niedziela, 17 marca 2013

Forty nine



Kelsey’s Pov

- Mam co zrobić? – Carly wpatrywała się we mnie z niedowierzaniem, a jej oczy i usta były szeroko otworzone w szoku.
Przygryzłam wargę zastanawiając się, czy to był dobry pomysł, ale właściwie nie miałam na to za wiele czasu. Teraz albo nigdy.
- Chcę żebyś była świadkiem w dochodzeniu.
Carly potrząsnęła głową starając się zrozumieć to, co do niej mówiłam.
- Proszę Carly – poprosiłam, z desperacją ukrytą w moich słowach. – Jesteś jego jedyną nadzieją.
- Kelsey.. – Carly potrząsnęła głową. – Nie sądzę, że zdajesz sobie sprawę z tego, o co mnie właśnie prosisz.
- Zdaję sobie z tego sprawę, naprawdę. Jesteś jedyną osobą która może to zrobić. Tamtej nocy byłaś na przyjęciu i go widziałaś.
- Kelsey.. prosisz mnie o to, żebym okłamała policję dla kryminalisty..
- On nie jest kryminalistą Carly – warknęłam.
- Jasne, to dlatego jest ścigany przez policję – powiedziała z sarkazmem, wywracając oczami. – Widzę w tym sens.
- On nie zrobił nic złego! Oni tylko myślą, że coś zrobił co jest strasznie niesprawiedliwe. On był ze mną tamtej nocy, pamiętasz?
Carly nie odezwała się ani słowem, tylko westchnęła.
- Dlaczego nie widzisz, że on nie jest dla ciebie odpowiedni? To jest perfekcyjny przykład na to, dlaczego nie chcę, żebyś była gdziekolwiek w pobliżu niego.
- Nie jesteś moim rodzicem, Carly. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką! Powinnaś mnie wspierać.. – potrząsnęłam głową, powstrzymując siebie od zagłębiania się w wyjaśnienia. – Wiesz co? Nie potrzebuję tego. Po prostu idź, a ja coś wymyślę – syknęłam.
Właśnie miałam się odwrócić, kiedy ona potrząsnęła głowa.
- Nie.. nie – zaczęła Carly, biorąc głęboki oddech.
Spojrzałam na nią z ostrożnością ciekawa, co chciała powiedzieć.
- Ja..ja to zrobię – mruknęła, odwracając wzrok.
Moje oczy powiększyły się.
- Zrobisz?
- Tak – Carly pokiwała głową. – Jeśli to ma mi przywrócić przyjaciółkę, zrobię to.
Uśmiechnęłam się lekko nie do końca pewna, czy powinnam jej wierzyć czy nie.
- Skąd mogę wiedzieć, że mnie nie okłamujesz? – popatrzyłam na nią. – Praktycznie obraziłaś mojego chłopaka, dosłownie moment wcześniej.
- Ponieważ, Kelsey. Mimo, że za nim nie przepadam, z jakiegoś dziwnego powodu on sprawia, że jesteś szczęśliwa a jako twoja najlepsza przyjaciółka, tylko tego chcę.
Przeniosłam ciężar ciała na jedną nogę, uważnie przypatrując się jej twarzy, chcąc znaleźć chociaż odrobinę nieszczerości.
- Widzę sposób w jaki zawsze za nim stajesz i to, że on zrobi wszystko, żeby cię obronić. Że jesteście dla siebie – Carly oblizała usta i westchnęła. – On przyszedł do mojego domu.. wiesz.. po tym co się stało.
- Wiem – odpowiedziałam.
- Zgaduję, że wiesz co tam się stało.. – uniosła brew.
- Mhm – pokiwałam głową.
- Więc zapewne wiesz, że groził mi, żebym więcej się do ciebie nie zbliżała..
Nie odezwałam się ani słowem ale ona i tak dostała odpowiedź głośną i wyraźną.
- Uważam, że to, w jaki sposób mnie potraktował było pozbawione szacunku ale.. wiem, co za tym stało.
Uważnie słuchałam tego, co miała mi do powiedzenia.
- To co próbuję powiedzieć.. to, że mimo tego, że go nie lubię, zrobię cokolwiek żeby pomóc – lekko się uśmiechnęła. – Powiedz mi tylko co i to zrobię.
- Dobrze – uśmiechnęłam się do niej. – Musimy to omówić z Justinem.
Podeszłam do swojego telefonu i wybrałam numer Justina. Po kilka sygnałach odebrał.
- Justin?
- Tak, skarbie?
- Carly chce z tobą porozmawiać.

