co się do cholery właśnie stało? - wymamrotałam po kilku sekundach ciszy.
-Nic, po prostu ją ignoruj. Kłamie - zapewnił, lekko mnie całując i gładzą kciukiem po policzku.
Przygryzłam wargę.
-A tak poza tym kto to był? Znaczy... kim ona dokładnie jest?
Justin potrząsnął głową.
-Nikim ważnym.
Poczułam, że zaciska mi się żołądek. Wiedziałam, że coś ukrywa i zabijało mnie to, że znów zaczyna mnie okłamywać. Akurat wtedy, gdy wszystko zaczynało się układać.
Kładąc mu dłonie na torsie, zepchnęłam go z siebie i usiadłam.
-Co ty robisz? - spytał.
-Skończyliśmy już z kłamstwami i obiecaliśmy, że nie będzie między nami sekretów, a ty i tak znów to robisz - wzięłam wdech, rozczarowana kręcąc głową.
Chciałam, żeby było dobrze, ale jak wszystko może być okej, jeśli coś wciąż nie gra?
-Nie kłamię - mruknął.  - Przysięgam, że ona jest nikim.
-Nikt - robiłam w powietrzu cudzysłów - od tak wchodzi do twojego pokoju i życzy ci śmierci - wywróciłam oczami, krzyżując ręce na piersi.
-Robi to szalona suka, bo właśnie tym ona jest - pojebaną dziwką - pokiwał głową.
Westchnęłam, chwytając swoją bluzkę z podłogi i wkładając ją przez głowę.
-Kelsey...
-Nie - podniosłam dłoń. - Dlaczego chociaż raz nie możesz być ze mną szczery, bez wachania się i dawania mi prostych, chcę-łatwo-się-z-tego-wyplątać, odpowiedzi!
-Mówię ci prawdę! - krzyknął desperacko, mierzwiąc palcami włosy i ciągnąc za końce. - Cholera, Kelsey... -wymamrotał.
Wzięłam gł eboki wdech, patrząc na niego ze smutkiem.
Drapiąc się po karku, opuścił ramiona.
-Dobra, chcesz wiedzieć kim ona jest?
Pokiwałam głową.
-Proszę.
Westchnął, puszczając ręce luźno.
-Okej, powiem ci.
Przygryzłam wargę, czekając na odpowiedź.
-Jest częścią grupy.

Justin's POV

Kelsey pytająco podniosła brwi.
W obronie podniosłem obie ręce.
-To tyle. Jest zła, że nigdy nie będzie niczym więcej niż dziewczynką na posyłki. Wkurzyło ją też to, że ją oszukałem, zabierając przesyłkę. Który, zanim spytasz, trzymała dlatego, że jest suką - wywróciłem oczami, przypominając sobą jaką była idiotką.
Kelsey długo na mnie patrzyła, a ja robiłem to samo, pokazując, że byłem szczery, pomijając, że zapomniałem wspomnieć o wcześniejszych spotkaniach z Kaylą.
Siedziała nadąsana, myśląc nad moimi słowami, po czym powoli pokiwała głową.
-Okej - oblizała usta, patrząc mi w oczy. - Wierzę ci.
Uśmiechnąłem się.
-Dziękuję.
Lekko się zaśmiała.
-Nie ma za co?
Z uśmiechem do niej podszedłem.
-Jesteś taka urocza, kiedy się denerwujesz - poruszałem brwiami, wywołując u niej śmiech.
-Głupek.
-Nie - pokręciłem głową. - Jestem na to zbyt cool.
Z łobuzerskim uśmiechem przechyliła głowę na bok.
-Czy ty właśnie powiedziałeś cool?
Przytkanąłem, specjalnie napinając przed nią mięśnie.
-Owszem, masz z tym jakiś problem, skarbie?
Pokiwała głową, po czym lekko się skrzywiła, na co zrobiłem to samo.
-Coś się stało?
-Powiedziałeś do mnie skarbie.
Zmarszczyłem brwi.
-Więc? Zawsze cię tak nazywam. Jesteś moją dziewczyną.
Potrząsnęła głową.
-To już nie to samo.
-Co masz na myśli?
-Nazwałeś tak Kaylę...
Otworzyłem usta, żeby zaprzeczyć, ale po chwili znów zamknąłem, przypominając sobie do czego nawiązuje i mojej kłótni z Kaylą.
-Skarbie, powiedziałem tak tylko, żeby ją zdenerwować. To nic nie znaczyło.
Kelsey moment nad tym myślała, po czym wypuściła długie 'oooohhh', na co się zaśmiałem.
Oplotłem ją rękami, przysuwając bliżej.
-Jesteś taka urocza.
Pokręciła głową, obejmując mnie w pasie.
-Zdecydowanie nie jestem urocza.
Pokiwałem głową.
-Jesteś.
-Nie.
-Tak.
Wydęła usta.
-Nie chcę być urocza.
Na mojej twarzy pojawiło się rozbawienie.
-Więc jaka chcesz być?
Udawała, że nad tym myśli, bo czym subtelnie się uśmiechnęła.
-Chcę być seksowna.
Z cichym jękiem oblizałem usta.
-Uwierz mi, skarbie. Słowo seksowna nawet w połowie cię nie opisuje - łobuzersko się uśmiechnąłem i chwyciłem jej dolną wargę w zęby, delikatnie ciągnąc, po czym ją pocałowałem.
Jęknęła, na co chwyciłem ją za biodra. Nie byłem w stanie opisać jak gorąca była. Zawsze, gdy byłem blisko niej, zaczynałem tracić kontrolę.
Prowadząc ją tyłem w kierunku łóżka, chwyciłem jej bluzkę, zdjąłem i rzuciłem gdzieś na bok, a następnie ponownie złączyłem nasze usta.
Tym razem to się tu nie skończy. Chciałem pójść nieco dalej.
Położyłem ją na łóżku, a siebie na niej, starając się, żeby było jej wygodnie. Przesuwałem dłońmi po każdym centymetrze jej ciała, chcąc odsłonić je dla moich chciwych oczu.
Zjeżdżając ustami na jej szyję, zacząłem ją lekko ssać, po czym przeniosłem się na jej klatkę piersiową, gdzie zacząłem składać mokre pocałunki, na co dziewczyna niekontrolowanie jęknęła.
Wślizgnąłem rękę na jej plecy, do zapięcia stanika. Jednym ruchem go rozpiąłem, a on spadł jej z ramion.
Spojrzałem jej w oczy, upewniając się, że jest okej. Kiedy przygryzła wargę i przytaknęła w oczekiwaniu, złączyłem nasze usta, szepcząc jednocześnie słowa pełne zachęty.
-Jesteś taka piękna - wymamrotałem, zdejmując jej stanik i odsłaniając tors.
Przygryzłem wargę, nie będąc w stanie się dłużej kontrolować. Chwyciłem w usta jeden z jej sutków, na co dziewczyna wygięła plecy w łuk, a z jej ust wydobył się głośny jęk.
Złapałem jej drugą pierś, chcąc ją zadowolić, co wychodziło mi bardzo dobrze, wnioskując po tym, jak często krzyczała moje imię.
-Justin... - szepnęła, gwałtownie łapiąc powietrze, czując na sobie mój język. Zmierzwiła mi włosy i pociągnęła za końce, na co jęknąłem.
Oderwałem się i zacząłem poświęcać tyle samo uwagi drugiej piersi.
Przewracając nas, Kelsey odsunęła moją głowę od swojego torsu i siadła mi między nogami.
Przygryzłem wargę, instynktownie kładąc ręce na jej biodrach.
-Zrób coś, kochanie - jęknąłem.
Nie musiała nawet się zastanawiać. Zaczęła ruszać biodrami, na co odrzuciłem głowę w tył.
-Jezu Chryste - wymamrotałem widząc, że Kelsey ruszała się coraz szybciej, a jej piersi w tym samym rytmie, przez co mój penis był już twardy.