Justin’s POV

- Dobra – usiadłem na kanapie obok Johna. – To co teraz robimy?
- Czekamy – Bruce wzruszył ramionami. – Zachowujemy się normalnie, nie robimy nic niezwykłego. Kiedy przyjdą jutro zadawać pytania, nie pokazuj ani cienia wahania.
- Cóż, to łatwe.
- Nic czego byś wcześniej nie robił, Bieber – Bruce mrugnął do mnie.
- Masz rację – zachichotałem.
- Rozmawiałeś o tym z Kelsey? – zapytał John, zwracając na siebie moją uwagę. – Wiesz, że nie może tutaj przychodzić w trakcie dochodzenia. Oni będą obserwować cię przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, dopóki sprawa się nie zakończy.
- Wiem. Powiedziałem jej, że musi zaczekać kilka dni.
- Jak to przyjęła? – spytał Marco.
Wzruszyłem ramionami.
- Była trochę zdenerwowana ale rozumie, dlaczego tak musi być.
- To dobrze. Ostatnim czego potrzebujemy, to dziewczyna uznająca, że może tutaj przyjść w trakcie dochodzenia policji.
Bruce potrząsnął głową.
- Nie zrobiłaby tego, jest na to zbyt mądra.
- Stary, czy jest coś, co chciałbyś mi powiedzieć? – zaszydziłem, wpatrując się w Bruca.
- Co?
- To znaczy.. prawiłeś komplementy mojej dziewczynie cały dzień..
- Oczywiście, że nie, Bieber. Jest ładna ale.. nie podoba mi się w TEN sposób. Po prostu mam do niej szacunek.
- Dobrze, bo nie chciałbym być zmuszony do skopania ci dupy, żebyś trzymał się od niej z daleka – uśmiechnąłem się.
- Nawet byś mnie nie dotknął.
- Chcesz się założyć? – podniosłem się.
Bruce również wstał.
- Dawaj.
Podeszliśmy do siebie i wybuchliśmy śmiechem. Przybiliśmy piątkę, a ja klepnąłem go w dłonią w plecy, zanim z powrotem wróciliśmy na miejsce.
- Jesteście idiotami – John wywrócił oczami, rzucając we mnie poduszką. Złapałem ją i odrzuciłem w jego stronę.
- Nie rzucaj we mnie poduszkami tylko dlatego, że jesteś zazdrosny.
- Naprawdę zamierzasz teraz używać wszystko co mówiłem do ciebie, przeciwko mnie?
- Może – parsknąłem śmiechem, wzruszając ramionami. – Może nie.
- Jesteś strasznie niedojrzały.
- Jesteś strasznie niedojrzały – powtórzyłem wysokim głosem.
- Hej, panienki, wystarczy – Bruce zachichotał.
Popatrzyliśmy na siebie z Johnem, po czym odwróciliśmy się i rzuciliśmy w Bruca poduszkami. Kiedy tylko na niego spadły, ten spojrzał na nas.
- Za co to do cholery było?
John i ja wzruszyliśmy ramionami.
- Karma.
- Czasami zachowujecie się jak dzieci, przysięgam – zaszydził, potrząsając głową.
Miałem właśnie zamiar coś powiedzieć, kiedy poczułem wibrujący telefon w kieszeni. Wyciągnąłem go i spojrzałem na ekran, żeby zobaczyć kto dzwonił.
- Kto to? – spytali w tym samym czasie.
Popatrzyłem na nich dziwnie, potrząsając głową.
- Kelsey.
- Nie odbieraj – powiedział Bruce.
Przygryzłem wargę.
- Co jest takiego ważnego? – przejechałem palcem po ekranie odblokowując go i przykładając telefon do ucha, ignorując natarczywe spojrzenie Bruca. – Halo?
- Justin?
- Tak, skarbie?
Chłopcy potrząsnęli głowami a ja prychnąłem, skupiając się na telefonie.
- Carly chce z tobą porozmawiać.
Zastygłem, szeroko otwierając oczy.
- Co?
- Jest tutaj. Przywitaj się Carly - Kelsey włączyła tryb głośnomówiący.
Po kilka sekundach usłyszałem cichy głos.
- Cześć Justin..
Zwęziłem oczy wpatrując się przed siebie. Zrobiło mi się niedobrze na fakt, że była w pobliżu Kelsey.
- Co robisz w jej domu?
- Justin.. – Kelsey westchnęła.
- Czy nie mówiłem Ci, żebyś się do niej nie zbliżała?
- Justin – Kelsey znów się odezwała.
- Chcesz żebym cię za…
- Justin! – warknęła Kelsey, powodując, że chłopcy zachichotali do siebie.
Spojrzałem na nich wzrokiem mówiącym, że mają się zamknąć.
- Co? - Syknąłem.
- Przestań być takim kutasem chociaż na dwie sekundy i mnie wysłuchaj.
Ta suka ma szczęście, że ją kocham bo inaczej stałbym się naprawdę niemiły.
- Co? – mruknąłem, sadowiąc się na kanapie.
- Poprosiłam ją, żeby do mnie wpadła.
- I dlaczego do cholery miałabyś to zrobić?
- Możesz przestać i dać mi dokończyć? – skarciła mnie.
Wywróciłem oczami.
- Nie ważne.
- Ma zamiar pomóc ci z policją.
Zszokowany skupiłem się na tym, co miała do powiedzenia.
- Co?
- Powiedziała, że to zrobi. Okłamie policję odnośnie tej nocy – mogłem poczuć radość, kryjącą się za słowami Kelsey.
- A ty jej ufasz?
- Cóż.. tak.
- Kelsey – mruknąłem. – Czy ja niczego cię nie nauczyłem?
- Myślałam, że się ucieszysz…
- Cieszę się tylko.. Skąd wiesz, że możemy jej ufać?
- Byłyśmy przyjaciółkami przez lata, Justin. Znam ją jak własną kieszeń. Wiem, kiedy kłamie a kiedy nie.
Postanowiłem o tym pomyśleć. Moje wnętrze mówiło mi, żeby jej zaufać, zaufać Kelsey, że ona nie kłamie ale rozum mówił mi, żeby tego nie robić. Skoro raz zachowała się w taki sposób wobec Kelsey, może zrobić to znowu.
Przebiegłem dłonią po twarzy.
- Daj ją do telefonu.
Kelsey nie powiedziała nic, tylko przekazała jej komórkę.
- Halo? – usłyszałem cichy głos.
Powstrzymałem się przed powiedzeniem czegoś chamskiego.
- Kelsey powiedziała, że zamieszasz mi pomóc – powiedziałem zdecydowanym głosem chcąc jej pokazać, że chodzi o biznes a jeśli spieprzy sprawę, zabiję ją w sekundę bez zastanowienia.
- Tak…
Spojrzałem na chłopców zauważając ich zdziwione spojrzenie kiedy zastanawiali się, o co chodzi. Postanowiłem przełączyć na głośnomówiący, żeby łatwiej było to omówić.
- Skąd mogę wiedzieć, że mogę ci zaufać?
- B-bo.. – przerwała, po czym odchrząknęła i ponowiła. – Obiecałam to Kelsey.
- Co sprawia, że myślisz, że to wystarczy?
- Ja.. nie wiem.
Uśmiechnąłem się do siebie. Ta suka bała się ze mną rozmawiać; wątpię, żeby postanowiła mnie oszukać. Wiedziała, co byłoby stawką jeśli tak by się stało.
- Okej. Więc tak. Powiem policji, że się widzieliśmy, po czym wyszliśmy wcześniej.. żeby się.. zabawić. Jeśli wiesz, co mam na myśli – uśmiechnąłem się a chłopcy zachichotali.
- Uhm.. okej.
- Jeśli spytają, wyszliśmy około pierwszej. Zabrałem się do siebie, zabawiliśmy się po czym wyszłaś i noc się zakończyła.
- To wszystko?
- Tak. Tyle wystarczy. Nie za wiele informacji. Dajemy im wystarczająco dużo, żeby była to prawda i nie tyle, żeby coś wyszło na jaw.
- Okej..
- Chyba, że chciałabyś poznać szczegóły tego co… - zatrzymałem się. – Robiliśmy.
Powstrzymałem się od śmiechu. Zabawianie się kosztem tej suki było niezłe.
- Uhm.. Nie. Tyle wystarczy.
- Jesteś pewna? Bo.. to znaczy.. możemy im powiedzieć jak duży jest mój kutas i co z nim robiłaś przez całą noc.
Bruce praktycznie spadł z krzesła, próbując kontrolować śmiech.
- Nie, dzięki.
Wzruszyłem ramionami.
- Okej, cokolwiek zechcesz.
Usłyszałem szmer po drugiej stronie, kiedy telefon był przekazywany.
- Jesteś dupkiem – syknęła Kelsey.
Zachichotałem.
- Przepraszam, skarbie. Musiałem.
- Nie, nie musiałeś.
- Nie bądź zła – uśmiechnąłem się.
- Nienawidzę cię.
- Wcale nie.
- Tak. W tym momencie, naprawdę cię nienawidzę.
- A świnie latają – zachichotałem. – Do zobaczenia wkrótce, skarbie.
- Ta, do zobaczenia – rozłączyła się.
Nie mogłem się powstrzymać. Wybuchnąłem śmiechem kiedy tylko rozmowa dobiegła końca.
- Bawienie się z tą suką jest zbyt łatwe.
- Mogę sobie wyobrazić, jak bardzo przerażona była – Marco zachichotał.
Od śmiechu zaczął boleć mnie brzuch. Po kilku minutach uspokoiłem się na tyle, żeby wziąć głęboki oddech i zablokować telefon, wsuwając go do kieszeni.
- Szykuje się dzień pełen wrażeń – Bruce podniósł się. – Idę do łóżka.
- Tak – John również wstał. – Mogę sobie wyobrazić, jak szybko jutro policja się pojawi.
Marco i Marcus zgodzili się, także wstając.
- Ja jeszcze trochę posiedzę. Do zobaczenia jutro.
- Okej, śpij dobrze. Masz przed sobą wielki dzień.
Zachichotałem, przybijając z nimi piątkę, zanim zniknęli na schodach. Kiedy teren był czysty, wyciągnąłem telefon i wybrałem najczęściej wyszukiwany numer.
- Co?
- Kocham cię.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
 - Ja ciebie też.
Uśmiechnąłem się i zdecydowałem zakończyć rozmowę na tym. Nacisnąłem czerwoną słuchawkę i wszedłem po schodach na górę.