Zacząłem kręcić jej biodrami i jęknąłem, czując jak jej ciało ociera się o moje.
Po chwili zaczęła nierówno oddychać i wiedziałem, że zaraz dojdzie.
-Chcesz, żebym nas obrócił i skończył za ciebie? - szepnąłem.
Kelsey pokręciła głową i złączyła nasze usta.
Jęknąłem. Kochałem, gdy dziewczyna wiedziała czego chce, a Kelsey ocierała się o mnie z taką pewnością i chcicą, że czułem coraz bardziej rosnące podniecenie.
-Kurwa, kochanie, trochę szybciej. Jeszcze chwila - szepnąłem.
Kiwając głową, zaczęła ciężko oddychać tuż przy mojej szyi i kontynuowała ruchy przy moim kroczu, wbijając mi paznokcie w ramiona.
-Kelsey - jęknąłem.
-Justin... - szepnęła. - O... mój... Boże... - krzyknęła, dochodząc w tym samym momencie co ja. Opadła na mnie jednocześnie zaskoczona i dumna z tego, co zrobiła.
Odwracając nas, odgarnąłem jej włosy z twarzy.
-Byłaś niesamowita, kochanie... - musnąłem jej usta. - Naprawdę niesamowira.... - ponownie złączyłem nasze usta.

Kelsey's POV

Czy właśnie zrobiłam to, co myślę, czy tylko mi się wydaje?
Kiedy Justin mnie objął, przysuwając bliżej, wiedziałam, że to działo się naprawdę.
Nie myślałam, że to co się wydarzyło się... cóż... wydarzy, ale część mnie się z tego cieszyła. Wiedziałam, że nigdy nie chciałam niczego przyśpieszać, ale robienie małych kroczków było dobre dla naszego związku.
W przeciwieństwie do słów Kayli, Justin nie odszedł. Nie powiedział, że już ze mną skończył lub że dostał czego chciał.
Mimo, że nie uprawialiśmy seksu - ale byliśmy cholernie blisko - pokazał, że jest tu dla mnie i Kayla była taka, jak opisał ją Justin - kłamliwa, a mój lęk zniknął. Uśmiechnęłam się, czując usta chłopaka na czole i podniosłam brodę, aby go pocałować. Zanim zdążyłam się powstrzymać, z moich ust wyleciały dwa słowa, których się nie spodziewałam.
-Kocham cię.
Justin był zaskoczony i spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami, a ja natychmiast pożałowałam, że się odezwałam.
-Ja, uhm, przepraszam. Nie chciałam... - Justin mi przerwał, łącząc nasze wargi.
Z uśmiechem się ode mnie oderwał.
-Też cię kocham - pogłaskał mnie po włosach. - I to bardzo.

~~~~

asdfghjkl ♥
awwwwwwwww
omg omg omg
Czy to nie było najsłodsze na świecie? <3
PS Ha! Mówiłam, że nie będzie seksu ;)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Thirty Five.

Ścisnął mi się żołądek.
-Kto do cholery chciałby cię zabić? - spytałam zszokowana.
To było głupie pytanie, co uświadomiłam sobie gdy tylko otworzyłam usta.
Naturalnie, że isnieją ludzie chcący go zabić. Przecież ma wrogów. Mentalnie wywróciłam oczami.
-Czy to nie oczywiste? - zakpił Justin kręcąc głową, ze złością w głosie i oczach. Ten złoty, miodowo brązowy stopniowo ciemniał, zastępując niewinność nienawiścią.
Wpatrywałam się w niego, chcąc żeby kontynuował. Dużo ludzi źle mu życzyło. Skąd miałam wiedzieć, o którego chodzi?
-To był Luke - warknął z obrzydzeniem, a na jego twarzy pojawił się wstręt.
Zadrżałam słysząc to imię, nie chcąc przypominać sobie wszystkiego, co mi zrobił, ale musiałam spytać...
-Dlaczego Luke próbowałby cię zabić?
Justin zaśmiał się ochryple, kręcąc głową.
-A czemu nie? - przeniósł wzrok z resztek samochodu na mnie.
Wzruszyłam ramionami.
-Nie wiem.
-Nie bądź naiwna, Kelsey - oblizał usta patrząc mi w oczy.
-Nie jestem.
-Jesteś - odwrócił wzrok. - Ma wiele powodów, żeby chcieć mnie martwego.
-Ale dlaczego...
-Bo uciekliśmy - ponownie na mnie zerknął. - Nie rozumiesz?
Powoli pokręciłam głową.
Westchnął, zacinął oczy, po czym znów je otworzył.
-Uciekliśmy, wyszliśmy nie patrząc się za siebie. Chciał mojej śmierci, chciał żebym - poprawka - żebyś ty zniknęła.
Szerzej otworzyłam oczy.
-Ja? Dlaczego?
-Bo wiedział, ile dla mnie znaczysz - szepnął, będąc myślami gdzie indziej. - Wiedział, że jeśli cię porwie i urządzi piekło, to mnie tym trafi. Zabicie cię byłoby idealną zemstą - odchrząknął. - Oszalałbym, jeśli byś zginęła, co uczyniłoby mnie dla niego łatwym celem.
Pokiwałam głową, rozumiejąc i przyjmując to wszystko do siebie. Poczułam mocniejsze bicie serca, gdy powiedział, że mu na mnie zależy, ale jednocześnie coś mnie w nim ścinęło, na myśl o naszej śmierci.
-Pojawiając się, zniszczyłem jego plan. Nie podobało mi się to, a gdy wyszliśmy ramię w ramię, wkurzył się jeszcze bardziej, bo mimo kilku ran oboje byliśmy bezpieczni - przerwał. - On chce zemsty, Kelsey - westchnął gorzko. - I nie przestanie, dopóki jej nie dostanie.
Przygryzłam wargę.
-Nie rozumiem, dlaczego to robi, skoro pozwoliłeś mu żyć...
Justin zaśmiał się bez kszty humoru.
-Jest popierdolony, Kels - spojrzał na swoje dłonie. - Chcę, żeby mnie tu nie było.
-I tak nie wiem, jak to się zaczęło. To znaczy, czemu miałby to robić, skoro wciąż oddycha i wszystko z nim w porządku? Strzeliłeś go w nogę, ale wciąż oddycha...
-Nie zrozumiesz.
Zmarszczyłam brwi.
-Zrozumiem. Musisz mi tylko wytłu...
Justin potrząsnął głową.
-Już o tak za dużo ci powiedziałem.
-Ale Justin...
-Nie - powiedział głośno i wyraźnie. - Wystarczy.
Dałam sobie spokój, nie chcąc się znów kłócić.
Wyjął z kieszeni telefon, na co zmarszczyłam brwi.
-Do kogo dzwonisz?
Justin podniósł w górę palec, żeby mnie uciszyć, przykładając jednocześnie swojego iPhone do ucha.
Nic nie mówiłam, wpatrując się w niego.
-Siema... tak, jest okej... słuchaj, musisz przyjechać i mnie zabrać... nie, nie zerwałem się... planowałem wrócić... kurwa, przyjedziesz czy nie?!... jak to nie?... żartujesz sobie? prawie kurwa zginąłem... nie kłamię!... tak myślałem... jestem na rogu Jeffersona i Hilla... okej, okej... do zobaczenia - rozłączył się.
-Kto to był?
-John.
Imię brzmiało nieco znajomo i wreszcie zrozumiałam dlaczego. John był jednym ze znajomych Justina. Pojawił się, gdy mnie porwano/
-Co powiedział?
-Przyjedzie po nas.
-Powiedziałeś mu, co się stało?
-Tak.
Przygryzłam wargę. Dlaczego nagle zachowywał się tak dziwnie? Westchnęłam. Faceci.
Po kilku minutach siedzenia pojawił się samochód, a Justin wstał, podając mi rękę.
Chwyciłam ją, a chłopak mnie podniósł.
Jęknęłam, gdy mój tyłek i plecy dały zabolały.
-Wszystko w porządku? - spytał z troską.
Przytaknęłam.
-Jestem tylko obolała. Upadłam z dużą siłą.
Pokiwał głową, obejmując mnie w pasie i prowadząc do samochodu. Kiedy już byłam w środku, chłopak musnął mój policzek i siadł z przodu.
-Siema - kiwnął głową do, jak sądziłam, Johna.
-Hej - przybili żółwika, po czym wyjechał na drogę.
Przygryzłam wargę, czując się trochę niezręcznie.
-Jak się czujecie? - spytał John, zerkając na Justina, po czym na lusterko boczne.
-Dobrze.
Zacisnął usta.
Justin siedział cicho, nie odzywając się ani razu.
Westchnęłam, opierając się wygodniej, gdy przypomniałam sobie co miałam zrobić.
-Hej, John?
-Hmm? - chyba zaskoczyło go, że się do niego odezwałam.
Zerknęłam na Justina, nie będąc pewna, czy mogę rozmawiać z Johnem. Kiedy chłopak na mnie spojrzał, wiedziałam, że mogę kontynuować.
-Uhm - zaczęłam bawić się palcami, czując na sobie ich wzrok. - Dzięki.
Zmarszczył brwi.
-Za co?
Oblizałam usta.
-Za, no wiesz, pomoc w ratowaniu mnie... wiesz...
Pokiwał głową.
-Nie ma za co - wzruszył ramionami. - Zrobię wszystko dla Justina i ludzi, na którym mu zależy.
Poczułam, że czerwienią mi sie policzki.
-Zamknij się - cicho warknął Justin.
John zaskoczony podniósł brew.
-Jeszcze jej nie powiedziałeś, że ją lubisz?
Poczułam, że robi mi się gorąco. W myślach się uśmiechnęłam.
-Powiedziałem.
-I? - drążył.
-I co? - spytał Justin.
-Jesteście razem czy nie.
Zamarłam, nie wiedząc jak jest. Pewnie, całowaliśmy się i takie tam, ale to nigdy nie było... oficjalne.
Justin wzruszył ramionami, odwracając się do mnie.
-Jesteśmy?
Czy w taki sposób pytał, czy zostanę jego dziewczyną? Przygryzłam wargę, po czym wolno, ale pewnie pokiwałam głową.
Chłopak z uśmiechem się odwrócił.
-Jesteśmy.
-No nareszcie! - krzyknął John.
Zaśmialiśmy się.
Nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu podczas reszty jazdy. Kiedy Justin otworzył przede mną drzwi, delikatnie się uśmiechnęłam.
-Gotowa?
Wyciągnął do mnie rękę.
Pokiwałam głową, chwytając ją, a chłopak pomógł mi wyjść.
Podchodząc do drzwi, czekaliśmy aż John wyjmie klucz i je otworzy.
Weszliśmy do środka i niemal natychmiast zostaliśmy zawaleni pytaniami - cóż, raczej Justin był, ja jedynie stałam z boku.
-Dlaczego do cholery opuściłeś szkołę? Jakim cudem wybuchł twój samochód? Jak się czujesz? Co się stało?
Justin podniósł rękę.
-Woah, Bruce, spokojnie.
-Nie karz mi się kurwa uspokoić. Prawie dziś umarłeś!
Westchnął.
-Wiem, ale wypytywanie mnie w niczym nie pomoże - wytknął.
Bruce westchnął, wiedząc, że chłopak ma rację.
-Okej, ale wciąż mam prawo wiedzieć, co się stało.
-Wiem i wszystko ci powiem. Ale najpierw usiądźmy.
Bruce bez słowa opadł na krzesło, Justin siadł na krześle, sadzając mnie na swoim kolanie, a John tuż obok nas. Zauważyłam, że reszta też tu jest.
-Więc? - zaczął Bruce.
Justin mnie do siebie przycisnął, kładąc brodę na moim ramieniu.
-Pokłóciłem się z Kelsey w szkole i chciałem jej to jakoś wynagrodzić. Zamierzałem ją gdzieś zabrać, co zrobiłem i wszystko było dobrze, kiedy zacząłem się niepokoić. Wiedziałem, że coś jest nie tak, usłyszałem tykanie, ale nie wiedziałem skąd, dopóki nie zerknąłem na radio i tego nie zobaczyłem. Pierdolona bomba odliczająca dwanaście sekund.
Justin oblizał usta.
-Kazałem jej skakać i zrobiliśmy to akurat, gdy samochód wybuchnął...
Przerwał mu cichy śmiech Bruce'a. Justin podniósł brew.
-Co cię tak bawi?
-Przepraszam, ale zauważyłem, że Kelsey zawsze bierze udział w takich chorych sytuacjach.
-Co ty nie powiesz - mruknęłam.
Bruce oparł się o fotel.
-Muszę przyznać, jesteś twarda -  uśmiechnął się. - Bo nikt inny nie wytrzymał tego, co ty. Nawet Jen.

Justin's POV

Poczułam, że Kelsey napięła się, słysząc wzmiankę o Jen i westchnąłem. Kiedy zobaczyłem jej uśmiech, byłem pewien, że jest dobrze, ale nie mogłem odpuścić. Wiedziałem, że muszę porozmawiać z nią o Jen.
Bruce się uśmiechnął.
-Lubię ją.
Na moje usta wszedł łobuzerski uśmieszek.
-Ja też.
Kelsey się zarumieniła, a mój uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Przysunąłem usta do jej ucha.
-Kocham, kiedy się rumienisz.
Jej policzki zrobiły się jeszcze czerwieńsze, na co się zaśmiałem. To zdumiewające, jak na nią działam.
-Okej - Bruce klasnął. - Czas na poważną rozmowę, bo nie odpuszę temu gnojkowi dwukrotnej próby zabicia cię.
-Dwukrotnej? - spytała Kelsey.
-Raz, kiedy mnie dźgnął i drugi dzisiaj - przypomniałem jej.
-Oh - pokiwała głową.
-To co robimy? - spytał Bruce.
Wzmocniłem uścisk.
-To, co planowaliśmy. Rozstrzelamy ich.
Bruce pokiwał głową.
-Wysadzamy magazyn?
-Tak - powiedziałem. - Pokażemy kretynowi z kim zadziera i że nie wygra, próbując się mnie pozbyć. Będzie musiał zrobić więcej, niż wysadzanie mojego samochodu.
Bruce zaczął omawiać szczegóły z resztą. Wiedziałem, co się stanie i byłem gotowy.
-Kiedy atakujemy? - spojrzał na mnie.
Nawet nie musiałem się zastanawiać.
-Dzisaj.
-Nie - potrząsnął głową.
-Bo? - zmarszczyłem brwi. - Ten gnojek próbował mnie zabić!
-Bo będzie na nas czekał, Bieber. Wie, że po niego przyjdziemy. Nie jest głupi. Wie, że gdy cię zdenerwuje, nie będziesz myślał trzeźwo i zrobisz to, co powiedziałeś. Musimy zaatakować, gdy nie będzie się tego spodziewał.
Pokiwałem głową, zgadzając się z jego słowami.
-Okej, więc kiedy?

Kelsey's POV

Słuchanie, jak planują strzelaninę było dziwne. Nie byłam do czegoś takiego przyzwyczajona, ale cieszyło mnie, że pozwolili mi tu być. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu wiedząc, że ufają mi na tyle, żebym poznała ich plany. Justin powiedział, że miałam prawo wiedzieć, bo byłam tego częścią. Pewnie miał rację, ale wiedziałam, że to jego wojna, a ja jedynie stałam z boku.
-Wszystko okej? - spytał, gdy wchodziliśmy po schodach do jego pokoju.
-Tak, jestem tylko trochę zmęczona.