Kelsey’s POV

- Dziękuję Carly – uśmiechnęłam się lekko. – To wiele dla mnie znaczy i dla Justina też, on po prostu czasami jest dupkiem – wywróciłam oczami.
- Nie ma sprawy. On ma prawo mi nie ufać ale cieszę się, że ty masz do mnie zaufanie. To było miłe przyjść do ciebie i trochę tu posiedzieć mimo, jeśli to tak wyglądało – stała w progu mojego domu, gotowa do wyjścia.
- Tak, było miło. Może jeśli ta cała sprawa się skończy mogłybyśmy dalej zachowywać się tak, jak za dawnych czasów.
- Zapamiętam to – uśmiechnęła się. – Powodzenia ze wszystkim.
Biorąc mnie w swoje ramiona, mocno mnie przytuliła.
- Tęskniłam za tobą.
- Ja za tobą też – odsunęłam się i obserwowałam, jak wychodziła zanim jeszcze raz się odwróciła. – Denerwujesz się?
- Czym?
- No wiesz.. policją i tym wszystkim – szepnęłam tak, żeby tylko Carly mogła mnie słyszeć.
- Raczej nie. Historia, którą mam opowiedzieć jest całkiem prosta.
- Okej – uśmiechnęłam się. – Dziękuję jeszcze raz. Naprawdę to doceniam, tak samo Justin.
- Na pewno to docenia – Carly zachichotała. – Do zobaczenia wkrótce?
Pokiwałam głową.
- Na pewno.
- Cześć, Kelsey.
- Na razie, Carly – pomachałam do niej kiedy wyszła. Zamknęłam drzwi do swojego pokoju, wypuściłam z ust głęboki oddech nie zdając sobie sprawy, że do tej pory go wstrzymywałam. Po kilku sekundach zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran żeby zobaczyć, kto dzwoni.
- Co?
- Kocham cię.
Nie odezwałam się, przygryzając wnętrze policzka. Czy on naprawdę zadzwonił tylko po to, żeby mi to powiedzieć? Uśmiechnęłam się do ciebie.
- Ja ciebie też.
Oczekiwałam, że powie coś jeszcze ale ten się rozłączył.
Kretyn.
Zachichotałam do siebie i potrząsnęłam głową. Zgasiłam światło i weszłam pod koc, którym ściśle się owinęłam. Położyłam telefon obok siebie i zamknęłam oczy.
Jedyne o czym myślałam, to Justin i to, jak bardzo chciałam, żeby wszystko było dobrze.