-Dużo się wydarzyło - lekko ścinął moje ramiona.
-Racja - zachichotałam.
Cicho się zaśmiał, całując mnie w policzek.
-Jesteś bardzo silna, kochanie, wiesz o tym?
Słabo się uśmiechnęłam.
-Nie bardzo.
Potrząsnął głową.
-Nie, skarbie, jesteś.
Wzruszyłam ramionami.
-Pewnie tak.
-Przyjmujesz wszystko, co się wydarzyło i nie robisz z tego afery. Nie zaczęłaś się awanturować, nie narzekałaś. Wzięłaś to na klatę jak facet, chociaż ci do niego daleko - zaśmiał się. - Jestem z ciebie dumny.
Przygryzłam wargę, powstrzymując uśmiech pochwalonego dziecka.
-Dziękuję - szepnęłam.
Zamknął drzwi nogą i szedł tuż za mną, trzymając dłonie na moich ramionach.
-Nie ma za co, kochanie.
Uśmiechnęłam się, słysząc, jak mnie nazwał.
-Chcesz się ze mną położyć? - spytał, na co się do niego odwróciłam.
-O tak.
Zaśmiał się z mojej odpowiedzi, prowadząc do łóżka. Po chwili uderzyłam o nie tyłem kolan i spadłam na tyłek. Położyłam się na wygodnych poduszkach Justina.
Chłopak położył się obok, gdy zrobiłam dla niego trochę miejsca.
Objął mnie, a ja wtuliłam się w niego jak dziecko w misia, oplatając go rękami w pasie i kładąc mu głowę na torsie.
Poczułam, że bawi się moimi włosami i uśmiechnęłam się przez to, jak uroczy byliśmy.
-Kelsey? - szepnął.
-Hmm?
-Wiesz, że mi na tobie zależy, prawda?
-Oczywiście.
-I nie chcę, żebyśmy mieli przed sobą tajemnice.
Przygryzłam wargę, zastanawiając się dokąd zmierza.
-Ja też nie - odpowiedziałam szczerze.
-Dlatego chcę być z tobą szczery... zaczynając od Jen.
Zdrętwiałam na jej imię.
Zauważając to, chłopak pogłaskał mnie po ramieniu.
-Nie martw się, kochanie. Po prostu posłuchaj - poprosił.
-Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz - szepnęłam.
-Ale chcę.
Pokiwałam głową.
Biorąc głęboki wdech, zaczął mówić.
-W zeszłym roku ja i Jen byliśmy razem i wszystko było świetnie. Kochałem ją i sądziłem, że ona kocha mnie...
Przygryzłam wargę, czując ukłucie zazdrości na myśl, że Justin może kochać kogoś oprócz mnie.
Mimo, że nie powiedział mi jeszcze tych słów.
Spojrzałam na niego, wodząc palcem po jego szczęce.
-Aż dowiedziałem się, że cały czas mnie okłamywała. Widzisz, Jen wciąż miała wymówkę, dlaczego nie mogła spędzić ze mną czasu, a gdy byliśmy razem - dlaczego musiała wyjść. Najpierw niczego nie podejrzewałem, bo jej ufałem, ale to zaczęło być irytujące. Nie mogłem znieść, że codziennie mnie spławia, więc któregoś dnia zacząłem ją śledzić. Tylko, żeby sprawdzić o co chodzi.
Pokiwałam głową, rysując na jego skórze serca.
-Wyszło na to, że nie robiła nic nadzwyczajnego, więc przestałem, czując się głupio, że ją o cokolwiek podejrzewałem, aż następnego dnia powiedziano mi, że zaginęła. Zacząłem panikować, nie wiedząc kto ją zabrał, ani czemu miałby to zrobić. Zacząłem ją szukać i znalazłem przywiązaną do krzesła w magazynie, z zaklejonymi ustami. Chciałem ją uratować, gdy poczułem pistolet przy twarzy.
Skrzywiłam się, głaszcząc go po szyi. Gdy to zrobiłam, nieco się uspokoił.
-Okazało się, że zabrał ją Luke. Nie mogłem w to uwierzyć i chciałem ją uratować. Powiedziałem, że na to nie zasługiwała i jeśli chciał kogoś skrzywdzić, powinien skrzywdzić mnie. Powiedział, że na to za późno. Próbowałem się jakoś dogadać, ale był nieugięty. Miał w oczach nienawiść i chciał zemsty. Za co? Nie miałem pojęcia.
-Powiedziałem, że to było idiotyczne i że powinien już skończyć, ale odparł, że nie może, dopóki mi czegoś nie powie. Nie rozumiałem, dopóki nie zobaczyłem szeroko otwartych oczu Jen i wiedziałem, że coś jest na rzeczy. Luke podszedł, zdjął jej taśmę z ust i ją pocałował. Myślałem, że zacznie krzyczeć i się wyrywać, ale zrobiła coś niespodziewanego... oddała pocałunek.
Moje źrenice się rozszerzyły.
-Poczułem się zdradzony, obrzydzony... nic nie warty. Nie mogłem uwierzyć, że moja dziewczyna widywała się z wrogiem. Luke powiedział, że spotykali się z Jen od miesięcy. Za moimi plecami. Byłem za głupi, żeby to zobaczyć, a wtedy powiedział mi coś, czego nigdy bym się nie spodziewał. Oznajmił, że była w ciąży... ale to nie było moje dziecko.
Zacisnęłam usta, nie chcąc pozwolić emocjom wyjść na wierzch, chcąc dać Justinowi skończyć.
-Było Luke'a - objął mnie jeszcze mocniej, zaciskając szczękę.
Lekko ścisnęłam jego prawą dłoń, mówiąc, że tu jestem i wszystko będzie dobrze.
-Czułem się, jakby ktoś mnie spoliczkował i postrzelił. Miałem wrażenie, że jestem gdzie idziej, że już nie stoję w tym magazynie. Jakby ktoś mnie stamtąd zabrał i postawił gdzie indziej. Myślałem, że to tylko głupi sen i chciałem, żeby tak było, ale to działo się naprawdę: moja dziewczyna spotykała się z moim wrogiem i była z nim w ciąży.
Przełknęłam ślinę zalegającą mi w gardle, czując ukłucie w sercu. Takie, jak u Justina.
Zaczęłam czuć jego ból.
-Byłem wściekły i zraniony. Próbowała się z tego wykręcić, przeprosić, ale nie chciałem jej słuchać. Chwilę później jej ręce były odwiązane, a ja opuściłem pokój i zacząłem biec po schodach. Była tuż za mną, złapała mnie za rękę, a ja, zdenerwowany, gwałtownie ją odepchnąłem, przez co straciła równowagę... - zobaczyłam, że zaszkliły mu się oczy.
-Spadła ze schodów... zabrali ją do lekarza, gdzie dowiedziała się, że straciła dziecko.
Przygryzłam wargę, powstrzymując się przed gwałtownym wzięciem oddechu.
-Nie mogłem sobie tego wybaczyć. Nienawidziłem jej, za doprowadzenie mnie do takiego stanu, ale jeszcze bardziej nienawidziłem siebie za zrobienie tego. Czy ją nienawidziłem? Tak. Czy chciałem, żeby coś takiego się stało? Zdecydowanie nie. Mimo wszystko, Jen mi wybaczyła i chciała do mnie wrócić. Próbowała mnie przekonać, żebym dał jej drugą szansę, ale nie mogłem tego zrobić i od tego czasu Luke próbował mi coś zrobić. Chciał, żebym poczuł jego 'ból'. Nienawidził tego, że nawet po tym, kiedy się dowiedziałem, Jen i tak wybrała mnie. Wiedział, że wolała mnie od niego mimo, że wiele razy mnie oszukała i zabijało go to od środka.
I wtedy wszystko miało już sens.
Jen, restauracja, Luke, wściekłość, zazdrość, nienawiść i wszystko inne.
Skrzywiłam się, nie dowierzając, że byłam dla niego taka oschła w restauracji. Nie chciał mi powiedzieć, bo było to zbyt osobiste, a ja zrobiłam z tego wielką aferę.
-Od tamtego czasu nie ufałem nikomu. Nie otwierałem dla nikogo serca i nie pokazywałem żadnych uczuć. Byłem zamknięty w sobie i ignorowałem wszystkich, oprócz chłopaków. Zajmowałem się tylko pracą i nie obchodziło mnie nic ani nikt inny... - urwał, spoglądając na mnie. - Aż pojawiłaś się ty...
Serce mocniej mi zabiło.
-Pokazałaś mi, dlaczego nie powinienem być w związku - zaśmiał się, widząc jak szeroko otwieram oczy. - Ale pokazałaś mi też, dlaczego nie powinienem się dłużej ukrywać. Otworzyłaś mi oczy na prawdziwy świat. Pokazałaś mi, że nie każdy jest jak Jen. Nie każda dziewczyna to kłamliwa, oszukująca dziwka.
Zachichotałam, słysząc jego dobór słów.
-Pokazałaś mi, że dobrze jest jeszcze raz otworzyć serce.
Wszystko rozmazało mi się przed oczami, gdy spojrzałam na Justina.
-I pokazałaś jak znów pokochać - szepnął.
Oblizałam usta, a jego słowa rozbrzmiały mi w głowie. Nie mogłam w to uwierzyć i zdecydowanie brakowało mi powietrza.
Przełykając ślinę, przyłożyłam dłoń do jego policzka.
-Pokazałeś mi, dlaczego powinnam otworzyć serce i się zatracić. Mimo, że nastrój zmienia ci się bardziej niż dziewczynie z okresem - chłopak się zaśmiał. - Masz wielkie serce i pokazałeś to już wiele razy. Przepraszam, że zawsze wypytywałam o Jen... Ja...
-Shh, nie przejmuj się tym. Masz prawo wiedzieć.
-Wiem, ale nie powinnam cię do niczego zmuszać. Powinnam być cierpliwa.
-Kochanie, jest okej. Cieszę się, że już to wyjaśniliśmy.
Uśmiechnęłam się.
-Ja też.
Po kilku sekundach znów się odezwałam.
-Przykro mi, że ci się to przytrafiło. Jen jest pieprzoną idiotką, skoro zostawiła cię dla takiego śmiecia jak Luke, a co do dziecka... - wzięłam głęboki wdech.  - Nie nie była wina twoja ani Jen- i mimo, że trudno mi to przynać- po prostu mieliście pecha i pewnie staliście tak, że...
-Nie powinienem jej tak odepchnąć.
-Byłeś wściekły i miałeś do tego prawo! Właśnie dowiedziałeś się, że twoja dziewczyna jest dwulicowa i zdradziecka.
Spojrzał mi w oczy, pozwalając kontynuować.
-Nie chcę, żebyś żył z poczuciem winy, okej?
Przygryzł wargę.
-Justin... - westchnęłam.
Pokiwał głową.
-Okej.
Uśmiechnęłam się.
-To dobrze.
Ogarnęła nas cisza, podczs której doecierało do nas co się właśnie stało. To było dużo, ale daliśmy radę z rzeczami gorszymi niż sekret.
Po kilku minutach zbliżyłam się do Justina.
-Tak dla jasności - szepnęłam. - Nigdy cię nie zostawię i nigdy nie zdradzę. Będę tu, zawsze. Okej?
Chłopak z uśmiechem chwycił moją brodę i złączył nasze usta.
Niemal natychmiast pogłębiłam pocałunek, zbliżając się tak, że nasze ciała były do siebie przyciśnięte.
Łapiąc mnie za lewe udo, przełożył je sobie w pasie tak, że siedziałam na nim okrakiem. Chwycił mnie za biodra, ani na chwilę nie przerywając pocałunku.
Przejechałam dłońmi po jego torsie, chwytając go za koszulkę. Szalały w nas emocje.
Justin z jękiem polizał moją dolną wargę, na co otworzyłam usta, a nasze języki rozpoczęły walkę.
Otarłam się o niego, na co chłopak seksownie warknął mi w usta. Jęknęłam, przygryzając jego wargę.
Przejechał palcami po moich plecach i złapał za biodra, chcąc posunąć się dalej, czego nie zamierzałam mu odmówić.
Chwyciłam swoją koszulkę i oderwałam się na tyle długo, by zdjąć ją przez głowę, po czym ponownie złączyłam nasze usta.
Justin nas przeturlał tak, że teraz to on górował, po czym pochylił się i ciężko oddychając zrzucił t-shirt.
Przygryzłam wargę, przejeżdżając po nim wzrokiem, a następnie chwyciłam go za kark, aby pocałować go jeszcze raz.
Kiedy chłopak chciał zdjąć mi spodnie, drzwi gwałtownie się otworzyły, na co natychmiast się od siebie oderwaliśmy, a nasze klatki piersiowe poruszały się nierówno.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam dziewczynę z ciemnymi włosami i hipnotyzującymi błękitnymi oczami. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie już ją widziałam. Zajęło mi to chwilę, ale wreszcie przypomniałam sobie, że spotkałam ją, gdy Justin przywiózł mnie tu po raz pierwszy.
Atmosfera nagle zrobiła się napięta i wzrosło ciśnienie, co poczułam zwłaszcza, gdy chłopak zakrył mnie w niemal opiekuńczy sposób.
-Czego chcesz, Kayla? - warknął.
Podniosłam brew. Więc nazywała się Kayla...
Wyglądało na to, że Justin jej nie lubił, a ja prawie natychmiast też przestałam.
Coś w niej krzyczało, że oznacza kłopoty.
Miałam nadzieję, że się myliłam.
Ostatnim, czego potrzebowałam, było jeszcze więcej problemów.

~~~

jaaki długi rozdział :o
wreszcie wiecie o Jen, macie Jelsey moment, a Kels wreszcie poznała chłopaków.
pewnie nie możecie się doczekać środy ;)

piątek, 1 lutego 2013

Thirty Four.

Justin's POV

Jestem jebanym idiotą.
To oficialne.
Kilkukrotnie uderzyłem pięścią w szafkę, próbując wyładować złość, ale w efekcie denerwowało mnie to jeszcze bardziej.
Kiedy się wkurzę, złość przejmuje nade mną kontrolę i już nad sobą nie panuję. Jakbym ja tam tylko stał, a ktoś inny mną sterował.
Wyładowuję złość i nie wiem, co robię, dopóki czegoś nie spieprzę.
Kiedy już skończyłem bić szafki, moja klatka piersiowa gwałtownie się poruszała, pięści były czerwone i krwawiły, dodając rany do tych po wczorajszej walce z Lukiem.
Potrząsając głową, zmierzwiłem włosy, pociągając za ich końce.
Musiałem naprawić wszystko z Kelsey, bo w innym przypadku oszaleję.
Ona jest jak narkotyk. Narkotyk, którego zawsze mi mało.
Bez względu jak bardzo mnie zasmusi, zirytuje lub wkurzy, zależy mi na niej.
Coś wewnątrz mnie nie chciało dać jej odejść.
Musiałem ją znaleźć i wszystko poprawić. Nawet, jeśli nie zasługuję na przebaczenie, chcę przynajmniej spróbować.
Ignorując patrzących się na mnie ludzi, przedzierałem się przez korytarz w poszukiwaniu Kelsey. Dzownek jeszcze nie zadzwonił, więc miałem kilka minut do lekcji.
Skręciłem i zacząłem rozglądać się za jej drobnym ciałem wśród tłumu. Nie znalazłem jej.
Wzdychając, zawróciłem, próbując iść po jej krokach. Musiała być blisko. Czułem to.