Justin’s POV

- Otwierać! Policja! – pukaniu do drzwi towarzyszyły wrzaski. Miałem ochotę żeby wyjść i ich zabić na miejscu ale przypomniałem sobie, dlaczego tutaj są.
Podniosłem się z łóżka, ziewnąłem i podrapałem się w klatkę piersiową. Bardzo powoli zszedłem po schodach i podszedłem do drzwi. Miałem na sobie tylko bokserki i prawdę mówiąc, nic mnie to nie obchodziło.
- Masz trzy sekundy zanim wyważymy drzwi, Bieber! – krzyknęli. – Raz, dwa..
- Możecie przestać wrzeszczeć? Przecież idę! – mruknąłem i otworzyłem drzwi. Kiedy tylko to zrobiłem, stanąłem twarzą w twarz z trzema policjantami.
- Mamy nakaz przeszukania – wysoki, łysy mężczyzna trzymał kawałek papieru.
Pokiwałem głową i pozwoliłem im wejść do środka.
Weszli, a dwóch z nich od razu weszło na górę. Jeden został na dole żeby, jak zgaduję, porozmawiać ze mną. Wszedłem do kuchni i nalałem sobie szklankę wody, zanim wróciłem do miejsca, w którym stał policjant a teraz również chłopcy, zmęczeni jak ja.
- O co chodzi?
- Policja, nakaz przeszukania.
Pokiwali głowami i zajęli miejsce przed telewizorem.
- Panie Bieber – usłyszałem za sobą srogi głos więc odwróciłem się.
- Tak?
- Mam do ciebie kilka pytań – w dłoni trzymał notatnik i długopis.
Usiadłem i oparłem łokcie na kolanach.
- Strzelaj.
- Gdzie byłeś w nocy, 12 listopada 2011?
- Na imprezie.
Zapisał w notatniku moje słowa, zanim na mnie spojrzał.
- Jaki rodzaj imprezy?
Spojrzałem na niego ze zdziwieniem.
- Nie wiem. Są jakieś specjalne rodzaje?
- Po prostu odpowiedz na pytanie – westchnął.
- Zwyczajna impreza. Wszyscy byli zaproszeni – wzruszyłem ramionami.
- I co na tej imprezie robiłeś?
- Piłem, rozmawiałem, tańczyłem i uprawiałem seks. Czyli to, co zazwyczaj robi się na imprezach – uśmiechnąłem się.
Odchrząknął czując się niekomfortowo i zapisał informacje, które ode mnie dostał.
- Miałeś na tej imprezie jakieś konfrontacje? Czy ktoś cię zdenerwował na tyle żebyś mógł mu zrobić coś.. drastycznego?
Starałem się nie okazywać żadnych emocji, ale lekko się uśmiechnąłem.
- To jest inna droga pytania o to, czy kogoś zabiłem?
Nie odpowiedział. Zamiast tego wpatrywał się we mnie, próbując doszukać się w mojej twarzy czegokolwiek niekomfortowego. Parsknąłem śmiechem.
- Sorry, ale nie. Byłem zajęty bawieniem się.
- A co było tą zabawą?
- Naprawdę? Czy ty w ogóle kiedykolwiek gdzieś wychodzisz?
- Odpowiedz.
Podniosłem dłonie w obronnym geście.
- Okej, nie trzeba od razu się złościć. Mogłeś po prostu powiedzieć, że nie – mruknąłem.
- Panie Bieber..
- To się nazywa żart. Słyszałeś kiedyś o czymś takim?
Znów nic nie powiedział, tylko ciągle mi się przyglądał.
- Uprawiałem seks – wzruszyłem ramionami. – Co mogę powiedzieć? Lubię słyszeć kiedy krzyczy moje imię – uśmiechnąłem się.
Jeśli wcześniej czuł się nie komfortowo, to wyobraź sobie co czuł teraz. Mentalnie zachichotałem.
- Czy przed tym.. rozmawiałeś albo miałeś jakikolwiek kontakt z Panem Johnsonem Parkerem?
- Panem kim? – spytałem, grając głupiego.
- Johnsonem Parkerem.
- Nigdy o nim nie słyszałem.
- Gdzie byłeś tamtej nocy?
- W domu.
Podejrzliwie na mnie popatrzył.
- Robiąc co?
- Uprawiając seks.
- Przepraszam?
- Znalazłem na imprezie dziewczynę, z którą mogłem się zabawić. Zabrałem ją do domu i uprawiałem z nią seks.
- I o której to było?
- Około pierwszej.
- Oczekujesz, że w to uwierzę?
- Wierz w co chcesz albo możesz sam jej spytać.
- Imię?
- Carly Risi.
Zapisał to w notatniku, po czym go zamknął.
- Będziemy w kontakcie, Panie Bieber.
Pokiwałem głową.
- Będę tutaj.
Po skończeniu rozmowy, dwóch pozostałych policjantów zeszło na dół.
- Nic.
- Zobaczymy się wkrótce, Bieber – powiedział łysy mężczyzna.
Pokiwałem głową.
- Zadzwońcie do mnie, zanim przyjdziecie. Kto wie, z kim będę wtedy uprawiać seks. Chyba nie chcielibyście wejść tutaj w trakcie, prawda?
Zachowali kamienną twarz i wyszli z domu.
- Czy mógłbyś być jeszcze bardziej bezpośredni? – syknął Bruce.
- No co? Czasem trzeba się z nimi trochę pobawić – wzruszyłem ramionami.