Wracając myślami do niej stojącej przy szafce, wyjmującej książki, których potrzebowała i w pierwszym, co chwyciła, był podręcznik od historii.
Gdybym tylko wiedział która do klasa.
-Ty! - chwyciłem za ramię jakiegoś chłopaka, odwracając go przodem do siebie. - Gdzie jest sala od historii?
Jego źrenice się nieco rozszerzyły, a twarz podbladla. Wyglądał, jakby zobaczył ducha.
Wywróciłem oczami.
-Wiesz czy nie? - warknąłem. - Nie mam całego pieprzonego dnia.
To chyba go obudziło, bo wolno pokiwał głową. Przełknął ślinę, oblizując usta.
-T-to sala 210B.
Puściłem jego rękę, kiwając głową.
-Okej, dzięki.
-Nie ma za co - pisnął, na co poklepałem go po ramieniu i praktycznie pobiegłem do właściwej klasy.
Wbiegając po schodach na drugie piętro, zacząłem iść po korytarzu, czytając numery sal i przepychając dzieciaki przed sobą.
Kiedy zbliżyłem się do pokoju 210, lekko zwolniłem. Zaczynałem się męczyć i tracić oddech. Miałem wrażenie, że ścigam tą dziewczynę od kilku godzin, gdy w rzeczywistości minęło pare minut.
Po chwili znalazłem klasę i dziewczynę, których szukałem.
-Kelsey! - krzyknąłem, na co odwróciło się kilka głów.
Posłałem im znaczące spojrzenia, cicho warcząc, dzięki czemu wrócili do swoich własnych spraw.
Jej oczy spotkały moje i przez sekundę myślałem, że do mnie podejdzie, ale niestety odwróciła się, wcześniej patrząc na mnie spode łba.
Zmarszczyłem brwi, chcąc zawołać ją jeszcze raz, gdy zadzwonił dzwonek.
-Cholera - mruknąłem, przedzierając się przez tłum, żeby dotrzeć do Kelsey.
Wszyscy weszli już do klas, a ja doszedłem akurat w momencie, kiedy dziewczyna też zamierzała to zrobić. Złapałem jej rękę, pociągając do tyłu.
-Co do... Justin - syknęła. - Puść mnie! Co ty wyprawiasz?
-Muszę z tobą porozmawiać - powiedziałem szybko, chcąc, żeby mnie wysłuchała.
-Nie - potrząsnęła głową. - Już powiedziałeś wszystko, co chciałeś. Muszę iść na lekcję.
-Nie miałem na myśli tego....
-Oczywiście, że miałeś. W porządku. Nie obchodzi mnie to, ale przejmuję się spóźnianiem, więc jeśli pozwolisz... - próbowała wyrwać się z mojego uścisku, na co tylko go wzmocniłem. Skrzywiła się. - Justin...
-Proszę, wysłuchaj mnie.
Spojrzała na mnie oczami przepełnionymi złością i smutkiem, przez co coś ścinęło mnie w sercu i żołądku. Nienawidziłem widzieć jej przybitej, zwłaszcza, gdy to ja ją raniłem. Natychmiast poluźniłem uścisk.
-Błagam - poprosiłem.
Pokręciła głową.
-Nie zasługujesz na to. Czemu miałabym cię słuchać?
-Ponieważ chcę, żebyś mnie wysłuchała...
-Już to zrobiłam i usłyszałam same wyzwiska, Justin...
-Wiem i przepraszam. Okej?
-Przeprosiny nie zawsze wszystko naprawiają.
-Wiem o tym, ale próbuję. Mógłbym dać ci spokój i mieć to wszystko w dupie, ale tu pojawia się mój problem. Przejmuję się i nienawidzę cię smucić. Brzmi cholernie oklepanie, ale to prawda.
Spojrzała mi w oczy, po czym westchnęła, opuszczając ramiona.
-Byle szybko.
Kąciki moich ust delikatnie się podniosły.
-Dziękuję.
Pokiwała głową, nie patrząc na mnie.
Puściłem jej rękę, a ona skrzyżowała je na piersi, czekając na moje słowa.
-Jestem chujem.
-Jak widać.
-Jestem też idiotą.
Przytaknęła, zgadzając się ze mną.
-I jestem popierdolony.
-Nie mogłabym tego ująć lepiej.
Cicho się zaśmiałem.
-Wielkie dzięki.
Wzruszyła ramionami.
-Taka prawda.
Westchnąłem.
-Wiem i właśnie dlatego przyszedłem przeprosić. Bo wiem, że właśnie taki jestem, a nie powinienem. Tylko żartowałaś, a ja niepotrzebnie wziąłem to na poważnie. Przesadziłem.
-Przesadziłeś? Raczej oszalałeś.
-Tak się dzieje, kiedy tracę kontrolę. Moja złość wychodzi na wierzch i nad nią nie panuję.
Zmarszczyła brwi, rozumiejąc o co mi chodzi.
-Gdy to się dzieje, nie decyduję co mówię czy robię. Ja... robię to bezmyślnie, nie zastanawiając się nad konsekwencjami.
Nadąsała się, zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Musisz nauczyć się kontrolować samego siebie, Justin.
Przytaknąłem.
-Wiem, ale czasem jest ciężko i nie wiem, kiedy to się stanie. Wszystko dzieje się nagle i ostatnim, czego chciałem było skrzywdzenie ciebie. Zwłaszcza po wszystkim, co się stało... - powiedziałem z głosem przepełnionym desperacją, drapiąc się po karku.
-Nie ważne, czy to chciałeś to zrobić czy nie. Czasem, gdy się złościsz, prawda wychodzi na jaw i...
-Nie - warknąłem, gwałtownie kręcąc głową. - To nie prawda, bo jesteś idealna taka, jaka jesteś. Nie myślałem trzeźwo, kiedy to wszystko mówiłem. Byłem idiotą, mówiąc coś takiego. Nie ma mowy, żebyś chociaż przypominała dziwkę. Rozumiesz?
Patrzyła w bok, unikając mojego spojrzenia. Delikatnie chwytając ją za brodę, poniosłem go, żeby na mnie zerknęła.
-Spytałem czy mnie rozumiesz?
Wzruszyła ramionami.
-Nieważne.
-Nie mów, że to 'nieważne', Kelsey - westchnąłem zbulwersowany.
-Bo co? Znów mnie zwyzywasz? - podniosła brew, przenosząc ciężar ciała na jedną nogę, kładąc rękę na biodrze.
Potrząsnąłem głową.
-Nie.
-Zaskakujące - wywróciła oczami, patrząc na drugi koniec korytarza.
Przygryzłem wargę.
-Kelsey...
-Co? - wymamrotała, wciąż unikając mojego wzroku.
-Spójrz na mnie - powiedziałem głosem słyszalnym tylko dla niej.
Przygryzła dolną wargę, ignorując moją prośbę.
-Skarbie...
Pokręciła głową, jeszcze mocniej wbijając zęby w wargę.
Wreszcie zobaczyłem ból w jej oczach, to, jak była zmęczona i uświadomiłem sobie, że nie chciała mówić ani słuchać. Chciała pocieszenia i właśnie to musiałem zrobić.
Podszedłem do niej, oplotłem rękami i przyciągnąłem do siebie.
Cicho zaczerpnęła powietrza, gdy nasze ciała się zetknęły.
Trzymałem ją mocno, nie chcąc puścić, a ona zaczęła się uspokajać w moich objęciach. Zamknęła oczy i wolno, ale pewnie się we mnie wtuliła.
-Przepraszam - szepnąłem jej we włosy.
Nic nie mówiła, przyciskając twarz do mojego trosu, próbując się przede mną ukryć.
Jeśli słowa nie działały, musiałem jej to udowodnić.
-Mam pomysł - lekko się odchyliłem, żeby mieć na nią lepszy widok. Podniosła na mnie wzrok.
-Jaki? - szepnęła.
-Podczas lunchu spotkajmy się przy głównym wejściu...