Carly’s POV

Wzięłam kilka głębokich oddechów, próbując się uspokoić. Kelsey zadzwoniła do mnie mówiąc, że policja może tutaj być w każdej chwili, a ja nie mogłam być jeszcze bardziej zdenerwowana.
Jeśli to schrzanię, Kelsey nigdy się do mnie nie odezwie, a Justin mnie zabije.
Spędziłam kolejne pół godziny na zastanawianiu się, co może być źle, kiedy usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
- Policja! Otwierać!
Kiedy otwierałam drzwi przypomniałam sobie słowa Kelsey. Mam nie być ani za miła, ani zbyt ostra. Powinnam być tak spokojna, jakbym to z nią rozmawiała.
- Tak? – spojrzałam na nich z lekkim uśmiechem na ustach.
- Chcielibyśmy zabrać cię na komisariat.
Uspokój się Carly, uspokój się.
- Mogę zapytać dlaczego, oficerze? – spytałam.
- Chcielibyśmy zadać ci kilka pytań dotyczących śmierci Johnsona Parkera.
Przygryzłam wnętrze policzka.
- Dobrze, tylko wezmę swoją kurtkę.
Odwróciłam się i ściągnęłam ją z wieszaka, po czym na siebie założyłam.
- Tędy.
Szłam za nimi aż do auta, gdzie otworzyli przede mną drzwi i kazali mi wejść do środka. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, stanęłam oko w oko z ogromnym budynkiem. Przygryzłam wargę i wyszłam za auta za oficerami. Weszłam za nimi do budynku, gdzie zaprowadzili mnie do biura, w którym było jeszcze więcej oficerów. Niektórzy szli z kubkiem kawy w ręku, inni z dokumentami.
Oficer otworzył przede mną metalowe drzwi do pomieszczenia, w którym stał stalowy stół i krzesło, co sprawiło, że moje serce automatycznie przestało bić.
- Zajmij miejsce. Przyjdziemy za chwilę.
Pokiwałam głową i niekomfortowo usiadłam na krześle, kiedy zamknęły się za nimi drzwi.
Kilka sekund później drzwi znów się otworzył i ku mojej niespodziance, do środka został wepchnięty Justin.
- Nie musisz mnie do cholery pchać. Z jakiegoś powodu mam przecież nogi – syknął i wywrócił oczami.
- Proszę siadać i się zamknąć, Panie Bieber – powiedział oficer, zanim zamknął drzwi.
- Jebany dupek – mruknął.
- Justin? – szepnęłam, będąc w kompletnym szoku.
Podniósł głowę kiedy usłyszał mój głos.
- Carly? Co ty tu do cholery robisz? – zapytał, sam będąc zaskoczony.
- Zabrali mnie na przesłuchanie.
Justin warknął, najwyraźniej zdenerwowany.
- Powiedziałaś cokolwiek?
- Nie. Tylko zgodziłam się z nimi pójść. Kelsey powiedziała, że mam się zachowywać spokojnie, nie ważne co się stanie.
Pokiwał głową.
- Dobrze. Chcą ciebie tylko wystraszyć. Nie pozwól im namieszać sobie w głowie.
- Okej – oblizałam usta. – Ale dlaczego ty tutaj jesteś i dlaczego masz kajdanki?
- Najwyraźniej samo przepytywanie w moim domu nie było wystarczające, więc ci idioci zakuli mnie i przywieźli tu myśląc, że są twardzi.
- Idiotyczne – mruknęłam.
- Wiem coś o tym – westchnął.
Siedzieliśmy w ciszy, kiedy przyszedł policjant.
- Pan Bieber?
- Alec – Justin pokiwał głową, nie wykazując żadnych emocji.
- Wyjdź na zewnątrz, William tam na ciebie czeka. Ja muszę porozmawiać z tą panienką – czarująco uśmiechnął się w moją stronę.
Zarumieniłam się i odwróciłam wzrok.
Justin wyszedł, gdzie został wzięty za ramię, zanim zamknięto drzwi do pomieszczenia.
- Więc.. słyszałem, że byłaś na imprezie jedenastego listopada?
- Tak.
- I co tam robiłaś?
- Bawiłam się. To był weekend, czego się spodziewałeś? – uśmiechnęłam się.
- I co robiłaś na tej imprezie?
- Bawiłam się, z innymi dzieciakami z mojej szkoły.
- Jakieś imiona, które pamiętasz?
- Raczej nie.
- I.. widziałaś może tam coś dziwnego?
- Cóż.. było tam trochę osób, których nie znałam, ale była to impreza otwarta dla wszystkich..
- Był tam ktoś, kogo rozpoznałaś?
- Justin.
- Naprawdę?
- Tak.
- Zauważyłaś w nim coś.. dziwnego?
- Co masz na myśli?
- Wydawał się być zły, wściekły?
- Nie – lekko się zaśmiałam. – Ani trochę.
- Dlaczego wydaje ci się, że był wesoły?
- Śmiał się, bawił. Kto nie byłby wesoły na imprezie? –  niewinnie zatrzepotałam rzęsami.
Chwilę zastanawiał się nad tym co mówiłam.
- Zauważyłaś na imprezie Johnsona Parkera?
- Przepraszam, kogo?
- Johnson Parker. Wysoki, czarne włosy, zielone oczy, piegi?
- Nie, przepraszam.
Pokiwał głową.
- O której opuściłaś imprezę?
- Około pierwszej.
- Ktoś był z tobą?
- Justin.
Zdawało się, że przykułam jego uwagę.
- Byłaś z Justinem?
- Tak. Rozmawialiśmy chwilę na przyjęciu po czym zabrał mnie do siebie.
- I co tam robiliście?
Zarumieniłam się i wzruszyłam ramionami.
- Panno Risi. Proszę o odpowiedź albo będę zmuszony załatwić to inaczej.
- Trochę się zabawiliśmy – mruknęłam.
- Przepraszam?
- Uprawialiśmy seks! – krzyknęłam, trochę zirytowana. – Zadowolony?
Wydawał się zaskoczony, po przez chwilę nic się nie odzywał.
- Widzę.. I co robiliście.. po tym jak.. – uciął.
- Zostałam do rana, około dziesiątej i wyszłam. Nie mogłam tam przecież zostać na zawsze.
- Widzę – pokiwał głową i wsunął ręce w kieszenie. – Wiesz, że jeśli kłamiesz, żeby go obronić, trafisz do więzienia?
Pokiwałam głową starając się nie okazywać strachu.
- Nie mam nic do ukrycia.
- Jesteś pewna? A może kłamiesz, żeby obronić Pana Biebera?
- Nie mam żadnego powodu, żeby kłamać.
- Oh.. ale tak robisz. Wiem, w jakie gry bawią się teraz dzieciaki i wiem, że on bawi się z nami więc proszę, żebyś powiedziała mi prawdę, młoda damo. Możesz być aresztowana za utrudnianie śledztwa. Mam nadzieję, że o tym wiesz.
- Tak jak powiedziałam wcześniej, wiecie już wszystko. A teraz przepraszam, oficerze, ale czy już skończyliśmy? Mam trochę rzeczy do zrobienia w domu.
Chwilę się nad tym zastanawiał, po czym pokiwał głową.
- Możesz iść.
- Czy jest coś jeszcze czego potrzebujecie, zanim pójdę?
Potrząsnął głową a ja mentalnie podziękowałam Bogu.
- Przepraszam, jeśli w niczym konkretnie nie pomogłam – udałam, że jest mi smutno.
- Nie ma sprawy. Proszę iść i cieszyć się dniem.
Kiwnęłam, uśmiechając się do niego. Wyszłam z pomieszczenia, dając Justinowi znak, że wszystko poszło zgodnie z planem, a on uśmiechnął się do siebie.

Justin’s POV

Miałem ochotę staranować ścianę, kiedy policja wróciła i powiedzieli mi, że zabierają mnie na komisariat. Powiedziałem im, że wiedzą wszystko, co powinni. To znaczy, czego mogliby jeszcze chcieć? Wszystko im powiedziałem.
Siedziałem z chłopcami, oglądając telewizor, czekając aż cała ta sprawa się zakończy, kiedy usłyszałem głośne pukanie do drzwi.

- Otwieraj Bieber! Wiemy, że jesteś w środku! – usłyszałem ten sam, znajomy głos.
Uniosłem wysoko brwi zdezorientowany. Otworzyłem drzwi i spojrzałem na nich.
- Tak?
- Jesteśmy tutaj, żeby zabrać się na przesłuchanie w sprawie zabójstwa Johnsona Parkera.
- Możemy zrobić to w lekki sposób, albo w ten ostry, panie Bieber.
- Nie możecie go zabrać za nic – odezwał się Bruce. – Wszystko wam już powiedział.
- Mamy każde prawo, żeby go zabrać. To nasza robota.
- Tak? W takim razie masz gównianą robotę, Jenkins – warknąłem.
- Proszę, żebyś się zamknął, Panie Bieber, albo będzie miał Pan ogromne problemy.
Bez żadnego uprzedzenia złapali mnie za ramiona, założyli na ręce kajdanki i wyprowadzili mnie z domu. Zajęło chwilę, zanim dotarliśmy na komisariat. Weszliśmy do środka, a jeden z oficerów wepchnął mnie do jednego z pomieszczeń.
- Nie musisz mnie do cholery pchać. Z jakiegoś powodu mam przecież nogi.
- Proszę usiąść i się zamknąć, panie Bieber – powiedział, zanim zamknął drzwi.
- Jebany dupek – mruknąłem do siebie.
- Justin? – podniosłem głowę i zauważyłem Carly, siedzącą na krześle obok stołu.

Cieszyłem się, że mogłem chociaż porozmawiać z Carly zanim ją przesłuchali. Ostatnie czego potrzebowałem, to żeby była zdenerwowana przed Alec’iem. Jedyne, co w nim szanowałem, to zdolność to czytania z twarzy ludzi, ich emocji i sposobu, w jaki się zachowują.
- Justin.
Odwróciłem się i zauważyłem Aleca.
- Wejdź.
Wstałem i wszedłem do pomieszczenia.
- O co chodzi?
- Zajmij miejsce.
Zrobiłem co mi kazał mimo, że nie miałem na to najmniejszej ochoty.
- Powiedz mi wszystko od początku do końca. Gdzie byłeś jedenastego listopada?
- Już powiedziałem temu łysemu. Dlaczego muszę się powtarzać? To tylko strata czasu.
- Proszę po prostu odpowiedzieć, panie Bieber.
Wywróciłem oczami wiedząc, że pytają mając nadzieję, że coś zmieniłem w swojej historii ale musieli wiedzieć, że jestem mistrzem w kłamaniu.
- Byłem na imprezie i zanim zapytasz, piłem i tańczyłem – wzruszyłem ramionami. – Jak zawsze.
Pokiwał głową.
- Widziałeś tam Johnsona Parkera?
- Nie. Tak jak mówiłem temu drugiemu, byłem z przyjaciółmi. Nie obchodzili mnie inni.
- O której wyszedłeś z imprezy?
- Około pierwszej.
- Byłeś wtedy z kimś?
- Tak. Z dziewczyną o imieniu Carly.
- I co robiliście?
Uśmiechnąłem się.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
Wpatrywał się we mnie pokazując, że chodzi tylko o interesy. Odwróciłem wzrok, przygryzając wargę.
- Powiedzmy, że nie mogła przestać krzyczeć mojego imienia przez całą noc.
Alec zanotował w głowie wszystko, co mówiłem zanim opuścił pomieszczanie. Rozejrzałem się wokół wiedząc, że prawdopodobnie mnie obserwują. Kilka minut później, łysy oficer pojawił się w drzwiach.
- Możesz iść.
Uśmiechnąłem się.
- Było miło z wami robić interesy, panowie.
Nie poruszył się, ani nie pokazał żadnych emocji. Zamiast tego tylko skrzywił się, kiedy koło niego przechodziłem.
- Nie mogę uwierzyć, że jeszcze nic przeciwko temu dzieciakowi nie znaleźliśmy. To była idealna szansa – jeden z oficerów mruknął.
- Muszę mu to przyznać. Ten dzieciak wie co robi – mruknął Alec.
Włożyłem dłonie w kieszenie kurtki i wyszedłem z budynku, czując na skórze ostry podmuch wiatru. W tym jednak momencie, nic mnie nie obchodziło. Chciałem tylko być w stanie zobaczyć swoją dziewczynę i wziąć ją w ramiona. 
____________________________________

Huh, trochę to zajęło ale o to jest. I jak wrażenia? 
+ Nie informuję niestety o nowych rozdziałach. Jeśli jednak chcecie być na bieżąco, kiedy będzie rozdział, wystarczy śledzić mnie na twitterze - @DameBieber :)