-Justin, to chyba nie jest dobry po...
Potrząsnąłem głową.
-Zaufaj mi, nie zrywamy się, ale...
-Justin, już raz opuściłam lekcje i zobacz, jak to się skończyło. Nie chcę dziś więcej afer.
-Posłuchaj, ja tylko zabieram cię...
-Justin, nie musisz...
-Ale chcę. Jeśli nie możemy zobaczyć się po szkole, nie mam zamiaru czekać do końca twojej kary, żeby wszystko naprawić. Podczas lunchu, chcę się spotkać przy głównym wejśćiu. Zabiorę cię gdzieś - w jej oczach pojawił się błysk zmartwienia, więc szybko się poprawiłem. - Nie martw się, wrócimy jeszcze przed twoją następną lekcją.
-Ale...
-Żadnych ale, okej? Proszę, pozwól mi to zrobić... dobrze? - spytałem cicho.
Myślała nad moimi słowami, po czym się poddała.
-Okej.
Uśmiechnąłem się.
-Obiecuję, że nie będziesz tego żałować!
-Mam nadzieję - mruknęła żartobliwie.
Odsunąłem się od niej.
-Idź już na lekcje i pamiętaj, że spotykamy się...
-Przy głównym wyjściu. Tak, tak, rozumiem - lekko się zaśmiała.
Szeroko się uśmiechnąłem, po czym schyliłem i musnąłem jej usta.
-Do zobaczenia.
Kiwnęła głową z deliaktnym uśmiechem.
-A teraz do sali - lekko popchnąłem ją w kierunku klasy, otrzymując w zamian jej chichot.
Odwróciła się, posłała mi piękny uśmiech i weszła do środka.
Wreszcie wszystko naprawiłem.

Kelsey's POV

-Przyszłaś.
-Przecież obiecałam.
Justin odsunął się od ściany, o którą się opierał i do mnie podszedł.
-Wiem, ale część mnie bała się, że jednak tego nie zrobisz.
Podniosłam brew. Wiedziałam, że to zły pomysł, a on nie zasługiwał na moją uwagę przynajmniej przez kilka dni, ale dotrzymałam słowa. Bez względu na wszystko.
-Mogę być wieloma rzeczami, ale nie kłamcą - przeszłam obok niego.
Usłyszałam jak wzdycha i za mną rusza.
-Przeprosiłem.
Wzruszyłam ramionami.
-Więc?
-Miałem nadzieję, że skończyliśmy już z tą sprawą - mogłam wyczuć w jego głosie frustrację.
-Tak? Cóż, myliłeś się - warknęłam.
-Kelsey...
-Nie - przerwałam mu, odwracając się. - Możesz myśleć, że przeprosiny wszystko naprawią, ale tak nie jest i nie wiem, co zaplanowałeś, ale bez względu na to, co zrobisz, nie wynagrodzisz mi słów, które powiedziałeś.
-Nie miałem tego na myśli!
-Nie ważne, bo to boli tak samo! - spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - Jak możesz myśleć, że to, co powiedziałeś było w porządku?
-Nie twierdzę, że...
-Owszem, bo inaczej nie myślałbyś, że temat już skończony. Nie udawałbyś, że zwykłe przeprosiny mogą wszystko naprawić...
-Właśnie dlatego teraz wychodzimy. Zamiast mówić, chcę ci pokazać, że przepraszam.
-Jeśli myślisz o uprawianiu ze mną seksu, żeby pokazać jak ci przykro, to się rozczarujesz.
-Woah, woah, woah - Justin pokręcił głową, podnosząc ręce w geście obronnym. - Kto mówił coś o seksie?
Wzruszyłam ramionami.
-Tylko uprzedzam.
Zmarszczył brwi.
-Nie to planowałem zrobić. Nie masz się o co martwić...
-Dlaczego? Nie jestem dla ciebie wystarczająco dobra?
-Co? Nigdy tego nie powiedziałem - patrzył na mnie z połączeniem szoku i niezrozumienia.
Poczułam, że policzki czerwienią mi się ze złości i zażenowania. Mierzwiąc ręką włosy, podrapałam się w kark, a następnie zaczęłam się wachlować.
Miałam wrażenie, że zaczyna brakować mi powietrza.
-Wszystko w porządku? - spytał Justin z niepokojem.
Przytaknęłam.
-Tak, jest okej. Daj mi sekundkę.
Pokiwał głową, wkładając ręce do kieszeni jeansów.
Zajęło mi to chwilę, ale wreszcie zaczęło do mnie docierać, co się dzieje i uświadomiłam sobie, że pozwoliłam swojemu sfrustrowaniu wyjść na wierzch. Wzdychając, potrząsnęłam głową, pozbywając się wszelkich myśli. Wzięłam kilka głębokich wdechów, żeby oczyścić umysł. Wreszcie otworzyłam oczy i zobaczyłam Justina wpatrującego się we mnie z troską. Odwróciłam wzrok, oblizując usta.
-Przepraszam.
-Za co?
-Za naskakiwanie na ciebie. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
-W porządku. Po prostu cię to przytłacza. Poświęć minutkę, żeby się uspokoić.
Pokiwałam głową, korzystając z jego rady. Policzyłam w głowie do dziesięki, wyobrażając sobie wesołe rzeczy jak tęcze i jednorożce. Co dziwne, zaczęłam się relaksować. Po kilku minutach stanęłam prosto.
-Dzięki.
Wzruszył ramionami.
-Nie ma za co. Już wszystko dobrze?
-Tak, chodźmy.
Justin się we mnie wpatrywał i mogłam zobaczyć, że się martwi, ale to olałam. To jego wina.
-Posłuchaj - westchnął, chwytając mnie za nadgarstek, żebym stanęła.
Skrzywiłam się, szybko wyrywając rękę.
Zmarszczył brwi, po czym jeszcze raz chwycił mój nadgarstek i zaczął się mu przyglądać. Gdy na niego patrzył, nie mogłam nic odczytać z jego twarzy. Spojrzał na mnie, zaciskając szczękę.
-Ja to zrobiłem?
Stałam cicho, nie wiedząc co powiedzieć.
Jego oczy wypełnił smutek.
-Kelsey?
Przeniosłam wzrok na swoje stopy.
Przejchał palcami po ranach.
-Zrobiłem?
Powoli pokiwałam głową.
Usłyszałam, że gwałtownie wciąga powietrze.
-Cholera, Kels - westchnął, mieżwiąc wolną ręką włosy.
-Jest okej...
-Żartujesz sobie? Oczywiście, że nie jest okej! - warknął.
Drgnęłam.
Chłopak westchnął.
-Przepraszam. Po prostu.... nie mogę uwierzyć, że to zrobiłem...
-Nie zrobiłeś. Większość jest od tych cholernych sznurów.
-A ja się do tego dołączyłem... - ścisnął czubek nosa, kręcąc głową z niedowierzaniem.
-Justin...
Miałam wrażenie, że był w innym świecie. Jego ciało było tutaj, ale umysł gdzie indziej.
Przełknęłam ślinę, obserwując go.
Schylił się i przycisnął usta do blizn.
Gwałtownie wciągnęłam powietrze.
Wciąż muskał moją skórę, po czym zaczął całować ją, jakby to były moje usta, dołączając do tego język. Sunął wargami po mojej ręce i ramieniu.
Wstrzymałam oddech, zamykając oczy pod wpływem jego dotyku.
Przeniósł się na szyję, po czym ujął moją twarz w dłonie, delikatnie gładząc kciukami policzki.
-Przepraszam - szepnął.
Patrzyłam mu głęboko w oczy po raz pierwszy od rana, a w moim brzuchu natychmiast pojawiło się stado motyli.
Oblizał usta, wpatrując się we mnie, a następnie powoli zamknął oczy i się zbliżył.
Zrobiłam to samo, a nasze usta złączyły się w cudownym pocałunku.