wtorek, 12 marca 2013

Forty Eight



Kelsey’s POV

Nie mogę być z tobą widziany

Moje serce przestało bić kiedy tylko Justin wypowiedział te słowa. Oblizałam usta starając to przemyśleć. W końcu, po chwili która zdawała się trwać wiecznie, udało mi się przemówić.
- C-co? Co masz na myśli?
Przebiegł dłonią po moich włosach, po czym przyłożył ją do mojego policzka.
- Mam na myśli to, co powiedziałem – westchnął, potrząsając głową. – Nie mogę być z tobą widziany.
- Dlaczego nie?
- Jeśli gliny zobaczą ciebie ze mną, dodadzą cię do listy dochodzenia. Będą pytać cię o wszystko.. skąd mnie znasz, o nasz związek, spróbują wyciągnąć z ciebie informacje. Mimo, że ci ufam, to nie ufam im bo wiedzą, jak manipulować słowami, żebyś powiedziała im wszystko i się przyznała, nawet jeśli nigdy nie pomyślałabyś, że to zrobisz.
- Nie mogę po prostu siedzieć i czekać, aż to się skończy – oblizałam usta. – To nie jest łatwe, Justin.
- Wiem o tym skarbie, ale musisz – westchnął i pogłaskał mnie po włosach. – Zaufaj mi. Tak będzie dla nas najlepiej.
- Ale chcę pomóc – popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Chcesz pomóc?
Skinęłam.
- Więc posłuchaj mnie i zrób to, co ci mówiłem. Tak będzie lepiej.
Przygryzając policzek od środka spuściłam wzrok wiedząc, że ma rację.
- Nie chcę, żeby spoczywała na tobie jakakolwiek presja zwłaszcza, że twoi rodzice o nas wiedzą. Jeśli gliny przyjdą do twojego domu i zaczną zadawać pytania, wszystko legnie w gruzach.
Pokiwałam głową. Miał rację – moi rodzice od razu chcieliby wiedzieć, co policja robiła w naszym domu a jeśli bym im powiedziała, zabiliby mnie. Zabroniliby mi widzieć się z Justinem i postawiliby słowa Carly ponad to, co miałabym do powiedzenia.
Nie mogłam do tego dopuścić.
- Do bani – mruknęłam, przygryzając wargę. – Masz rację: nigdy nie możemy mieć nawet krótkiej przerwy. Ty bardziej niż ja, ale kiedy ostatnim razem spędziliśmy czas, bez żadnych problemów czających się w pobliżu?
Justin smutno wpatrywał się w moje oczy wiedząc, że mówiłam prawdę.
- Wiem skarbie – mruknął. – Ale obiecuję Ci, kiedy to wszystko się skończy, wynagrodzę Ci to, dobrze?
Nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
- Dobrze.
Przycisnął swoje usta do moich z pasją i ze wszystkim co czuł. Po kilku minutach odsunęliśmy się od siebie, kompletnie pozbawieni oddechu.
- Wcześniej czy później – wyszeptał w moje usta. – Uda nam się. Obiecuję.
Złączając nasze czoła razem, delikatnie go pocałowałam zanim się odsunęłam.
- Wiem – uśmiechnęłam się. – Ale będę za tobą tęsknić.
Justin zachichotał.
- Jestem pewien, że poradzisz sobie z tym przez kilka dni – puścił mi oko i pocałował mnie w policzek.
- Kilka dni? – uniosłam brwi w górę. - Żartujesz sobie?
- To jest dochodzenie w sprawie morderstwa, skarbie. Nie wystarczy kilka godzin.
Westchnęłam.
- Racja – opuściłam ramiona, a zimne powietrze owinęło nas oboje.
- Hej – uniósł kciukiem moim podbródek, odwracając moją twarz w swoją stronę. – Kocham cię, dobrze? Chcę tylko żebyś była bezpieczna.
- Wiem o tym i też cię kocham – uśmiechnęłam się.
- Nie musisz się o nic martwić – szepnął. – Wszystko będzie dobrze. To nie jest nic, czego bym wcześniej nie robił.
Prawie zaśmiałam się czując humor tej sytuacji. On dokładnie wiedział, jak się teraz czułam. Wzięłam głęboki oddech i zatknęłam kosmyk włosów za ucho.
- A co jeśli oni…
Justin potrząsnął głową.
- Nie.
- Ale co jeśli..
Uciszył mnie szybkim pocałunkiem.
- Nie, uwierz mi.
- Ufam ci – szepnęłam.
- W takim razie nie martw się o „co jeśli”. Wszystko będzie dobrze.
- Skoro tak mówisz – mruknęłam. Złączyłam dłonie i zaczęłam nimi lekko o siebie pocierać.
- Zimno ci?
Pokiwałam głową.
- Chodź, powinienem odwieźć się do domu. Robi się późno.
- Nie chcę jeszcze jechać do domu – jęknęłam. – To jest ostatni dzień kiedy mogę się z tobą widzieć, zanim ta cała sytuacja z Parkerem się skończy. Chcę go spędzić z tobą.
Justin objął moją twarz dłońmi.
- Wiem, skarbie, ale nie chcę żeby twoi rodzice pomyśleli, że cię zatrzymuję. Pokaż im, że mogą ci ufać – zmarszczyłam brwi, a on się uśmiechnął. – Niedługo się zobaczymy. Obiecuję, że szybko się z tym uporam.
- Jesteś pewny co do wszystkiego – mruknęłam.
Justin zachichotał, obejmując mnie ramionami.
- Nie, po prostu myślę pozytywnie. Ktoś, kogo znam, powiedział mi, że powinienem przestać patrzeć na świat negatywnie..
Uśmiech pojawił się na moich ustach.
- Ciekawe kto to był..
- Ona jest piękna.
- Mhm, tak? – przycisnęłam głowę do jego klatki piersiowej.
- Tak – odpowiedział, z uśmiechem na ustach. – I perfekcyjna.
- Jest ładniejsza ode mnie? – drażniłam się.
- Nikt nie jest ładniejszy od ciebie – mruknął do mojego ucha, a motyle automatycznie pojawiły się w moim brzuchu.
- Wydaje mi się, że jest inaczej, skarbie.
- Nigdy nie wątp w to, że jesteś piękna, skarbie – pocałował mnie we włosy. – Jesteś zbyt piękna żeby to sobie robić.
Wywróciłam oczami.
- Cokolwiek powiesz.
Justin wypuścił mnie ze swoich ramion.
- Mówię poważnie, Kelsey.
- Wiem – powiedziałam, wpatrując się w niego.
- Nie wiesz – pokręcił głową. – Żadna dziewczyna nie wie, że jest piękna zanim w to nie uwierzy i ty właśnie to musisz zrobić.
Uśmiechnęłam się.
- Jesteś strasznie słodki.
- Ja tylko mówię prawdę – uśmiechnął się całując mnie w usta, zanim z powrotem mocno mnie do siebie przytulił. – Poza tym, nie jestem słodki.
Zachichotałam.
- Więc jaki jesteś?
- Jestem seksowny – zachichotał.
- Nie – potrząsnęłam głową. – To ja jestem seksowna.
- Więc jaki ja jestem? – zapytał.
- Gorący – zaśmiałam się, kiwając głową i potwierdzając słowo którym zdecydowałam się go opisać. – Jesteś bardzo gorący.
- Cóż, dziękuję skarbie – lekko uszczypnął mnie w tyłek sprawiając, że podskoczyłam zaskoczona.
- Justin! – uderzyłam go w klatkę piersiową.
Zachichotał.
- Przykro mi.
- Wcale nie – wywróciłam oczami.
- Masz rację – zaśmiał się. – Nie jest mi przykro.
Jęknęłam, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Zaśmiał się i pocałował mnie w usta wysyłając mnie w strefę, z której nigdy nie chciałam się wydostać.
- Będę za tym tęsknić – mruknęłam.
- Ja też – westchnął, jeszcze raz całując mnie usta zanim odsunął i się i złapał mnie za rękę. – Lepiej już chodźmy.
Westchnęłam wiedząc, że ma rację.
Trzymając moją rękę, Justin zaczął nią kołysać w przód i w tył sprawiając, że zachichotałam.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też – trąciłam go biodrem.
Uśmiechając się do mnie otworzył drzwi, po czym upewnił się, że są zamknięte kiedy weszliśmy do salonu.
- Zrobiła to – Bruce otworzył szeroko oczy. – Tej dziewczynie udało się go uspokoić.
John siedział obok, uśmiechając się do nas.
- Wiedziałem, że da radę.
- Nie żartowałeś – zachichotał Marcus. – Ona naprawdę ma go pod kluczem.
Wszyscy zaśmiali się, sprawiając, że moje policzki stały się czerwone.
- O co wam teraz chodzi? – warknął Justin, potrząsając głową.
- Myśleliśmy, że zniszczysz cały trawnik na zewnątrz – zaśmiał się John. – Jak zawsze.
Justin wywrócił oczami.
- Najwidoczniej już z tego wyrosłem.
- Albo – zaznaczył  Bruce. – Twoja dziewczyna ma na ciebie większy wpływ niż sądziliśmy.
Justin nie powiedział nic. Bruce odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Brawo – pokiwał głową. – Jen nie mogła nawet sprawić, żeby był cicho. Zazwyczaj pozwalaliśmy mu się wyładować i robić co tylko chciał. Kto by pomyślał, że uda mu się powstrzymać to w sobie?
Zaśmiałam się.
- Zakładam, że jestem w tym dobra.
Bruce uśmiechnął się, badawczo się wpatrując się we mnie od stóp do głów, jakby próbując doszukać się jakiejkolwiek wady.
- Lubię cię.
- Uważaj – Justin zwęził oczy.
Bruce wywrócił oczami.
 - Wyluzuj, Bieber. Miałem na myśli to, że jest dla ciebie dobra. Wie dokładnie jak sobie z tobą poradzić dzięki czemu my nie musimy – uśmiechnął się.
- Ha ha – Justin zaśmiał się humorystycznie. – Jesteście po prostu zabawni – zauważył z sarkazmem.
- Przestań Justin – John zaczął się z nim drażnić.
- Nie ważne – Justin wywrócił oczami. – W każdym razie, idę odwieźć Kelsey do domu a potem wrócę żebyśmy omówili to co mamy omówić, dobra?
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
- Cześć – uśmiechnęłam się, machając.
- Cześć Kelsey – odpowiedzieli zgodnie, machając w moją stronę.
Wyszliśmy razem na zewnątrz, a kiedy Justin odblokował auto wsiadłam do środka i zapięłam pas, obserwując Justina robiącego to samo. Siedzieliśmy całą drogę w ciszy. Nie zajęło to dużo czasu, aż w końcu dotarliśmy na miejsce a on zatrzymał się dwa domy od mojego. Opuściłam ramiona.
- Więc.. to już to – westchnęłam, patrząc na niego.
Justin wpatrywał się w drogę przed sobą.
- Chyba tak.
- Nie chcę odejść .
- Jeśli mam być szczery, ja też nie chcę żebyś odeszła – oblizał usta, kurczowo trzymając kierownicę. – Ale musisz.
- Wiem – odpięłam pas, pochyliłam się w jego stronę i złapałam jego twarz w dłonie, całując go w usta. Justin pocałował mnie z taką samą pasją, jak ja wcześniej zanim się odsunął.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też – ostatni raz go pocałowałam, zanim otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Pomachałam mu lekko się uśmiechając i posyłając całusa po czym ruszyłam w stronę domu. Otworzyłam drzwi i wślizgnęłam się do środka, zdejmując buty.
- Cześć skarbie – podniosłam wzrok widząc moją mamę, która schodziła po schodach.
- Cześć mamo.
- Jak poszło spotkanie z rodzicami Justina? – spytała, wchodząc do salonu gdzie siedział mój tata, oglądając TV.
- Byłam bardzo zdenerwowana ale okazali się naprawdę miłymi ludźmi – uśmiechnęłam się.
- To dobrze kochanie, cieszę się, że dobrze spędziłaś ten czas – odezwał się mój tata, odrywając wzrok od telewizora i spoglądając na mnie.
- Dziękuję, że mogłam tam pójść.
- Cóż, to jedyne co mogliśmy zrobić. Justin zgodził się pójść z nami na obiad w następną niedzielę i tylko teraz miałaś okazję odwiedzić jego rodziców.
- Tak.. ale wciąż. Naprawdę to doceniam – uśmiechnęłam się.
Tata pokiwał głową, posyłając mi ciepły uśmiech.
- Może pójdziesz do swojego pokoju i przygotujesz się do spania? Jest całkiem późno.
- Jest ósma, tato.
- Ale masz jutro szkołę. Nie chcę żebyś była zmęczona albo się spóźniła.
- Masz rację – pokiwałam głową i ruszyłam w stronę schodów. – Do zobaczenia jutro, kocham was!
- My też ciebie kochamy – odpowiedzieli, kiedy weszłam po schodach na górę.
Pozbyłam się ciuchów i wskoczyłam pod prysznic. To była jedyna rzecz która mogła mnie teraz odciągnąć od wszystkich myśli. Weszłam pod gorącą wodę z satysfakcją czując na swojej skórze mokre kropelki. Mimo nadziei, że uda mi się o wszystkim zapomnieć, myśli odnośnie Justina ściganego przez policję nie chciały wyjść z mojej głowy. Chciałam mu pomóc. Chciałam się upewnić, że wyjdzie z tego cało ale nie mogłam. Za dużo bym ryzykowała i za wielka presja spoczęłaby na naszych głowach.
Chciałabym, żeby istniał jakikolwiek sposób żebym mogła mu pomóc bez policji wiedzącej o naszym związku.
Owinęłam się ręcznikiem wychodząc spod prysznica i wzięłam ze sobą parę spodni i top. Właśnie suszyłam włosy kiedy kątem oka zobaczyłam dzwoniący telefon. Uniosłam wysoko brwi i spojrzałam na ekran.
Carly.
Poniosłam go nawet nie wahając się przed odebraniem.
- Halo?
- Kelsey.. hej.. to ja, Carly.
- Wiem.
- Uhm.. posłuchaj.. możemy porozmawiać?
- Chcesz porozmawiać?
Zapadła cisza.
- Porozmawiamy.. pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Że przyjdziesz do mojego domu.
Jeśli sprawienie, że Carly pomoże Justinowi było jedynym wyjściem, byłam w stanie o wszystkim zapomnieć i wszystko wybaczyć.


Około pół godziny później Carly zadzwoniła do drzwi. Zbiegłam ze schodów, wyprzedzając mamę która właśnie miała je otworzyć.
- To do mnie, mamo – powiedziałam, podchodząc do drzwi.
Zdziwiona uniosła brwi.
- Kto mógłby do ciebie przyjść o tej porze, Kelsey?
- Carly – otworzyłam drzwi i popatrzyłam na dziewczynę, której myślałam, że mogę ufać i może tak było.
To nie była tylko możliwość uratowania Justina, był to też sposób na przekonanie się, czy była godna zaufania.
- Hej.
- Cześć  - odsunęłam się, pozwalając jej wejść do środka. – Daj nam pięć minut, mamo.
- Dobrze, tylko pięć minut a potem ona musi iść do domu. Jutro macie szkołę.
- Obiecuję – przytuliłam ją zanim weszłam na górę razem z Carly. Kiedy weszłyśmy do pokoju, zamknęłam za nami drzwi.
- Kelsey..
- Posłuchaj.. nie mam za wiele czasu – spojrzałam na nią. – Chcesz, żebyśmy były dalej przyjaciółkami?
Pokiwała głową.
- Chcesz, żebym wróciła do twojego życia?
Znów pokiwała.
- Jeśli dla mnie coś zrobisz.. dam ci kolejną szansę.
- O co chodzi?
- Musisz okłamać policję, żeby Justin nie poszedł do więzienia.
 _______________________________________________________________

@DameBieber 
Do osób które pytają: Owszem, po zakończeniu Dangera będę tłumaczyć Danger's Back :)

poniedziałek, 11 marca 2013

Przepraszam.

Posłuchajcie, moja przygoda z Dangerem dobiega końca.
To była naprawdę świetna zabawa i długo będę ją wspominać, ale niestety nic nie trwa wiecznie.
Wiem, że deklarowałam tłumaczenie zarówno Dangera, jak i Danger's Back do końca, dlatego chcę was teraz przeprosić, bo obietnicy nie dotrzymam.
Chciałabym wam podziękować za wsparcie, miłe komentarze, słowa otuchy. Dziękuję, że mimo mojego marudzenia, dłuższych przerw czy gorszych tłumaczeń wciąż tu byliście.
Trudno sobie wyobrazić lepszych czytelników :)

Jednak nie zostawiam was z niczym!
Na moje miejsce przychodzi znana wam już Natalia (@DameBieber). Jestem pewna, że jej tłumaczenie przypadną wam do gustu jeszcze bardziej niż moje :)
 
Tak więc żegnam się z wami. Mam nadzieję, że przypomnicie sobie czasem o humorzastej Oli <3
#muchlove