Jęknął, napierając na mnie nieco bardziej, ale wciąż będąc delikatnym. Całował mnie z całą pasją, którą miał w sobie.
Po kilku sekundach się odsunął, nie odrywając od siebie naszych czół. Oboje oddychaliśmy nierówno. Znów spojrzał mi w oczy, oblizując usta.
-Ja...
-Tak?
Zamknął oczy, potrząsając głową.
-Po prostu bardzo... bardzo przepraszam.
-Wiem - szepnęłam.
Otworzył oczy, wpatrując się we mnie z nadzieją.
-Wybaczysz mi?
Wzruszyłam ramionami.
-Nie jestem pewna.
Pokiwał głową, po czym jeszcze raz mnie pocałował.
-Chodźmy - chwycił moją dłoń i zaczął prowadzić do swojego samochodu.
Szłam tuż za nim, przyciskając palce wolnej ręki do ust, delikatnie się uśmiechając. Bez względu na to, jak bardzo byłam na niego zła, ten pocałunek coś w sobie miał. Mówił to, czego my nie mieliśmy odwagi.
Otworzył przede mną drzwi samochodu. Uśmiechając się, podziękowałam mu i weszłam do środka.
Obchodząc auto dookoła, Justin również wsiadł, odpalił silnik i wyjechał z parkingu na drogę.
-Więc... gdzie jedziemy?
Chłopak cicho się zaśmiał.
-Myślałem, że wreszcie skończysz się o to pytać.
-Nie, wciąż jestem tak samo ciekawska.
-To masz pecha, bo cały czas jestem uparty i nic ci nie powiem, więc usiądź wygodnie i czekaj.
Jęknęłam.
-Nienawidzę, kiedy to robisz.
-Niee, w głębi ducha to kochasz.
-Nie bardzo.
-Bardzo.
-Niee.
-Taak.
-Niee.
-Taak.
-Jesteś niemożliwy - powiedziałam, krzyżując ręce na piersi.
Szeroko się uśmiechnął.
-Wygrałem.
-Tak, tak - lekceważąco machnęłam ręką.
-Aw, co ty, nie bądź zła, skarbie.
Pokręciłam głową.
-Nawet nie zaczynaj - ostrzegłam.
Cicho się zaśmiał.
-Czy mówiłem ci już jak pociągająca jesteś, gdy się złościsz? - uśmiechnął się łobuzersko.
Wywróciłam oczami.
-Serio? Więc muszę być teraz cholernie seksowna, bo wszystko się we mnie gotuje!
Justin ze śmiechem potrzasnął głową.
-A mówiłaś, że to ja jestem bipolarny.
-Bo jesteś - odpyskowałam.
-Widocznie nie widzisz siebie.
-No tak, w końcu podobno jestem dziwką i w ogóle...
Zauważyłam, że chłopak mocniej ściska kierownicę i się napina.
Mentalnie się przeklnęłam, wiedząc, że może wybuchnąć w każdej sekundzie, dlatego zdziwiłam się widząc, że Justin się opanował i skupił na prowadzeniu w ciszy.
Westchnęłam.
-Przepraszam, nie powinnam...
-W porządku.
Przygryzłam wargę.
-Nie masz za co przepraszać. Po prostu powtarzasz moje słowa - westchnął ze smutkiem.
-Wiem, ale nie powinnam ci tego wypominać...
Ścisnął moją dłoń, żeby pokazać, że jest okej, po czym ją puścił i znów chwycił kierownicę.
Zaczęło mi być głupio przez swoje zachowanie.
Może powinnam po protu mu wybaczyć?
Jak możesz wybaczyć chłopakowi, który cię zwyzywał? I to wielokrotnie?
Głos w mojej głowie przypomniał mi o wcześniejszych wydarzeniach.
Tak, ale przeprosił i chyba naprawdę mu przykro.
Ostatnio tez przeprosił, ale znów to zrobił Nie masz pewności, że to się nie powtórzy.
Przygryzłam wargę, nie chcąc już tego słuchać. Wyłączając głos, skupiłam się na celu naszej podróży.
Justin zachowywał się naprawdę dziwnie, aż w pewnej chwili poczułam jego niepokój.
Marszcząc brwi, odwróciłam się i zobaczyłam na jego kamienną twarz, oczy jak szklanki i mocny uścisk na kierownicy.
-Justin?
-Hmm?
Wiedziałam, że myślami jest gdzie indziej, bo na mnie nie spojrzał.
-Justin, wszystko okej?
-Tak, jest dobrze.
-Napewno? Bo...
-Shh! - przyłożył palec do ust, pokazując, żebym się zamknęła.
Wykonałam jego polecenie, w ciszy obserwując Justina, próbując odgadnąć jego myśli.

Justin's POV

Coś jest nie tak. Czułem to. Nie wiedziałem tylko o co chodzi.
-Justin? - wiedziałem, że Kelsey wyczuła mój dyskomfort i niepokój.
-Hmm?
-Wszystko okej?
-Tak, jest dobrze.
Skłamałem. Zdecydowanie nie było dobrze, ale musiałem udawać, dopóki nie dowiem się co się dzieje. Nie mogłem niepokoić Kelsey.
-Napewno? Bo...
-Shh!
Uciszyłem ją, przykładając palec do ust.
Usłyszałem jakieś tykanie, ale nie miałem pojęcia skąd pochodzi. Nie mogłem się skoncentrować, kiedy gadała. Jeśli chciałem się do wiedzieć co jest nie tak, musiałem pracować w ciszy.
Próbując skoncentrować się na pustej drodze przed sobą, omiotłem wzrokiem samochód, próbując znaleźć źrodło dźwięku.
Spojrzałem na radio i zobaczyłem jasne cyfry, zmiejszające się co sekundę.
-Justin? - szepnęła Kelsey.
Wpatrywałem się w czarny prostokąt, a moje serce biło równo z każdym pojawiającym się czerwonym numerem.
12... 11... 10...
-Justin?
Wyrwałem się z otępienia.
-Wychodź z samochodu.
-Co?
-Powiedziałem wychodź z samochodu! - odpiąłem swój pas.
-Dlaczego?
-Chcesz umrzeć?
8... 7... 6...
-O czym ty mówisz? - warknęła.
-Otwórz te pierdolone drzwi i skacz! Teraz! - krzyknąłem.
4... 3... 2...
-SKACZ! - wrzasnąłem, otwierając drzwi w tym samym momencie co ona.
-JUŻ! - wyleciałem z samochodu, upadając na ulicę. Przeturlałem się na chodnik w sekundzie, w której samochód rozleciał się w kawałki, powodując wielki wybuch. Zakryłem się przed hałasem będącym w stanie ogłuszyć, a części samochodu zaczęły spadać, uderzając we mnie.
Rozejrzałem się i zobaczyłem Kelsey skuloną po drugiej stronie ulicy z zaciśniętymi powiekami i rękami zakrywającymi uszy.
Zauważyłem, że eksplozja nieco się uspokoiła, więc pobiegłem do dziewczyny.
-Wszystko w porządku? Jesteś ranna? Coś w ciebie uderzyło? - wziąłem ją w ramiona, upewniając się, że wszystko jest dobrze.
Kaszląc, pokiwała głową.
-Jest dobrze, jestem tylko troszkę roztrzęsiona - przełknęła ślinę, biorąc głęboki wdech, po czym znów zakaszlała, patrząc na płomienie ognia kilkanaście metrów od nas. Wiedziałem, że nad czymś myśli.
-Kels?
-Co do cholery się właśnie stało? - spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami. Jej klatka piersiowa gwałtownie się poruszała.
Wpatrywałem się w ogień, który szydził ze mnie mówiąc, że to mogłem być ja i Kelsey. Oblizałem usta, przełykając ślinę.
-Ktoś próbował mnie zabić.

~~~~~
co się dzieje? :OOOO